środa, 10 grudnia 2014

No i z planów nici... Zasnęłam ledwo minęły napisy na początku filmu :P Mąż trochę zły, ale co mu zrobię...  Nadrobię w najbliższych dniach ;)
U nas OK, szukamy łóżka dla Młodego, najlepiej dwuosobową sofę, bo w razie czego muszę się z nim w nocy położyć, nie śpi jeszcze na tyle spokojnie, żebym mogła kupić 1osobowe łóżko i zostawić go samego sobie. Póki co nie możemy nic znaleźć a jak już coś nam się spodoba to kosztuje kupę kasy.  No i szukamy dalej...
Jeszcze tydzień i wolne od szkoły. Cieszę się, bo odpocznę trochę od tego mojego problematycznego ucznia, wykańcza mnie nerwowo czasami.Odpoczynek się jak najbardziej przyda. Jeszcze czeka mnie rozmowa z jego mamą, bo mam zamiar wysłać go do poradni psychologiczno-pedagogicznej- niech go zbadają. Jak na razie to cały czas słyszę z jego ust: "szkoła to chuj", "Mikołaj to chuj", Ola/Mateusz/ Kasia/ Krysia to chuj" itd. I te ciągłe kopniaki i uderzenia pięściami w inne dzieci, bo ma taki kaprys- bez powodu. Już nie wiem jak mam chronić te moje dzieci. Ech,to są właśnie cienie tej pracy... Jakoś dam radę....Muszę...
 Ale i tak kocham to co robię :)

wtorek, 9 grudnia 2014

Plan na dziś: ułożyć Młodego wcześnie spać, oglądnąć horror przy piwku i potem seks ;) Zobaczymy co  z tego wyjdzie :) Póki co w naszym małżeństwie poprawa... Ale jak to mówią "nie chwal dnia przed zachodem słońca". Mimo wszystko, moje życie nie jest takie całkiem do bani ;) CO NIEKTÓRZY MAJĄ GORZEJ- i tym się pocieszam ;)
Miłego wieczorku...

wtorek, 2 grudnia 2014

Kuba u dziadków w pokoju, więc mam chwilkę na pisanie :) Na imprezce było fajnie, posiedzieliśmy, pośmialiśmy, zjedliśmy pizzę, wypiliśmy po kilka piwek i bardzo miło spędziliśmy czas. Oby więcej takich chwil, bo zrelaksowałam się na maksa. Kac nawet nie męczył bardzo :P
Ale nowy tydzień się zaczął i czas wrócić do pracy i szarej codzienności. Mąż chwilowo w domu, bo przy takiej temperaturze nie może pracować, wszystko by pozamarzało. I role się odwróciły, on śpi z dzieckiem ile się da, a ja muszę rano wstawać. Ale nie narzekam, bo jak już poprzednio pisałam, lubię swoją pracę z dzieciakami i ranne wstawanie mi nie straszne :))
Do mojej magicznej 30stki zostało ponad pół roku. Z mojej listy pragnień, został mi tylko jeden punkt- osobny kąt. Ciekawe co mi los szykuje, czy coś się pojawi w ciągu tych kilku miesięcy, jakaś okazja, szansa,nowa możliwość, żeby móc zrealizować ten cel. Zobaczymy. Póki co, męża mam, dziecko też, jesteśmy zdrowi, praca też się pojawiła więc generalnie nie mam co narzekać. Dopełnieniem tego wszystkiego byłaby ta swoja "góra". Może kiedyś się uda w końcu :)
Coś mało piszę o synku. Rozgadał mi się ostatnio i cały czas, jak go już przestaję słuchać mówi: "Mama sysys? (słyszysz?)" no i się nie da wyłączyć :P No więc, rozmawiamy, on po swojemu, a ja po swojemu i jakoś się dogadujemy :P Nocnikowanie w trakcie, raz się uda a raz nie, myślę, że na wiosnę go już oduczę całkiem sikać w pampra. Ma fazy w jedzeniu, kilka dni je wszystko, a później przez kilka dni prawie wcale, pod tym względem nie przewidzę co może mi zjeść a co nie. Pieczywa nie lubi, sera żółtego i białego też nie za bardzo, wędlinę mi ściąga z kanapki, uwielbia parówki i pasztet, a już na słowo "kułaki" (kuleczki Nesquik z mlekiem) dostaje ślinotoku ;) Jogurty jak mu "zawieje", ale za to "kakako" (kakao) wypije zawsze. Ot, taki sobie dwulatek ;) Czasem się wkurzy i buntuje, ale już ma manię wchodzenia na stoły, krzesła, meble, wannę i wszelkiego rodzaju sprzęty-byleby wysoko ;) Tak, że trzeba go pilnować (ale którego dziecka nie?? :)) Taki to mój boski synek ;) Najważniejsze, że już od dłuższego czasu śpię spokojnie całe noce, bo pamiętam jak zawsze narzekałam Wam na to, że Młody nie spi ;) Te czasy na szczęście już za mną ;) I nie planuję w najbliższym czasie do nich wracać ;)
No cóż, może na dzisiaj już tyle, co by nie zamęczać ;)
Buziaki

piątek, 28 listopada 2014

Żyję, żyję, ale prawie w ogóle nie siedzę w necie. Nie mam czasu, a jak już ten czas znajdę to piszę jedno zdanie z 10 minut, bo zawsze Kubuś upomina się o uwagę. No i się w końcu złoszczę, bo nie mogę się skupić, rzucam w cholerę pisanie i idę się z nim bawić. Tak zazwyczaj bywa.
Co u nas? A no w porządku :) Czas leci jak szalony, miesiąc ledwie się zacznie a już się kończy. Absorbuje mnie moja praca i wypełnia mi ona więcej czasu niż naprawdę powinna. Bo niby pracuję te 18 godzin tygodniowo, ale zawsze mam ochotę zostać dłużej w pracy i to robię ;) Wiem, że Kuba jest w dobrych rękach, więc mi się nie spieszy do domu. Uzupełniam sobie dziennik, kseruję materiały dla dzieciaków no i sobie gawędzę z koleżankami i kolegami z pracy :) Praca marzeń :) Umowę dostałam do końca przyszłych wakacji, ale mam nadzieję, że następną dadzą mi już na stałe :) Ludzie w pracy są przecudowni, wszyscy bez wyjątku, ale z dwojgiem z nich najbardziej się zakolegowałam i spotykam się też po pracy w celach towarzyskich przy piwku :) No i dzisiaj zorganizowaliśmy wieczór andrzejkowy dla całego Grona Pedagogicznego w pubie, nie spodziewamy się tłumów, ale grunt, że nasza trójka nie zawiedzie. Tak, że mąż z dzieckiem zostaje w domu, a ja idę na pijaństwo :P Wreszcie czuję się spełniona zawodowo, wybrałam właściwy kierunek studiów i moja praca sprawia mi wielką przyjemność. Chociaż w klasie mam jednego chłopca z wybuchami agresji i co za tym idzie bije on inne dzieci, ale lubię wyzwania i próbuję sobie wypracować metodę na niego, może w końcu znajdę sposób jak go "usadzić". Na razie wysyłamy go do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i zobaczymy jaka będzie opinia psychologa. Ale muszę dać radę- byłoby za prosto gdyby wszystkie dzieci były grzeczne. No to tyle o pracy.
Kubuś niedawno skończył 2 latka i to właśnie po nim najbardziej widzę upływający czas. Zaczyna już ładnie mówić, jest na etapie sikania na nocniku, ale niestety kupy jeszcze nie woła. Nie poganiam go, wszystko w swoim czasie. Jest cudowny, przekochany i dosyć ciężki :P Kocham Go niemiłosiernie i nadaje mojemu życiu sens. Jedynie co u mnie kuleje to moje małżeństwo. Jest jakoś letnio.... Rozmawialiśmy o nas, obydwoje postanowiliśmy się trochę starać. Widzę, że K. to robi, ale ja jestem jakaś dziwna. Oczekuje ode mnie normalnego życia małżeńskiego, a ja jestem oziębła. Nie pociąga mnie wcale, nie chce mi się uprawiać z nim seksu, chyba już całkiem wyciszyłam w sobie potrzebę seksu. Cały czas go zwodzę, aż sama siebie nie rozumiem. Jeżeli się nie zmienię to znajdzie sobie inną, która da mu to, czego ja nie chcę mu dać. Zdaję sobie sprawę, że zachowuję się nie tak jak trzeba, ale jakoś inaczej nie potrafię. Chyba skupiłam się na innych aspektach mojego życia a zapomniałam o swoim własnym mężu.
A mój mąż? Nie zakłada firmy, bo brakuje nam jednego poręczyciela, zdrowie mu szwankuje z papierosów, aż postanowił je rzucić (WRESZCIE!!!) no i próbuje pomalutku się odzwyczajać. Trzymam za niego kciuki. No i zadecydowaliśmy, że oszczędzamy na maksa na tę górę no i po podliczeniu wydatków, przychodów i rozchodów wyszło nam, że za 4 lata uzbieramy całą sumę. Więc odliczamy.... Nie ma innego wyjścia.
A tak to nic poza tym.
Kończę i idę się szykować na imprezkę... ;)
Buziaki

wtorek, 14 października 2014

Zachodzę się do tego posta już drugi raz. Ostatnio się naprodukowałam, naprodukowałam, naprodukowałam i co? Komputer się zawiesił, a post się nie zapisał. Fuck!!! Szlag mnie trafił, zatrzasnęłam z hukiem laptopa i poszłam napić się piwa :P I dlatego tyle czekacie :D To tak tytułem wstępu ;)
U mnie jak wspominałam wcześniej ogromne zmiany życiowe- zacznę od początku ;)
Wszystko zaczęło się w ostatni czwartek wakacji. Skończyłam pracę jak zwykle o 15, wróciłam do domu, ogarnęłam się i zabrałam Młodego na spacer do Babci, która mieszka 15 minut pieszo od nas. No i sobie siedzę, trajkotam, piję kawę, a tu nagle dzwoni telefon. Patrzę na wyświetlacz - p. dyrektor. Od razu w głowie tysiąc myśli, że może czegoś nie zrobiłam, coś przeoczyłam, o czymś zapomniałam. P. dyrektor zapytała się mnie jakie mam dokładnie kwalifikacje i przeszła do sedna z zapytaniem czy chciałabym podjąć pracę u nas w szkole, bo pani, która miała wziąć pierwszą klasę dostała ofertę w innej szkole bliżej jej miejsca zamieszkania i rezygnuje z posady. Ja w szoku, z trudem się opanowując powiedziałam, że bardzo bym chciała i jestem wdzięczna za to, że oferuje pracę właśnie mnie i na tym zakończyła się rozmowa. Poszłam do babci i się poryczałam ze szczęścia ;) Cała się trzęsłam i z tej euforii i ze strachu jak to będzie. No, ale wiadomo, że choćby "skały srały" nie mogłam przepuścić takiej okazji :P Teraz z perspektywy czasu (minął już przecież cały wrzesień i połowa października) wiem, że dobrze zrobiłam, a odczuję to dopiero w listopadzie, bo jestem na razie na innych zasadach. Wiadomo, szkoła w połowie publiczna w połowie nie, więc żeby nie być stratnym ustalono ze mną, że owszem umowę podpiszemy, ale po zakończeniu stażu, czyli w listopadzie a na dzień dzisiejszy będę kontynuować staż z UP z tym, że będę miała rozszerzone obowiązki o uczenie i prowadzenie dokumentacji. A tym samym szkoła ma za darmo pracownika przez wrzesień i październik- sprytne nie??? Kasa kasą, ale najbardziej mnie wkurzają godziny pracy, bo normalnie kończę najpóźniej o 12.35 (środa-9.40, pon.11.40 :P) a tu muszę siedzieć do 15, bo oficjalnie jestem na tym pieprzonym stażu. Dlatego piszę, że pracę nauczyciela odczuję dopiero w listopadzie jak normalnie będę pracować te 18 godzin tygodniowo :)) Pomijając ten fakt- jestem CHOLERNIE szczęśliwa, bo po pierwsze mam 5 minut rowerkiem do miejsca pracy, po drugie, szybko będę wracać do domu, do synka, no i jeśli się sprawdzę to po trzecie -mam pracę aż do emerytury lub na ten czas kiedy szkoła będzie funkcjonować (dzieci coraz mniej to i likwidacja szkoły jest realna- w końcu to wieś). Trafiło mi się "jak ślepej kurze ziarno" :) Jakaś miła odmiana w tym roku, po kiepskim jego początku.
Stabilniejsza sytuacja finansowa skłania nas do tego, aby i K. coś odmienił w swoim życiu i w końcu bez oporu założył tę działalność. Przecież z mojej wypłaty stać nas będzie na ten ZUS w momentach kryzysowych. No i tu z kolei dupa blada, bo trzeba dwóch poręczycieli do dotacji, a my mamy tylko jednego, nikt nie ma dochodów netto powyżej 1500 zł, nawet jeśli ktoś zarabia więcej to umowa na najniższą krajową. Teście mogliby, ale jak dzisiaj teściowej zagaiłam, że brakuje nam jednego poręczyciela to ona wprost zaczęła nawijać, żę K. sobie nie poradzi, że trzeba mieć głowę na karku itd. Ja do niej, że nie od razu "Kraków zbudowano" i spokojnie po roku można zamknąć działalność  jak nie będzie szło i ryzyko jest żadne, bo i ZUS na razie niski- suma summarum, że warto spróbować, bo jak tego nie spróbujemy to do niczego nie dojdziemy w życiu, a w tym jednym pokoju mieszkać całe życie nie zmierzamy. I sobie poszłam w jedną stronę, a ona w drugą. No i mnie wkurw wziął, bo chore to jest, że własna matka (K. matka-nie moja) podcina skrzydła!!!! Nie mogę tego zrozumieć, zamiast poprzeć i pocieszyć, że człowiek jak nie spróbuje to nie zobaczy to od razu zakładać, że będzie źle:/ No i szukamy dalej, mamy czas do końca miesiąca. Środki w UP są, bo nawet smsy wysyłają z informacją, żeby składać wnioski. Jakby K. miał działalność, która by prosperowała jako tako a ja umowę na stałe to kredyt byłby tylko formalnością, a co za tym idzie doczekalibyśmy się tej naszej upragnionej góry, a tu "masz babo placek"- własna matka rujnuje nasze marzenia. Może się znajdzie jakaś duszyczka co poratuje, szukamy dalej, a czasu coraz mniej.
Pasowałoby coś o Kubusiu napisać, ale to już temat na osobną notkę. Za miesiąc Smyk kończy 2 latka i nawet nie wiem kiedy to zleciało. Przekochany jest, strasznie broi i robi na złość :P Ale o nim innym razem, bo i tak tego dużo wyszło.Gratuluję tym, co doszli do tego zdania i się nie zanudzili.
Grunt, że u nas coś się dzieje, byle tak dalej pozytywnie, a może wtedy uznam, że po fatalnym początku roku, jego końcówka będzie dla nas udana?? :) Mam nadzieję.

sobota, 30 sierpnia 2014

U mnie zmiany przez wielkie Z. Napiszę wszystko w poniedziałek, bo jestem w tak wielkim stresie, że nie mogę zebrać myśli. Ale uspokoję Was, są to zmiany na plus. Chyba....

Dopisek- 06/09.2014-
Post będzie wieczorem jak K. wróci z pracy, wtedy zamknę się z lapkiem i będzie, długo, długo, długo :P

niedziela, 24 sierpnia 2014

Skrótowo:
- weekend spędzamy w mieszkaniu Rodziców bo znowu wyjechali za granicę, tym razem do Niemiec na jabłka i mamy przez 4 tygodnie bazę wypadową ;) Jest super, czujemy się wolni i robimy na co mamy ochotę.Teraz K. ubija filety na kotlety a ja zamknęłam się w drugim pokoju i mam czas na napisanie czegoś. Nie kłócimy się i mamy dowód na to, że na nasz związek znaczący wpływ ma  atmosfera w domu (czytaj: palętanie się teściów po domu). Szkoda, że dzisiaj wracamy, mam nadzieję, że nic nam planów nie pokrzyżuje i przyjedziemy tu w następny piątek.
- w pracy? a no zajęłam się pisaniem projektów unijnych o dotację dla szkoły. Jeden już napisałam i wysłałam (z pomocą p. Dyrektor- trzeba pracować na dobrą opinię i ewentualne przyszłe przyjęcie do pracy tam :P)a teraz siedzę nad drugim, mam czas do 10 września, tym razem można zyskać nawet 10 tyś. Gdyby któryś wygrał moja współpraca ze szkołą przedłuży się o umowę zlecenie na czas trwania projektu. Ale nie sądzę, żeby tak się stało, bo wniosków zawsze jest od groma, a taka wybitna nie jestem, żeby stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, co by ujęło komisję :P W sumie czekam na 1 września i dzieciaczki, ale one pewnie na mnie nie czekają z upragnieniem, bo kończą się wakacje, a to nie jest za dobra wiadomość dla nich. Mimo wszystko, dla mnie super, bo zrobi się ruch i czas będzie szybciej leciał :))
- nie zdążyliśmy złożyć biznesplanu do UP, więc czekamy na październik, bo rusza projekt "Przedsiębiorca młodzież" i ponownie można ubiegać się o dotację. Skoro K. ma tzw. "kuroniówkę" i pracuje to po co rezygnować z dodatkowych pieniędzy. Można poczekać aż się będzie kończyć i wtedy coś działać :) Nie śpieszy nam się aż tak. Kiedyś w końcu założy tę działalność.

Dobra lecę kochane, bo Młody wariuje i słyszę, że K traci cierpliwość :) No tak, zapomniałam, że faceci nie mają podzielnej uwagi. Robienie obiadu i patrzenie na dziecko to dla nich stanowczo za dużo :P
Miłej niedzieli :)))

czwartek, 24 lipca 2014

Dalej leje, więc siedzimy w domu. Bubuś spał tylko godzinę, więc marudzi okropnie. Pocieszeniem jest fakt, że POWINIEN mi za to paść w miarę wcześnie ;) Dzień ogólnie leniwy i bez koloru. Do tego K. dzwonił i powiedział od razu, że ma do kitu humor, więc pewnie domowa atmosfera po jego powrocie z pracy nie ulegnie poprawie. Poślęczę nad kulinarnymi blogami, później zjemy wspólnie obiadokolację, prawdopodobnie o coś się pokłócimy i zacznie się wieczorny rytuał z Kubusiem w roli głównej, czyli kąpanie, karmienie i układanie do snu :) I tak się dzień zakończy :P Rutyna, rutyna, rutyna :) Ale wolę to niż  życie bez tych dwóch facetów- nawet nie potrafię sobie wyobrazić siebie jako singielkę ;) Zdecydowanie jestem osobnikiem stadnym ;) I dobrze mi z tym.
Od dłuższego czasu szukam dresów dla Niuńka, rozmiar 92. Wchodzę na to allegro i nic nie ma, dzieci chyba tak szybko niszczą i plamią te ubrania, że nikt nie sprzedaje. A ja potrzebuję dla niego "po domu" tak z 5 par. Pozostaje mi "polować" dalej, może w końcu na coś trafię :)
A tak poza tym nic się nie dzieje. Nic nie działamy w sprawie działalności K., bo on mimo, że brat go zwolnił (bo K. musi być zarejestrowany w UP, żeby dostać dotację) dalej chodzi do pracy i nie ma czasu siąść nad "papierologią". Cały czas planujemy poczytać o tym wszystkim i spróbować napisać biznesplan i zawsze brakuje czasu. Trzeba się w końcu spiąć i wziąć się za to.
Buźki- lecę do syna.

środa, 23 lipca 2014

Kolejny dzień w domu :) Nie narzekam, oj nie ;) Poświęcam każdą chwilę dziecku i czuję się spełniona, bo Młody cały czas by się przytulał i szalał ze mną :) Coś mnie ostatnio martwi, bo zaczął zgrzytać zębami i jakoś tak nie bardzo mi chce jeść. Przez głowę mi nawet przeszła myśl, że może mieć owsiki. Ale z drugiej strony to zgrzytanie zdarzy mu się ze trzy razy na dzień, to może ot tak sobie umyślił? Nie wiem co o tym myśleć, będę go obserwować, póki co w kupie nic nie widzę.
Dzisiaj siedzimy w domu, bo u nas się rozlało. Mężu ma meczyk o 19 i ciekawe czy go nie odwołają. Jak na razie dobrze im idzie- mają jedna przegraną, dwie wygrane i jeden remis. Ciekawe jak im dalej pójdzie. Trzymam za nich kciuki, bo wiem, ile ten turniej dla K. znaczy :)
A ja? A ja mam się o dziwo dobrze, żyję nadzieją, że wreszcie się wszystko ułoży. Patrzę na wszystko z dystansem i niczym się nie przejmuję :) Brakuje mi jedynie czasu dla siebie, bo zawsze ta mała Gadzinka plącze mi się koło nóg. Marzy mi się maseczka na twarz, których mam cale mnóstwo, SPOKOJNE czytanie książek w samotności (dzisiaj jak Kuba spał 3 godziny to przeczytałam 200 stron i nie mogę przestać myśleć co będzie dalej :P) i takie tam różności, a ciężko czytać książkę jak mam dwóch chłopów w pokoju, a w kuchni ktoś zawsze się kręci  ;) Może jak Kubuś podrośnie to wróci ten bezcenny czas, który będę sobie mogła zagospodarować jak będzie mi się "żywnie" podobało.
Mężu wrócił z pracy więc uciekam.
Miłego popołudnia i wieczoru :*

poniedziałek, 21 lipca 2014

Prawie 20 na zegarku a ja mam chwilkę wolnego, bo mężu jeszcze z pracy nie wrócił, a moje dziecko poszło z dziadkami na spacer po tatę, bo Młody ma obsesję na punkcie kierowania samochodem i K. zawsze go po podwórku obwozi kilka razy ;) No to jestem na urlopie i dni lecą jak szalone, ale za to pokój wysprzątany, pranie zrobione i nawet leczo dzisiaj zrobiłam, bo smak miałam na niego już od tygodnia ;) No  i najważniejszy plus- SPANIE DO 9!! :D Żyć nie umierać, gdybym jeszcze sama mieszkała to chyba chodziłabym 5 metrów nad ziemią ze szczęścia i błogości ;) Wspominałam coś mamie, że przyjedziemy z Kubą do nich na kilka dni, ale szczerze pisząc to mi się nie chce w bloku kisić jak jest taka piękna pogoda i mam swój ogród do dyspozycji. Mam nadzieję, że się nie obrazi na mnie. Póki tu panuje względna cisza to dobrze mi jak mogę wyjść sobie z kawką na zewnątrz. To nie to co w bloku i nikt mnie nie przekona, że własny dom z ogrodem nie jest lepszy od mieszkania w bloku :P

Co do firmy K. Czytamy, czytamy, czytamy i coraz bardziej się utwierdzamy w przekonaniu, że to nie jest takie proste, żeby dotację dostać, mimo, że każdy dostaje, bo pula na to jest. Trzeba znaleźć żyrantów, napisać p o r z ą d n y biznes plan i przeprowadzić kilka rozmów w urzędzie. Ale klamka w tej kwestii zapadła, więc K, będzie musiał spiąć pośladki i przez to wszystko przejść, ze mną u boku :) Damy radę, może skoro ta pierwsza połowa roku była na maksa chu.... to druga przyniesie nam coś dobrego? Tym żyjemy. A co najważniejsze, po pól roku istnienia działalności i przedstawieniu faktur, mimo, że nie pracuję na umowie spokojnie powinniśmy dostać kredyt hipoteczny z niską ratą na maksymalny czas kredytowania. K. cały czas o tym wspomina i gdyby faktycznie ta firma przynosiła  jako taki zysk to spróbowalibyśmy coś działać z dobudową. Zobaczymy, wszystko wyjdzie w praniu. Muszę myśleć pozytywnie, bo inaczej szlag mnie trafi :D

A na koniec fotka:
Bubuś we własnej osobie ;)


sobota, 12 lipca 2014

Mężu pojechał na meczyk, bo jego drużyna bierze udział w jakimś tam turnieju i dziś grają "na wyjeździe"  całe 20 km od domu :P A młodszy mężczyzna wcina z miseczki pokrojone przeze mnie jabłko więc przez 5 minut mam czas na napisanie czegokolwiek ;) K. ospę przeszedł bardzo łagodnie, aż każdy się dziwił, a Kuby nie wzięło, organizm ma widać odporny.  Małż już zdrowy i od poniedziałku idzie z powrotem do pracy, a teściowa "wraca do gry". Ciekawe co na to wszystko Młody? Czy nie będzie babci robił cyrków od rana :P Zobaczymy po weekendzie.
A co u mnie? A mi się szykuje urlopik. Dyrektorka stwierdziła, że skoro wszyscy są na wolnym i ona też idzie na dwa tygodnie to ja też mam iść, bo co ja będę sama robić w szkole? No i chcąc nie chcąc musiałam się zgodzić, no bo jak pytać o cokolwiek w trakcie ślęczenia nad dokumentami skoro jej nie będzie? No i mam wolne półtora tygodnia od 21 lipca. Trochę się cieszę, a trochę nie, bo wolałabym te dni wykorzystać, gdy będę miała taką potrzebę. No nic, trzeba się modlić o ładną pogodę :P Mojemu K. szykuje się delegacja na 2 tyg. do Belgii, ale ja otwarcie powiedziałam, że z tymi oszołomami sama nie zostanę w domu, a od rodziców nie mam połączenia do pracy, więc go nie puszczę. O dziwo, nie zaprotestował, szkoda mu tylko było, bo wiadomo jak to będzie na delegacji z chłopakami z pracy :P Jeden z nich też zostaje, bo jego brat się żeni, więc liczę na to, że szwagier pozwoli im jeździć normalnie do pracy i sobie układać tę kostkę. Jeśli jednak nie to szykuje się dwa tygodnie wolnego, oczywiście niepłatnego i będziemy w dupie finansowej, bo zostaje nam tylko niecałe 1000 zł mojego stażowego. Ale może wtedy będzie czas na załatwianie formalności co do tej jego przyszłej firmy. Mamy dzisiaj siąść i spokojnie bez kłótni przy lampce wina obgadać sprawę naszej przyszłości, bo dłużej w takiej sytuacji mieszkaniowej i finansowej tkwić nie chcemy. Planujemy starać się o dziecko w przyszłym roku, ale jak tak dalej będzie to nie ma mowy. Ja mam już dosyć tego marazmu, chcę normalnie żyć i cieszyć się każdym dniem z moimi chłopakami :) Taki mam cel.

K. wczoraj złożył już Kuby łóżeczko. No bo po co trzymać w pokoju jak Mały w nim nie śpi? Chcemy mu kupić jakieś "dorosłe" łóżko, ale nie mam pojęcia jakie. Pasowałoby takie rozkładane, bo miejsca bardzo nie mamy.Orientowałam się na allegro, ale ceny są kosmiczne, w ogóle jak chcę łózko z szufladą to te ceny są naprawdę wygórowane. Tak się zastanawiam nowe czy używane? Przecież mogłabym tylko zainwestować w nowy materac, po co od razu nowe łóżko? Ech, będę szukać dalej, Ale kupić coś musimy, bo póki co w naszym łóżku ciasno się zrobiło :P

Życzę Wam miłej niedzieli, bo u nas leje i zapowiada się szaro, buro i ponuro. Pewnie będziemy znowu siedzieć cały dzień w domu, bo autko się zepsuło :/ Niech chociaż Wam ona sie uda :)
Buziaki

środa, 2 lipca 2014

Dzisiaj w pracy już lepiej :) Siedziałam w papierzyskach i opisywałam opasłe tomiska dokumentów, ścisłej pisząc, robiłam taki spis treści ;) Dosyć mi się to podobało i dlatego p. dyrektor przyszykowała mi na jutro kolejne segregatory :p Wolę to niż robienie inwentaryzacji w całej szkole. Ponarzekałam trochę, że w kuchni niczego nie mogę odnaleźć, a kody są zamazane i ciężko mi wpisać do księgi inwentarzowej i po zapewnieniu ze strony szefowej, że mi pomoże- ku mojej -uciesze zapędziła mnie do wspomnianej wyżej dokumentacji :)
Z wieści domowych, mojego mężulka dopadła ospa. Narzekał mi przez telefon rano, że chyba łapie go choróbsko, bo w nocy było mu zimno i ogólnie źle się czuje, ale zwalił to na karb spocenia na piłce i wypicia zimnej wody po treningu. Jak wrócił to od razu mi się nie spodobał, zapytałam go czy nie pogryzły go komary, bo na samej twarzy miał chyba z 10 bąbelków. Ale skojarzyłam to z tym, że te bąbelki wypełnione są płynem i mnie oświeciło. Ospa jak ta lala. Do tego ogólne osłabienie i gorączka. K. to ciul wykaraska się, najbardziej boję się o Młodego, bo wczoraj go zaszczepiłam. Cholera jasna, a jak był już zarażony??? :(( Boję się o skutki uboczne w razie gdyby podczas szczepienia miał jakąś infekcję już :(((  Na razie żadnych objawów, ciałko bez krost... wydaje się zdrowy- zobaczymy co będzie dalej. Ale lęk jest :(
Mówią, że maluchy łagodniej przechodzą takie choroby i w ogóle nie musi być obsypany, jakby miał tę ospę to trudno, choroba do przejścia, ale najgorzej właśnie, że jest świeżo po tym szczepieniu. Czekamy na rozwój wypadków. Nie spodziewałam się, że Małża złapie, ale skoro nie chorował to swoje musi przecierpieć, a dorośli podobno gorzej to przechodzą. Mówi się trudno. Będę go miała ze 2 tyg w domu chociaż :p  Ne no, martwię się o niego też, bo jest już w kropki a to dopiero początek,
Tyle, bo Kuba marudzi. Reszta jutro

wtorek, 1 lipca 2014

Mamy wakacje. Ja naiwna myślałam, że w tym okresie będę miała totalny luz i moja obecność w szkole to czysta formalność, że podpiszę listę, porobię co mi każą i po kilku godzinach (czyt. koło 12-13 ) będę wolna.O ja niedobra, jakżem się pomyliła!! Owszem, więcej się kręcę po szkole, od kilku dni wpisuję do księgi inwentarza przedmioty z poszczególnych sal lekcyjnych, ale przez to czas dłuży mi się niemiłosiernie, a co najgorsze- "siedzę" bitych 8 godzin!!! Nie żebym narzekała, ale... fuck! :P Wolę stadko rozwrzeszczanych dzieci wiszących mi u rąk i nóg niż takie "łażenie z kąta w kąt". W przedszkolu byłam do 14 a ten czas zleciał mi jak 3 godzinki. Teraz jest zdecydowanie gorzej, wychodzę bardziej zmęczona niż jak mnie dzieci "obsiadną" :) Jaki z tego wniosek?? Chyba taki, że dobrze wybrałam kierunek studiów :P

Cóż poza tym? Godziny mi uciekają, nie mam na nic czasu i jestem zdezorganizowana.... Do tego czasem ktoś nas wyciągnie na piwo i dochodzi do tego niewyspanie. Tak mi mijają dni. Obiecałam tu podzwonić, tam w niedzielę pojechać odwiedzić i co? I dupa blada. Musze się wziąć w garść.
Wieczory w ogóle są do bani, Kuba od 19 marudzi, niczym go wykapię, nakarmię, później ułożę spać to mija 22. Później moje szybkie myćko, a nierzadko K. mnie budzi, bo zasypiam razem z dzieckiem, robienie kanapek sobie i K. i jest już po 23-czas na mój sen. Zapytacie co robi K. w tym czasie??  Pomaga robić mi kanapki i gotuje kaszę Młodemu. Dopiero na weekendzie odżywam, w sobotę, kiedy śpię do 9 :P Ale wtedy trzeba zrobić zaległe pranie z całego tygodnia i sprzątać "chałupę" i czas też jakoś szybko ucieka ;) na upieczenie ciasta brakuje sił i chęci już :p

Tak to to moje życie wygląda, nawet zapomniałam już co to seks!! :D Muszę zadbać o męża w końcu, bo sobie znajdzie inna babę :P Ale nie mam sił.
A JA TYLKO CHODZĘ DO PRACY... Chcę już wrzesień i przedszkolaków!

Za kilka dni nasza 4 rocznica ślubu, czas się zatrzymać i pomyśleć o nas :)

piątek, 20 czerwca 2014

Witam Was po długiej nieobecności. Hmm.. od czego by tu zacząć

Staż. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo będzie mi się podobać. Serio :) Mam cudowna Panią, z którą pracuję w przedszkolu, świetnie się dogadujemy, nie wymaga nic ode mnie, kiedy chcę to prowadzę zajęcia i nie jestem z nich oceniana- no po prostu uwielbiam ją!!!! :) Siedzimy, pijemy kawkę, rozmawiamy o życiu, o bieżących sprawach domowych i generalnie atmosfera pracy sprawia, że aż chce się przychodzić i nie  przeraża aż tak bardzo ta 27ka dzieciaków :P Chociaż co by nie było tak kolorowo- czasami z dyscypliną bywa ciężko- zachowanie dzieci zależy od pogody czy jak?? :P Pani Ela twierdzi, że tak :D Szkoda będzie odejść, oj szkoda... Teraz to szczególnie mamy luz, bo nasze przedszkole nawiedziła ospa i z 27 przychodzi 9-10 przedszkolaków, a my rozkoszujemy się błogą, względną ciszą ;) Komfort pracy jak się patrzy. Rozdałyśmy wierszyki na zakończenie roku szkolnego, ale z tego co obserwujemy to przez to choróbsko chyba same wyjdziemy na środek i będziemy się produkować :P Podsumowując, gdyby kiedykolwiek zaproponowali mi tam pracę, zostałabym z pocałowaniem ręki.
Dom. Mieszkam tu, bo muszę, a nie, bo chcę-tak było jest i będzie, to nie ulegnie zmianie. Teściowej nie mam nic do zarzucenia, Kuba chodzi czysty, zadbany, nakarmiony i przebrany- a to dla mnie najważniejsze. Relacje między nami są takie jak zawsze, więc nie jestem zaskoczona. Denerwuje mnie jedynie fakt, że czasami przy ludziach moja teściowa zachowuje się jakby wszystkie "rozumy pozjadała" i znała moje dziecko lepiej niż ja sama. Zostaje  z nim te 6 godzin dziennie, ale bez przesady to nie upoważnia jej do wtrącania się w to jak ja wychowuję moje dziecko (jak je ubieram, jak karmię itd.) Ona najchętniej nakarmiłaby go smażonym kotletem schabowym albo kiełbasą zwyczajną, a według mnie półtoraroczne dziecko ma jeszcze na takie jedzenie czas. Ale obiecałam sobie, że skoro zostaje mi z Kubą to nie będę dla niej niemiła i zwracam jej uwagę jedynie wtedy jak już mnie wyprowadza z równowagi swoimi teoriami. Tak to "trzęsie mnie w środku", ale siedzę cicho :)) I tak powinnam jej być wdzięczna, że mam z kim dziecko zostawić, więc ją oszczędzam ile mogę :P
Wkurzam się tylko, bo nikt nie zaczyna rozmowy na temat przyszłego mieszkania,  remontów czy jakichkolwiek udogodnień, żeby nam się wszystkim dobrze mieszkało. To jest temat tabu i chyba teściowa myśli, że zostaniemy na starych zasadach, czyli pokój obok pokoju, wspólna kuchnia i łazienka.Przykro trochę, ale ja na pewno nie będę o tym rozmawiać, bo potem wyjdzie na to, że ich wyrzucam z domu czy zmuszam do "wywalania" pieniędzy w remont. Po co mi "gadanie po wsi".  Mamy z K. na to pomysł, ale o tym później.
Kubuś. Oj, duży już z niego kawaler. Wszystko rozumie i można się już nim wyręczyć, np. przynosi o co go poproszę czy sam zje wafelka, albo przygotuje pampersa i chusteczki do zmiany. Przekochany jest. Mówi mało, bo zaledwie kilka słów typu: mama, tata, Niuniu i wskazuje na właściwe osoby, czyli mnie, K. i siebie, mówi am( jedzenie), i generalnie pokazuje jak myje brzuszek, gdzie ma poszczególne części ciała, jak je kotek, potrafi po swojemu tańczyć itp. Nocnikowanie idzie nam opornie, więc zaniechałam tej czynności na razie, przyjdzie na to jeszcze czas..Niby rozumie o "co kaman" ale gorzej z realizacją, zaraz mi wstaje z nocnika i zleje się na podłogę. Poczekam jeszcze troszkę. W sumie wrażliwy z niego chłopiec, wszystkiego się boi (szczególnie hałasu, np. quada czy traktoru, ścigacza), oddaje zabawki innym dzieciom, dzieli się jedzeniem i boję się, że w przedszkolu na tym ucierpi :p Chyba, że się "wyrobi" :P Ale K. ponoć taki sam był za dzieciaka, więc to po ojcu ma ;) Co Wam będę więcej pisać.
Oto Kubuś we własnej osobie :))

Kocham go!!


Kończę powoli, bo mi się epopeja wyprodukowała. Mam dla Was niusa, taką wisienkę na torcie.
Nie chcę zapeszać, ale mam nadzieję, że pomysł K. wypali i finansowo nam się polepszy na tyle, że ta dobudowa piętra stanie się realna i to za własne pieniądze. Mianowicie, mój mąż po 8 latach pracy w pewnej branży postanowił się usamodzielnić i założyć własną działalność. Ma wsparcie od osoby już z taką działalnością, więc liczymy na to, że w końcu powoli (bo nie od razu Kraków zbudowano) staniemy na nogi. Ja w każdym bądź razie bardzo mu kibicuję i będę z nim całym sercem, a z własnej strony mogę mu pomóc tylko wyrozumiałością co do późnych powrotów, bo na pewno nie będzie na początku łatwo.
Trzymam za niego kciuki i Was też o to proszę. W lipcu są przyjmowane wnioski w UP i od tego zaczynamy :) Do odważnych świat należy, a kto nie ryzykuje ten nie ma, najwyżej po roku czy dwóch (nie wiem jak to jest teraz z tymi dotacjami, muszę poczytać) zamknie biznes i wróci "na stare śmieci".
Tyle na dziś, buziaki.

środa, 7 maja 2014

Niedługo minie tydzień odkąd zaczęłam staż :) Podtrzymuję to co napisałam post wcześniej. Bardzo mi się podoba w tej szkole, nie stresuję się w ogóle i nawet to, że od poniedziałku będę prowadzić zajęcia mnie nie przeraża :) Atmosfera jaką stwarza moja pani przedszkolanka bardzo sprzyja wszelkim eksperymentom z mojej strony, mogę śmiało wypróbowywać moje pomysły co do pracy z dziećmi i nigdy nie jestem krytykowana czy poprawiana. Pani wprost powiedziała, że będziemy się wymieniać doświadczeniami i uczyć się od siebie, a nie na zasadzie, że ona jest moją mentorką a ja mam się na niej wzorować, bo jestem w tym zawodzie żółtodziobem. Takie traktowanie bardzo mi odpowiada i dobrze się z nią czuję, a to jest chyba najważniejsze ;)
A teraz z innej beczki. Jutro sprowadzamy się do teściów, bo moja mama wyjeżdża w poniedziałek. Nie ukrywam, że jestem pełna obaw jak moje dziecko będzie pilnowane. Ech, ale nie mam wyboru- muszę teściowej zaufać czy chcę tego czy nie. Przecież go nie skrzywdzi, w końcu to jej wnuk. Najbardziej mnie wkurza fakt, że chociaż jej dam wskazówki co do rytmu dnia Kuby i nawet zostawię jej rzeczy, w które ma go ubrać- to i tak zrobi po swojemu. Ale nie dam się jej, będę walczyć i niech robi o co ją poproszę. Cały czas będę jej zwracać uwagę jak zrobi coś co mi się nie spodoba. W końcu to moje dziecko!! A co wymyślili? Nie, żeby dobudować piętro, na co po cichu liczyłam, ale uzgodnili z teściem, że zwolnią nam dom, a wyremontują sobie jedno pomieszczenie, które służy teraz za składzik, czyli są tam narzędzia, kosiarka, węgiel na zimę i takie tam różne duperele, Zostawić nam chcą dwa pokoje, ale nie wiem czy myślą mieć swoją kuchnię i łazienkę, bo w sumie o to mi się najbardziej rozchodzi. W ogóle nie mam pojęcia co o tym myśleć, bo ten dom zrobiony jest ze stajni, kuchnia nie ma nawet okna i żeby zrobić głupią herbatę trzeba zapalić światło. I ciężko tam cokolwiek zmodyfikować. Wiem, głupia jestem, bo wybrzydzam, powinnam się cieszyć (CHYBA!!), ale jeśli mamy dalej mieć wspólną kuchnię i łazienkę to wracamy do punktu wyjścia. I przestaje wtedy ten ich pomysł mieć sens.
Kuba mi siedzi na kolanach, więc kończę.

poniedziałek, 5 maja 2014

Tak na szybko. Na stażu jest super. Moja Pani, której pomagam jest bardzo miła, nawet robi mi herbatkę czy kawkę. Dużo gadamy, mało pracujemy-ogólnie luzik.  Dzieci są nawet znośne, myślałam, że będą głośniejsze- no jak na razie bardzo mi się podoba :) Kiedy chcę to piję herbatę czy kawę, kiedy mam ochotę to jem czy wychodzę do łazienki. No świetnie jest i mam nadzieję, że będzie tak dalej :) jedynie doskwiera mi tęsknota za moim Skarbeńkiem :( Jeszcze nie wróciłam do niego, bo czekam na męża aż po mnie przyjedzie do babci i razem pojedziemy. Ale za parę dni jak się już tutaj sprowadzimy to chociaż będzie z teściową to jednak więcej czasu z nim spędzę, bo już o 14 będę wracać do niego. Przykre jest to, że według relacji mojej mamy Kubuś jest jeszcze grzeczniejszy niż jak jesteśmy we dwie w domu i wcale nie przeszkadza mu moja nieobecność. Przykre i zarazem bardzo pocieszające. Ale i tak okropnie tęsknię, pierwsze dni są najgorsze. Nie mogę mieć wszystkiego póki co.
Druga sprawa to taka, że teściowa przemyślała sprawę i coś się wykluło w sprawie mieszkania z nimi. Nie wiem jeszcze co, ale dziś się dowiem, bo K. ma mi zdać relację z ich wczorajszej rozmowy. Fajnie by było, jakby ten dzień się miło skończył  tak jak się miło zaczął :)
To tyle na dziś. Czekam na K. i pędzę do mojego ukochanego Synka, żeby go wycałować i wyściskać za wsze czasy!!!!! :* Fajnie jest tak zatęsknić :) Człowiek wtedy zdaje sobie sprawę jak bardzo kocha drugą osobę :)))

PS. A niech to, nie sprawdzam błędów :D

niedziela, 4 maja 2014

Jutro zaczynam staż. Zdecydowałam, że póki moja mama będzie w Polsce to będę wstawać o 5 rano i dojeżdżać stąd. Wolę zostawić Kubę sprawdzonej i zaufanej osobie niż być na miejscu i zostawiać go z teściową. Szkoda, że to tylko tydzień, bo rodzice wyjeżdżają 12 maja- ale zdążę się chociaż przyzwyczaić do nowej pracy i nie będzie już podwójnego stresu jak wrócimy do teściów. Zatem trzymajcie kciuki, żebym jutro wróciła zmęczona i szczęśliwa :) Będę do pomocy w przedszkolu, gdzie jest 27 dzieciaczków, więc pewnie padnę jak mucha i będę spać jak zabita każdej nocy :P Może to i lepiej, bo uniknę zrywania się za każdym razem jak Kubuś w łóżeczku głośniej odetchnie albo się przekręci i może w końcu prześpię całą noc bez sprawdzania czy u niego wszystko OK ;) Jestem pełna optymizmu, musi być dobrze :)
K. pojechał dzisiaj odstawić auto do mechanika, bo znowu siadło :/ Już nie mamy siły do niego. Jestem słomiana wdową i czuję się jak "za kawalerki" kiedy K. przyjeżdżał, później odjeżdżał a ja mieszkałam z rodzicami. Ech... Ciekawe ile to jeszcze potrwa :/ Męczy nas to oboje, no bo jak tu tworzyć rodzinę? K. ma dzisiaj ponownie porozmawiać z rodzicami, ale pewnie jak zwykle bez rezultatu. Trzeba czekać, może przypadkiem coś się wyklaruje.
Generalnie u nas nic się nie dzieje ciekawego. Majówkę spędziliśmy w domu, spacerowaliśmy i leniuchowaliśmy całe dnie. Totalna nuda... :) Nawet nie było gdzie grilla zapalić, bo wszędzie blokowiska ;) Nadrobimy kiedyś :P W końcu sezon grillowy się dopiero zaczyna :)
Nie mam co pisać, więc lecę. Trzeba się przyszykować na jutro ;)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Życie ewidentnie się w tym roku na nas uwzięło! Od początku cały czas się nam się wszystko komplikuje. Co do tego wynajmu to wyszła dupa blada, bo koszty utrzymania tego domu są nie do przyjęcia. Ten znajomy opowiedział K. jak się sprawy mają i zrezygnowaliśmy. Po pierwsze szpary w oknach są tak wielkie, że aż firankami rusza, ganek w tym domu "odłazi", że zimą trzeba wymiatać śnieg ze środka, piec jest tak stary, że nie wyrabia i w najzimniejszych miesiącach jest rano 6-7 stopni, a jak oni kąpali dziecko to po kąpieli owijali je w koce, żeby jakoś przenieść z łazienki do pokoju, bo korytarz jest ciężko ogrzać. A opału idzie masa, im dyplomowanym nauczycielom biorąc pod uwagę koszty węgla i drzewa niewiele zostawało oszczędności. Tak, że same widzicie- nie wyrobimy, a komuś nie będziemy pchać pieniędzy w dom i wymieniać instalacji grzewczej i okien. K. ma popytać czy jest gdzieś w pobliżu jakiś inny dom do wynajęcia i zobaczymy co dalej. Ale nie jest dobrze. Do tego on wczoraj rozmawiał z mamą i ona nam na pewno nie pomoże, bo boi się kredytów wobec tego K. postawił ją przed faktem, że skoro tak to my na pewno tam już nie wrócimy. Podobno ją zatkało. Ja uważam, że ona liczy się z tym, że w końcu zmiękniemy i z powrotem się do nich przeprowadzimy. Nie dam się tak łatwo, rodzice nas nie wyrzucają (wręcz przeciwnie) to zostaniemy tu jak długo trzeba, a potem pójdziemy "na swoje". Odnajdziemy spokój jak teście pomrą i dom będzie w 100% tylko nasz. Chyba tak trzeba będzie zrobić. Albo się dorobimy czegoś i będzie nas stać na kredyt na budowę piętra.
Dzisiaj byłam w przychodni z zamiarem podbicia książeczki pracowniczej i później w PUP, żeby podpisać dokumenty "stażowe". W przychodni skończyło się na zarejestrowaniu na jutro do lekarza (bo dzisiaj nie przyjmuje) i zapłaceniu 60 zł, bo oczywiście PUP zwala pokrycie kosztów na pracodawce a ten na PUP, dlatego suma summarum płacę za wszystko JA bezrobotna! W PUPie przeżyłam dwa zaskoczenia, pierwsze, gdy okazało się, że staż mam przyznany nie na 4 miesiące, ale aż na PÓŁ ROKU (!!), a drugi raz jak się dowiedziałam, że będę zarabiać prawie 1000 zł (bez jakichś groszaków) :) O ile zarobki mnie ucieszyły to wydłużenie stażu niekoniecznie, bo mama jak się okazało po przyjeździe z Niemiec ma jeszcze jechać na zbiór jabłek i dalej jej nie będzie i Kubuś musi być pod opieką teściowej nie 8 tygodni a dłużej :( Normalny człowiek by się cieszył, że jest praca i w ogóle ale ja myślę tylko o dobru mojego jedynego dziecka.... Boje się, że będzie niedopilnowany! Ale co ma być to będzie, kasa z drugiej strony też się przyda a i zapunktuje w szkole na poczet przyszłej pracy. Jak się zwolni jakieś miejsce a ja się sprawdzę to może w przyszłości mi zaproponują etat. kto wie co życie przyniesie?
Tak, że jutro jeszcze do przychodni i mogę iść do pracy :) Może jak będę miedzy ludźmi to ochota do życia i wróci, człowiek się kisi w tym domu i głupoty mu do głowy przychodzą, a tak to nie będzie czasu na dołowanie :) Kiedyś musi być w końcu lepiej...

sobota, 26 kwietnia 2014

No cóż... Były Święta a ja nawet smacznego jajka Wam nie życzyłam. Oj, jaka ja jestem niedobra :P Ale same widzicie, że raz jestem, a raz mnie nie ma, nie pisze bloga systematycznie, więc jakoś tak mi umknęło ;) Jak minęły Święta? A no jak zawsze rodzinnie, ale w tym roku bezalkoholowo, Małż kierował, a mi się nie chciało pić :p Solidarność musi być :P To już nie te czasy jak dziecka nie było i się "hulało całym światem". Teraz ta cała świąteczna atmosfera jest tworzona z myślą o nim, święcenie jajek, strojenie do kościoła, chodzenie za turkami (nasza podkarpacka tradycja- kto nie kojarzy, odsyłam do wujka google, bo nie chce mi się opisywać tego wszystkiego :P) .My jakoś to mniej przeżywamy. Może przez naszą sytuację? Co do teściowej to w rezultacie ciasto sobie sama kupiła, więc robota mi odeszła ;) Nawet zostaliśmy tam po Świętach dwa dni, bo miałam parę spraw do załatwienia- musiałam porozmawiać na temat stażu z Dyrektorką i zrobić sobie morfologię krwi. Pierwszy dzień to teściowa do rany przyłóż, natomiast drugiego dnia rozluźniła się troszkę i było "po staremu", czyli wtrącanie się i ingerowanie w wychowanie MOJEGO dziecka. Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że wytrzymam te 8 tyg. dopóki moja mama nie wróci i zmykam stamtąd nawet jeśli by mnie miała błagać na kolanach, żebyśmy się tam przeprowadzili i było jak dawniej. Nie i koniec, nie ma takiej opcji. Zwłaszcza teraz jak wiemy, że jej się za sprawą "doradców" odmieniło i nie popiera budowy piętra. Najlepiej jest posłuchać innych, a nie argumentów swojego syna i synowej. Ale taka jej natura. Postanowiliśmy, że rodzicom "na głowie" też nie będziemy wiecznie "siedzieć" i popytam znajomych, którzy wynajmują dom i mają zamiar się przeprowadzić do nowo wybudowanego kiedy to nastąpi i jeśli właścicielka tego wynajmowanego domu zgodzi się, żebyśmy my na to miejsce wskoczyli to to zrobimy. Wiem, że oni nie płacą za ten wynajem tylko mają za zadanie płacić rachunki i opiekować się domem, bo właściciele mieszkają daleko i nie mają takiej możliwości. Super sprawa i jeśli by się udało to będziemy mieszkać w tej samej miejscowości co mieszkaliśmy (100 m od teściowej :P), ale sami. K. się dzisiaj umówił z tym znajomym i ma popytać co i jak :) Czekam zatem na wieści :)

Może teraz coś o Bubusiu?? Rośnie mi chłop jak na drożdżach i wreszcie śpi lepiej :) Cudownie... Czekamy jeszcze aż się dolne trójki przebiją i będziemy mieć komplet,a  co za tym idzie święty spokój i spokojnie przespane nocki:) Już się nie mogę doczekać. Kochany jest, szybko się uczy i dopiero teraz mi daje masę radości, bo jest kontaktowy i można z nim "pogadać " ;) Idę mu dać jabłuszko, bo ciągnie mnie za rękę jak tylko usłyszał słowo "jabłko". Cwaniak jeden.
Lecę :*

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Ten rok to pasmo ciągłych problemów i utrudnień w naszym życiu. W lutym straciliśmy dach nad głową (przez teścia, który po pijaku się awanturował i wyrzucał nas z domu- gwoli przypomnienia) a teraz pieprzy nam się samochód :/ Byle jeszcze zdrowie nam dopisywało, bo jak nie to całkiem się wszystko posypie. Co do samochodu, bo to temat na czasie- ostatnio skończył nam się przegląd. Za racji tego, że nie mamy numerów do butli z gazem, nasz znajomy podbijał nam go "na lewo" i  był spokój. No ale teraz wyjechał do Anglii i nie mamy nikogo kto by miał takie znajomości. Dlatego K. musiał zmienić całą butlę żeby mieć na nią "papiery"- koszt 400 zł. Sam przegląd wynosi ponad 100 zł, a do tego jeszcze parę dni temu odpadł nam tłumik i ponad 300 zł poszło w las :/ Żeby jeszcze było mało, bo oczywiście jesteśmy tak bogaci, że co to tysiąc dla nas, dzisiaj K. do mnie dzwoni, że właśnie zatankował do pełna gazu i nasz grat nie chce zapalić, a jest 8 km od nas. No i musiał poprosić kolegę o odholowanie go do naszego mechanika :/ Ile tym razem nas pociągnie po kieszeni? Wolę nie wiedzieć :( Suma sumarum w tym miesiącu włożyliśmy w niego 1000 zł!!! Z czego sam jest wart ze 3 razy tyle, a może już nawet mniej :/ Szok. Jestem załamana, bo nie śpimy na pieniądzach, mamy zobowiązania finansowe i każdy grosz się liczy :/ Na wszystkim staram się oszczędzać, nie stroję się, kosmetyki kupuję tylko te niezbędne a i tak nam zawsze brakuje. Co z tego, że mam staż i będę miała dodatkowy dochód jak zaczyna się sezon wesel i tak na przykład w czerwcu mamy już dwa i trzeba tę całą kasę ze stażu na to przeznaczyć, a iść trzeba bo to bliscy są. No ciężko jest- mam nadzieję, że druga połowa roku będzie lepsza.
Tak się chciałam wygadać, bo "jak nie urok to sraczka" i już przestaję ogarniać swoje życie. Może mi ulży.

sobota, 12 kwietnia 2014

BeR napisała już parę słów o naszym spotkaniu to teraz moja kolej :) Jestem naprawdę zadowolona :) Pamiętam jak mama mi mówiła przed wyjściem, że "jak nie złapiecie wspólnego języka to jakoś się przemęczycie, bo to tylko dwie godzinki", a spotkać się warto. No i miała rację, spotkać się było warto a te dwie godziny to minęły jak jedna minuta i wcale nie trzeba było uciekać ;) BeR (będziesz się czerwienić :P) to przesympatyczna dziewczyna, z którą gadało się jakby się ją znało od zawsze. Taka dziewczyna z sąsiedztwa, do której można wpaść pożyczyć cukier albo zadzwonić pogadać, bo np. dziecko ząbkuje i usłyszeć słowa wsparcia i dobre rady :) Człowiek przy niej nie krępuje się mówić o swoich problemach, a słowa same płyną z ust. Takie odniosłam wrażenie po naszym pierwszym spotkaniu, mam nadzieję, że słuszne ;) Dlatego B. mam nadzieję, że to nie będzie nasza pierwsza i zarazem ostatnia posiadówka ;) Fajnie byłoby się jeszcze spotkać przy drineczku i piwku ;) Numery do siebie mamy więc jak coś to dzwoń ;)
Ktoś jeszcze chętny na spotkanie??? Jakoś mnie chętka nabrała, żeby Was wszystkie poznać w realu :P
Ana- miło, że się odezwałaś ;)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Jutro widzę się z blogową koleżanką BeR :) Ciekawe jak to będzie, czy się polubimy, czy będzie o czym rozmawiać, czy będzie to początek dalszej znajomości- mam nadzieję, że tak :) Do tej pory nie mogę uwierzyć, że  w takiej przestrzeni jaką jest blogosfera spotkałam osobę, która mieszka 20 km ode mnie. Co lepsze, mamy dzieci pomiędzy którymi różnica wieku wynosi dwa miesiące!! Super! :) Rozerwiemy się trochę, pogadamy i myślę, że będzie fajnie.
Dzisiaj od rana leje, Kuba cały dzień w domu, więc jest hardkor :P Na szczęście padł i śpi już z godzinę to mam luz. Po cichu liczę, że K. z racji deszczu wcześniej skończy pracę i spędzi więcej czasu z nami.
Lecę do Kuby, bo się wierci, a nie chcę żeby już wstawał. Sama bym się najchętniej zdrzemnęła ;) Pa

środa, 9 kwietnia 2014

No i 12 zł poszło w las :P Ale uwielbiam ten dreszczyk emocji, to czekanie na wyniki ;) Warto było :) I te marzenia, które przecież nic nie kosztują :) Każdy lubi marzyć, planować :) Jak nie tym razem to innym, ale w końcu wygram te miliony :P
Dzisiaj pogoda do bani, siedzimy w domu i nic się ciekawego nie dzieje.  Przeraża mnie myśl, że w maju muszę wrócić do teściów. Trudno, jakoś to będzie, Gdyby chociaż K, był cały dzień ze mną to byłoby łatwiej, a tak to on będzie wracał tylko na noc i rano znowu do pracy. Znowu powróci kwestia gotowania, prania i innych domowych czynności, które będę musiała dzielić z teściową. Staję się monotematyczna, więc koniec z tym tematem.
Nie mam co pisać, bo moje życie jest nudne jak "flaki z olejem" poza tym Kuba siedzi za mną na fotelu kopie mnie po plecach domagając się uwagi, dlatego życzę Wam miłego dnia i uciekam do dziecka :)











wtorek, 8 kwietnia 2014

Puściłam totka. Oszalałam chyba, ale od kilku dni coś mnie w środku cały czas męczy, żeby zaryzykować :P Więc co by mieć spokój- zrobiłam to :) Nie wierzę w cuda, ale jak to mówi mój mąż "kto nie gra to i nie wygra". Losowanie dziś o 21.40- pośmiejemy z mojej naiwności :) Z drugiej strony taka wygrana (5 mln) w naszej sytuacji przydałaby się jak nic. Przede wszystkim wyremontowalibyśmy tę górę, kupilibyśmy jakieś wypaśne autko, bo nasze się sypie (ostatnio nawet odpadł tłumik :P), wreszcie poszalałabym z ubraniami, gadżetami, kosmetykami i innymi pierdółkami, a resztę włożylibyśmy na lokatę i żyli z odsetek :) Na pewno też pomoglibyśmy chorym dzieciom, cześć pieniędzy przeznaczylibyśmy na ich rehabilitację. Wiem jedno- gdybym nagle stała się milionerką to starałabym się, aby moje życie pozostało normalne, tzn. zero wychwalania się, zarozumiałości, traktowania innych z góry i "sodówy" w głowie. Znam ludzi, którym pieniądze tak zawróciły z głowie, że zmienili się o 180 stopni- nie chciałabym tak. Ale czy się tak da??

Moje dziecko skończyło wczoraj 17 miesięcy. Toż to duży chłop mający już swoje zdanie :) Na szczęście spanie się ustabilizowało i jest na razie dobrze. Gorzej jest z jedzeniem, bo odrzucił kaszę i nie chce mi jej na noc wypić. Daję mu kolację w postaci kanapek, ale w nocy budzi się i jest głodny- wtedy kasza niezastąpiona, wypita "na śpiocha". Dziewczyny jak to u Was z jedzeniem było? Czy Wasze dzieciaczki jadły na noc kaszę i dopiero rano następny posiłek czy w nocy też dawałyście im jeszcze butlę?  Postanowiłam, że poczekam aż skończy dwa latka i wtedy całkowicie oduczam go jedzenia w nocy. A nocnikowanie? Kiedy Wasze Maluchy przestały sikać w pampry?? Nie wiem czy ja zacofana jestem, ale chyba czas najwyższy na jakieś zmiany w tej kwestii. Powoli sadzam go na nocnik, ale przeważnie nic w nim nie ląduje. Na razie mamy etap przyzwyczajania i oswajania. Powoli do przodu.

Lecę, bo Mały śpi, może poczytam cosik ;)
Buźki

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Dosyć pisania smutków, użalania się nad sobą i ciągłego narzekania. Mamy wiosnę, ciężkie buty i zimowa kurtka poszły w odstawkę, więc i humor musi się w końcu poprawić :) Nie ma co rozpamiętywać starych dziejów, trzeba się skupić na dniu dzisiejszym i wierzyć, że w końcu coś się zmieni na lepsze :) Potrzeba tylko czasu :))) Uważam, że nic się nie dzieje bez powodu- po coś to wszystko musi być :) Nie jestem jeszcze taka stara i mam czas żeby uporządkować i ustabilizować swoje życie. Nie jest  jeszcze aż tak tragicznie, dom przecież oficjalnie jest nasz, mamy zdrowe dziecko i siebie- inni mają znacznie gorzej. Jest dobrze :)
Marzy mi się żeby kupić dwa drzewka magnolii i posadzić przed domem- ot taka inwestycja w przyszłość. Ale teściowa ma tam swoje chabazie i tak się zastanawiam czy jej wparować na ogród czy nie. W sumie mam prawo, bo ja tam będę mieszkać kiedyś i skoro chcę z okna salonu widzieć kwitnące magnolie to czemu nie? Mam jednak opory i nie wiem czy się jej zapytać czy  znaleźć wolny skrawek ziemi i po prostu postawić ją przed faktem. W końcu to mój dom.
A propos teściowej. Wkurzyła mnie ostatnio. Nie jestem świnią i nie zamierzam utrudniać jej kontaktów z wnukiem więc wybraliśmy się w niedzielę do nich, żeby Młody mógł się wyhasać na polu. I ta zadała mi pytanie, które zwaliło mnie z nóg. Zapytała się mnie czy upiekę placki na Święta!!!!!!!!! Zatkało mnie i resztkami sił odpowiedziałam, że ja tu już nie mieszkam,więc nie mam takiego obowiązku, poza tym musiałabym przyjechać autobusem, pół dnia by mi to zajęło i zmarnuję tylko czas. Argumentowałam to tym, że przecież teraz to można ciasto kupić bez problemu. A ona na to" "Nie mieszkasz, bo nie chcesz" i wyszła na papierosa. Myślałam, że szlag mnie trafi!! Ta kobieta w ogóle nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji tylko zamiata wszystko pod dywan udając, że nic się nie stało i wmawiając mi że to moja wola, że się wyprowadziłam i zrobiłam  to bez powodu. Szok! Zamiast siąść i porozmawiać o problemie to najlepiej przyjąć postawę "nic się nie stało" i żyć jak do tej pory, robiąc z mojej wyprowadzki moje "widzimisię". Szkoda słów. Wiem, ze chce żebyśmy wrócili, ale skoro ma być tak, że nikt nie wyciągnie z tej lekcji wniosków to nasz powrót jest bez sensu. Wszystko wyjaśni się w maju, bo musimy tam wrócić na dwa miesiące póki rodzice nie przyjadą z tych Niemiec. Ale nie zamierzam tam zostawać dłużej niż to naprawdę konieczne- najchętniej w ogóle bym tam nie wróciła, ale nie mam wyjścia, bo kto mi zostanie z Kubą? Babci nie mogę zwalać go na głowę codziennie, trzeba podzielić obowiązki, pomiędzy babcię, a teściową. Jestem w kropce.
A co do placków, ze względu na K. postanowiłam, że pójdę na kompromis i pojadę tam, ale upiekę jej tylko sernika, a resztę niech sobie kupi, bo nie zamierzam bawić się w przekładanie placków i siedzieć tam dniami (chociaż teściowa z tego co wiem to nastawiała się, że przyjedziemy na całe Święta, ale K, rozwiał jej nadzieje). Myślę, że to słuszna decyzja, bo nie mogę też jej się  podporządkowywać. Gdybym tam mieszkała to co innego. Pojedziemy tez z K. posprzątać gruntownie nasz pokój, bo syf tam się zrobił, trzeba okno umyć i generalnie go odświeżyć. Przecież teściowa nie będzie mi sprzątać skoro to my nabałaganiliśmy. Więcej palcem nie zmierzam kiwać. Niech sobie radzi sama.
A u nas? Spacerujemy, wystawiamy twarz do słońca i staramy się myśleć pozytywnie, tylko to nam pozostało :) Syn broi, tańczy przed tv,  uczy się opornie nocnikowania i tak mijają dni. Na szczęście zęby odpuściły i śpi lepiej.
Jest dobrze, musi być, bo inaczej człowiek by w psychiatryku wylądował :P Tylko brakuje mi zieleni i swojego placu przed domem. blokowisko to jednak nie swoja działeczka. Ale to kwestia czasu :)

niedziela, 23 marca 2014

No i kolejna niedziela :) Nawet nie macie pojęcia jak szybko mi czas ucieka- od niedzieli do niedzieli. Nie wiem czy się smucić czy cieszyć z tego powodu. Przecież dalej tkwimy w miejscu, zero planów, nic się nie klaruje. A czas ucieka... Pozostaje tylko przeczekać. Dziś będzie o Kubusiu, ostatnio tak się skupiam na jednym i tym samym, że zapominam o nim napisać.
Kubuś skończył już 16 miesięcy :) Zmienił się nie do poznania, włosy ma jak dziewczynka i w końcu nasze opory przed ich ścięciem musiały zmaleć no i wybieramy się do fryzjera na pierwsze cięcie :) Dobrze, że mam znajomą koleżankę- fryzjerkę to będzie mniej stresująco jak się u niej w domu pojawimy z laptopem i będziemy próbowali bajkami usadzić na miejscu naszego Syna ;) Bo ruchliwy jest jak mały odrzutowiec: wspina się na fotel, łóżko, to jest w kuchni a zaraz już próbuje dostać się do łazienki, żeby pokręcić przy pralce tą gałką od nastawiania prania albo pochlapać się w kibelku :P Ma co rusz to inne pomysły i ciężko za nim nadążyć. Mogłabym tu pisać godzinami co on wyprawia :P Najbardziej widoczne zmiany zaszły w jego osobowości, bo charakterek to on ma po mamusi- nerwusek z niego i jak coś chce a tego nie dostanie to ma manię walenia głową w co popadnie, czyli w drzwi, stół, ścianę itp. My z mamą patrzymy na to i truchlejemy, bo przecież siniaków się nabawić może od tego, gorzej nawet, rozciąć głowę... Do tego jak ma "focha" stanie w kącie i próbuje się rozpłakać, bierze nas na litość, jak go wołamy to nie przyjdzie tylko coraz bardziej chlipie aż w końcu łezka poleci i szloch zamienia się w płacz- no i nie ma siły, trzeba wstać i wziąć delikwenta na ręce, bo nie wygra się z nim. Mogłybyśmy jakoś przetrzymać te dąsy, ale póki co mieszkamy w bloku i nie chcemy wizyty pań z "opieki", bo niby dziecko maltretowane czy cuś :P No i tak nasze dziecko wypróbowuje naszą cierpliwość, ale my się nie dajemy i nie ustępujemy, bo jak czego nie wolno to nie wolno i już :) Jakiś system wartości trzeba dziecku wpajać :)
Co do spania... Hmmmm, bez zmian, a teraz to w ogóle masakra jakaś jest, bo odkąd tu mieszkamy to śpimy we trójkę, nie mamy łóżeczka i czas najwyższy go w końcu przywieźć. Nie zrobiliśmy tego wcześniej, bo nie wiedzieliśmy czy tu zostaniemy czy wrócimy czy coś wynajmiemy i tak czas leciał. Do tego bolesne, płaczliwe ząbkowanie,bo Bubusiowi trójki wychodzą więc tak mi było wygodniej. No ale żarty się kończą, dziecko dorasta więc trzeba to łóżeczko przytachać i Syna do niego odkładać, chociaż nie wiem jak on tam się pomieści, bo śpi tak w różnych pozycjach, że byście się uśmiały, a szczególnie upodobał sobie w poprzek albo jakoś tak nienaturalnie wygięty śpi. K. śpi na skraju łóżka, ja jak sardynka w środku- no nie da się już tak dłużej... Poza tym jak tak będę sobie pozwalać to go się już tak łatwo z łóżka nie pozbędę. No ale zmierzając do meritum- dalej mam problem i nie przesypia mi całej nocy tylko się wierci. Chyba muszę go na przetrzymanie wziąć i jak zacznie kwękać to nie brać go na ręce tylko przeczekać aż sam zaśnie. Nie wiem. Dalej gnębią mnie myśli, żeby założyć własną działalność, tym razem wpadł mi do głowy pomysł stworzenia sali zabaw dla dzieci połączoną z kawiarnią- ot tak dla młodych rodzin takich jak my, żeby mogły sobie wyjść napić się spokojnie kawy i zjeść ciacho, a dzieci w tym czasie mogłyby szaleć  np. w basenie kulkowym albo na zjeżdżalni, więc rodzice nie byliby obarczeni pilnowaniem ich. Patrzę na to trochę z mojej perspektywy, bo sama mieszkając u teściów nie miałam z kim zostawić Kuby i iść się zrelaksować z K. więc takie rozwiązanie byłoby idealne dla nas, gdyby ktoś przypilnował mi dziecko a ja mogłabym pogadać przy filiżance jakiejś wymyślnej kawy z ekspresu :P Do tego jeszcze UP daje kobietom do 30 r. .z nie 18 tyś, a 40 tyś na rozkręcenie biznesu i gdybym znalazła wspólniczkę to miałybyśmy aż 80 tyś. a za to idzie kupić naprawdę świetne dmuchane bajery dla dzieciaczków i urządzić mini kawiarnię :P Chcę założyć cokolwiek co miałoby rację bytu, bo mam dosyć bezrobocia :) Pytane tylko co by mi wypaliło?? Ludzie w większości nie mają pracy i tak się obawiam, że szkoda im kilku złotych na kawę w kawiarni skoro mogą sobie w domu wypić :( Coś muszę wymyślić :) Beatko przyłączysz się ??? :P
Miłej niedzieli życzę :*

sobota, 15 marca 2014

Dwa dni temu dostaliśmy pozwolenie na budowę :) Niby super, ale co z tego jak wszystko się pozmieniało... Mimo to, dobrze, że jest niech sobie leży, a nóż widelec coś się wyklaruje prędzej czy później- zawsze to łatwiej będzie w razie przedawnienia odnowić pozwolenie niż załatwiać od nowa. Mamy bodajże dwa lata, chyba tyle jest ważne.
Zastanawiam się czy nie zrobić kurs na dietetyka, bo dostałam fajną ofertę na maila- za 39 zł przesyłają mi materiały a jak sobie je przyswoję to zdaję egzamin i dostaję certyfikat. Z 399 zł jest przeceniony, więc się zastanawiam czy go nie kupić czasem- może czas zrobić coś dla siebie :) Jakbym się solidnie uczyła tej teorii to może łatwiej byłoby mi doradzić komuś jak powinien się odchudzić czy w ogóle dla siebie samej dobrze jest mieć takie wiadomości, a jak dają jeszcze certyfikat to zawsze będzie co wpisać do CV :P Mam wystarczająco dużo czasu to po co go marnować? :)
Lecę kochane... Co do naszej sytuacji, na razie bez zmian, zostajemy u rodziców, a jak się trafi jakieś tanie mieszkanko to wynajmiemy sobie... Rodzice wyjeżdżają 12 lub 13 maja na zbiory truskawek za granicę to zostaniemy na dwa miesiące sami w mieszkaniu. Zawsze to coś ;) A może znajdę pracę i weźmiemy wtedy kredyt na to piętro?? Życie bywa nieprzewidywalne, więc już nic nie planuję. Na razie pewna rzecz w moim życiu to staż od maja do września. A reszta zmienia się jak w kalejdoskopie.

Tak się skupiłam na sobie, że zapomniałam kompletnie wspomnieć na blogu o własnym dziecku, dlatego kolejny post będzie o nim :)
Buziaki

wtorek, 11 marca 2014

W poprzednim poście były uroki mieszkania z rodzicami, dzisiaj będą minusy, a właściwie jeden główny minus, czyli brak życia rodzinnego. K. prawie nie widuję, jak przyjedzie to przeważnie koło 20-21, posiedzimy w domu lub idziemy na piwko z 2 godzinki i musi iść spać, bo wstaje o 5. Nasze życie we trójkę kompletnie się zaburzyło i pomimo, iż moje dziecko w tym momencie "samo się wychowuje", bo to wychowanie rozkłada się na moją mamę i mnie to jest jakoś dziwnie i tęskno mi do życie tylko we troje. Nie chcę narzekać, bo wiem, że to wygląda tak jakby każda sytuacja mi nie odpowiadała i szukam nie wiadomo czego w życiu. Nie widzę nawet sensu w wynajmowaniu mieszkania skoro K. i tak nie ma w naszym życiu. Pieniądze wydawane w błoto. Czytam to co napisałam i czuję, że wpadam w jakąś paranoję. Niby mi dobrze, a niby nie... Sama już nie wiem, dziwna jestem :p Do tego kłopoty w domu, ojciec K. po naszej wyprowadzce poczuł władzę w domu i uprzykrza życie teściowej, znęca się psychicznie nad nią i czasem ją poszarpie. K. jest kłębkiem nerwów, martwi się, ma wysokie ciśnienie i boję się, że skończy się to kłopotami zdrowotnym jak nie nerwicą serca. Jest rozdarty pomiędzy domem a nami, ja staram się to rozumieć, ale nie mogę pozwolić, żeby się pochorował ze stresu. Ma teraz rodzinę i nią się powinien zająć, a nie niańczyć mamusię, skoro sobie sama pozwala na takie traktowanie i wyrywa K. słuchawkę za każdym razem jak ten chce zadzwonić po policję- to niech się męczy, poza tym K. ma też rodzeństwo, które ma w dupie całą tę sytuację i wszystko spoczywa na jego barkach. Założę się, że jak coś się stanie złego to wtedy się obudzą- tylko będzie już za późno :/

Mam nadzieję, że niedługo wszystko się poukłada i będę mogła osiągnąć spokój ducha.
Buziaki

poniedziałek, 3 marca 2014

Tak krótko. Na razie jesteśmy u rodziców i jest mi dobrze, K. znosi to trochę gorzej, bo wiadomo, że mieszkanie to nie dom i jest większe zagęszczenie ludzi na mniejszej ilości metrów. Więcej go nie ma niż jest (przyjeżdża po pracy ok. 20 i wstaje o 5), dlatego nie słucham często jego narzekań :) A ja? Ja mogę spać ile chcę, bo rodzice przechwytują Kubę rano, czytam jak Mały ma drzemkę i mogę swobodnie gdzieś wyjść czy napisać posta bez wiszącego u nogi małego wyjca :) Jak posprzątam to posprzątam, a jak nie to nie, wreszcie mogę w pełni dogadać się a propo gotowania czy innych rzeczy z moją mamą i wreszcie czuję się super psychicznie. Jedyny minus, ale istotny to brak prywatności, a co za tym idzie i "posucha" w naszym życiu intymnym, bo jakoś tak głupiouprawiać seks mając rodziców w salonie obok naszej sypialni. Dlatego coraz częściej pojawia się myśl o wynajęciu małego mieszkanka niedaleko rodziców i szukania pracy, bo wtedy spokojnie moja mama mogłaby się zająć Kubą. Pomysł OK, gorzej z realizacją, bo codziennie patrzę na UP i ofert brak jak na razie. Zbliża się czas składania podań do szkół, poskładam tu w okolicach i zobaczymy co dalej. Aha dostałam staż od 1 maja do września i nawet nie potrafię się z tego cieszyć, bo nie wiem jak to pogodzić, znaczy się mieszkanie tutaj z tym stażem w miejscu gdzie wcześniej mieszkałam. Na pewno przez dwa miesiące będę stąd dojeżdżać i mama zostanie z Kubą, ale później na dwa miesiące wyjeżdża i wtedy zonk, nie mam opiekunki. Pozostają dwa wyjścia, albo przenieść się do babci albo wrócić tymczasowo do teściów. Babci się nie chcę zwalać na głowę, bo mieszka z ciocią, wujkiem i moim kuzynem i wiadomo, że prosto w oczy mi nie powiedzą, że im to nie na rękę, ale swoje pomyślą, a do teściów już nie chcę wracać. Mam ciężki orzech do zgryzienia :(
Co do sytuacji w domu. Od pamiętnego dnia nie byłam tam, K. cały czas jest wypytywany kiedy wrócimy i zapewniany, że tęsknią za Kubą i za mną. Ja mu powiedziałam, że owszem wrócę, bo to przecież już formalnie jest mój dom, ale w momencie jak będę miała swoją górę, ale nie chcę żeby oni mi podpisywali pożyczkę, bo prędzej czy później mi to wypomną. Poczekam ile się da, ale chcę kredyt wziąć na siebie i nie chcę ich łaski.
Generalnie, mamy z K. mętlik w głowie, bo z drugiej strony jak mamy płacić za wynajem to lepiej to władować w ratę, ale wtedy teście muszą podpisać ten pieprzony kredyt. K. twierdzi, że pewnie będą wypominać ale co nas to ochodzi jak już byśmy byli u siebie. Ja nie mam zdania.
 Na dzień dzisiejszy nie wiem nic, ale wiem jedno, muszę w końcu mieć swoje miejsce na ziemi. Kiedy to się stanie to wielka niewiadoma.

niedziela, 2 marca 2014

Jesteśmy dalej u rodziców. Od dwóch dni mam internet- NARESZCIE ;) Jak się weekend skończy to coś "wyprodukuję", bo teraz jest mężu, więc spędzamy czas rodzinnie.
Buziunie

wtorek, 11 lutego 2014

Jedziemy na jakiś czas do moich rodziców.Nie wiem na ile, nie wiem czy w ogóle wrócę. Spokój przede wszystkim. Namawiam K. ,żebyśmy coś wynajęli. Nie wiem czy nas stać.
Jeśli dostanę staż od marca to i tak muszę tutaj wrócić- nie wiem gdzie będę mieszkać i z kim dziecko zostawię. Pojawia się temat babci i cioci, które mieszkają w tej samej miejscowości co my, babcia się zgodziła i na to, żebyśmy tu pomieszkali trochę i powiedziała, że zajmie się Kubą. Nic na dzień dzisiejszy nie wiem. Nie chcę nikomu na głowie siedzieć . Źle jest jak człowiek nie ma swojego miejsca na ziemi, nawet , żeby spokojnie sobie siąść i kawę wypić.
Ale może miało tak być, mieliśmy sięgnąć dna, żeby w końcu się odbić- czekam na zmiany, oby pozytywne, bo moim zdaniem nic nie dzieje się bez przyczyny.

piątek, 7 lutego 2014

No i się zesrało. Teść pijany, awantury, wezwaliśmy policję i wylądował na izbie wytrzeźwień. Usłyszałam wiele gorzkich słów. Co dalej, nie wiem. Nie chce tu dłużej mieszkać!! Dowiedziałam sie co o mnie myślą, zarówno teść jak i teściowa, bo i jej słowa dokładnie mi przytaczał.

Tyle, bo mężu zaraz wejdzie do pokoju, nie chce, żeby to widział.

czwartek, 6 lutego 2014

Właśnie dostałam telefon ze szkoły, że Pani Dyrektor wypełnia wniosek o przyjęcie mnie na staż i zaraz zawozi go do UP :) Niestety, nie mogę być na stażu w swoim zawodzie więc jeżeli się dostanę to będę pracownikiem biurowym. Dobre i to ... Teraz mam czekać na wiadomość od niej czy mi przyznali czy nie.
Druga sprawa, dostaliśmy list ze Starostwa, że nasza działka jest już zmieniona i teraz tę sprawę przejmuje Urząd Gminy, tak że za dwa tygodnie pewnie dostaniemy to pozwolenie. K. odbył dwa dni temu rozmowę z mama odnośnie podpisania kredytu, teściowa ma namówić teścia, bo to on robi największe problemy, a szczególnie jak popije to nam wszystko wypomina i wyrzuca nas z domu i twierdzi, że skoro oni się mieścili z teściami kiedyś tam to i my możemy. Starodawne myślenie...Czasy się zmieniły. Zobaczymy czy go przekona.
W ogóle mam dola i mam wszystkiego dość. Wykańcza mnie K., wykańcza mnie dziecko (które wyje od rana, bo wcześniej niż zwykle się obudziło), z teściową się nie dogaduję, teść pije i jestem sama w obcej rodzinie.Do tego jestem zła na siebie, bo od 3 dni pozwalam dziecku spać z nami, przez co owszem mam całkowicie przespane noce i ani razu się nie budzę, bo syn śpi jak suseł, ale nie podoba mi się moja nie-konsekwentość. Co gorsze, lubię się takie spanie, bo raz- jestem szczęśliwa, że mam dwie najbliższe mi osoby obok siebie (bo śpię w środku), a dwa- wreszcie się wysypiam. Ale wiem, że nie tak powinno być i kłóci się to z moimi przekonaniami. I jestem rozdarta. Teraz K. będzie miał 2 tygodnie wolnego, więc postanowiliśmy jednak uczyć go spania osobno, bo zdajemy sobie sprawę, że im będzie starszy, tym trudniej będzie mu się przestawić. Czekają mnie ciężkie noce- ZNOWU.
Ostatnio dużo myślę i dochodzę do wniosku, że bardzo ryzykowne jest zrobienie tej góry. Ryzykowne pod względem finansowym. K. ma obciętą stawkę, ja nie mam pracy, dziecko na utrzymaniu i my mamy brać kredyt na 15 lat?? Do tego zima, kiedy on nie pracuje. Nie jest powiedziane przecież, że w najbliższym czasie znajdę pracę- robię co mogę (np. ten staż), ale jest strasznie ciężko. Wiadomo, nie chcę mieszkać tak jak teraz, z teściami za ścianą, ale jestem realistką i wiem jak będzie.K. myśli dniem dzisiejszym, obiecuje, że rzuci palenie, próbuje parę dni, po czym się "łamie" i wiem, że on chce za wszelką cenę się odseparować i nie liczy się z tym, że możemy nie dać sobie rady. Jest ryzyko i to duże.
No i taka walnięta jestem, siedzę w domu i za dużo myślę. Przepraszam za monotematyczność, ale moje życie jest po prostu nudne.
Idę ułożyć drącego się Kubę, bo jeśli tego nie zrobię to coś mnie zaraz trafi z tego jego marudzenia.

środa, 29 stycznia 2014

Miałam problem z łączem, stąd ta moja nieobecność. Ale już wszystko OK i znowu wróciłam do świata blogosfery :) U nas bez zmian. W sumie nie, no trochę nowości jest, więc napisze w paru punktach, korzystając z tego, że moje dziecko na 5 minut zabawiło się samochodzikiem ;)

Po pierwsze- Kuba nabawił się okropnej wysypki i to spowodowało przesunięcie szczepienia. Ech. Przypuszczam, że to z proszku, bo skończył mi się dziecięcy i  wyprałam w tym dla dorosłych. W efekcie Mały ma paskudna wysypkę na brzuchu, pleckach i mniejszą na rączkach i nóżkach. Byłam u Pani Doktor i wykluczyła chorobę zakaźną, więc to pewnie z tego nieszczęsnego proszku. Od razu kupiłam niemowlęcy i mam nadzieję, że w końcu przejdzie. Trwa to już około dwóch tygodni, dajemy sobie z K. czas do końca tygodnia, jeśli mu nie przejdzie to w poniedziałek idziemy z tym po skierowanie do dermatologa. Skóra jest wysuszona i po kąpieli to uczulenie robi się czerwone, smaruję cały czas oliwką, żeby natłuścić, Kuba ani nie jest marudny przez to ani się nie skrobie, więc nie dokucza mu to- całe szczęście. Ale i tak się martwię :(

Po drugie- budowa i papierologia z tym związana. Już Wam pisałam o tej kosmicznej dacie posiedzenia w Urzędzie (31.02), postanowiliśmy w końcu wyjaśnić tę sprawę i pojechaliśmy do Starostwa. I co się okazało?? Data datą, pojawiły się sto razy gorsze problemy!! I co najgorsze niby w liście było napisane, żeby w ciągu 7 dni się zgłosić do Urzędu w pilnej sprawie, ale ja w sumie nic takiego nie zauważyłam i gdyby nie ten błąd z datą to nie stawilibyśmy się tam w ogóle :/ A o co chodziło?? Bo my mieszkamy tak naprawdę w budynku gospodarczym. Kiedyś była to murowana stajnia, ale gdy teściowie zrezygnowali z prowadzenia gospodarstwa, wyremontowali ją i tam zamieszkali. My chcemy zmienić budynek gospodarczy na mieszkalny i zaadaptować go, czyli dobudować górę. Okazało się, że plac, na którym stoi budynek jest oznaczony na mapce jako pastwisko i niemożliwe jest uzyskanie pozwolenia na dobudowę czegokolwiek. Wyjścia są dwa: albo dobierzemy sobie pola do hektara i zostaniemy oficjalnie rolnikami i wtedy może być to pastwisko, albo zmienimy nazwę gruntu na budowlany, ale to wiąże się z podniesieniem i tak już horrendalnego dla nas podatku. Rolnikami nie zostaniemy, bo nie ma szans, żeby dokombinowac ponad 0,7 ha pola, więc żeby dalej ruszyć z tym koksem musimy zdecydować się na to drugie rozwiązanie, co owocuje zwiększeniem podatku o 120 zł na rok ( w całości daje to piękny wynik 520 zł podatku!! kur..!!!) Nie dość, że człowiek ma swoją ziemię to jeszcze trzeba płacić za to, że ja sobie na niej nogę postawię!!! Nie rozumiem tego :/
No i wszystko jest dalej w toku, ale potrwa to jeszcze dodatkowo dwa miesiące. Czekamy dalej wobec tego....

Po trzecie- coś się ruszyło w sprawie ewentualnego mojego zajęcia. To znaczy Urząd Pracy dostał pieniądze na staże i do tego górna granica wieku została zwiększona do "trzydziestki", więc się "łapię" ;) I byłam ostatnio w szkole zapytać czy byłby cień szansy, żebym się dostała właśnie tu na miejscu. Pani Dyrektor jest fajna więc dodałam, że mam małe dziecko i że to taki mój powrót do "świata żywych" i przecięcie pępowiny, że nie mam prawa jazdy, dlatego zależy mi, żeby być blisko domu, bo dziecko zostawiłabym teściom pod opiekę (nie wiem czy dobrze robię zostawiając właśnie im, ale trochę mi się włączył egoizm, mam nadzieję, że zdrowy, bo też mam prawo zrobić coś dla siebie!). Dyrektorka wysłuchała, pogadałyśmy od serca chyba z 40 minut, zapewniła mnie, że bierze mnie pod uwagę w pierwszej kolejności, gdyby się zwolniło miejsce pracy, bo mam wykształcenie zarówno do pracy z przedszkolakami jak i w klasach I-III i nic mi nie zagwarantuje w sprawie tego stażu, bo jest już kilka chętnych osób i dopiero po niedzielnym zebraniu zarządu (bo jest to szkoła społeczna a nie państwowa) się wszystko okaże. Zostawiłam nr telefonu i umówiłyśmy się, że czy się dostanę, czy nie i tak da mi znać, co bym mogła szukać gdzie indziej w razie odmowy. Czekam, po niedzieli się wszystko okaże. Trzymajcie kciuki Dziewczyny!!!`

A poza tym, dzień jak co dzień. Małż jeździ pomagać bratu na budowie, szpachluje, układa płytki  i takie tam duperele, wyjeżdża przed 6 rano i wraca po 20, ale jeszcze kilka dni i będzie już z nami, bo zima. Czekam na ten staż jak na zbawienie, bo skoro on przestanie zarabiać przez zimę to czas, żebym ja zaczęła w końcu.
Lecę

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chyba wiem co jest przyczyną tych wszystkich kłótni między nami. Praca i zmęczenie K. Doszliśmy do takich wniosków po wspólnie spędzonym weekendzie, bo K. miał aż dwa dni wolnego. Było tak fajnie, normalnie, spokojnie :) Ani razu się nie pokłóciliśmy. A tak to Małż wraca wieczorem "wyrąbany jak koń po westernie", nic w domu nie pomoże (oprócz kąpania Młodego), pada na twarz o 21 i nierzadko zdarza mi się go ściągać śpiącego z krzesła w kuchni albo kibelka (tak! tam też ze dwa razy zasnął). W trakcie tej czynności on jest tak nieprzytomny, że bredzi coś o pracy, wyzywa, przeklina i oczywiście rano tego nie pamięta. Generalnie, nie spędzamy razem czasu prawie w ogóle, ja jestem sfrustrowana, bo cały dzień z Synem mnie zmęczył i oczekuję chociaż pół godzinki dla siebie i tak się zaczynają nasze niesnaski.
Tego jak mnie mój Klocuch męczy miałam dowód w ostatnich dniach. Okropnie bolał mnie cały brzuch i kręgosłup i w zasadzie dopiero dzisiaj (tak po 3 dniach porządnego bólu) mnie puściło i jest OK. Jednym słowem: przesilenie na skutek dźwigania ponad 10kg chłopca. Nie, nie noszę go, ale robi kupy po 4 razy dziennie, bo ząbkuje i za każdym razem myję mu tyłek w wannie, muszę go podnieść i posadzić w leżaczku do karmienia i czasem jak mi wisi u nogi, bo chce spać to też go biorę na kolana. Ot! zwyczajne czynności, a że K. pracował od 7 rano do 19 i miał do przejechania 60 km to był w domu po 20 to nie miał mi jak pomóc przy dziecku i stało się.  Ale jest już dobrze :)
I dalej te noce. Wczoraj zdarzyło mu się nawet płakać nad ranem i ogólnie jest masakra. Ale pocieszam się, że jeszcze 4 zęby i będzie miał komplet od jedynek do czwórek na górze i na dole. I może wtedy będzie pierwsza przespana w całości noc? Mam nadzieję.
Dziewczyny, jak przechodziłyście na normalne mleko? W sensie, że ja kupuję modyfikowane i chce przejść na normalne, żeby na przykład zrobić Kubie "kakałko" na kolację. Mam kupić to najmniej tłuste, czy 2 % lub 3% i rozcieńczyć wodą? Nie wiem. MM jest dosyć drogie i stwierdziłam, że Kuba ze swoimi prawie 15 miesiącami jest na tyle duży, żeby zrezygnować już z niego. Pozostaną mu tylko kaszki, które będzie jadł rano "na śpiocha" z butli i tyle. Mogłaby mi któraś doradzić? Byłabym wdzięczna :)

czwartek, 16 stycznia 2014

Straciłam wiarę w moje małżeństwo. Jest źle- naprawdę :( Codzienne kłótnie i wyzwiska (kto by pomyślał, że tak gładko będą mi przechodzić przez gardło!)  powodują, że już nie mam ochoty się dogadać, wygodniej jest mi zamknąć się w szczelnej skorupie i mieć wszystko gdzieś, a on niech robi co chce. Dzisiejszy dzień również zaczął się od kłótni. K. wstał o 5 do pracy, a ja widząc, że Kuba się wierci na jedzenie poprosiłam go, żeby zrobił mu kaszę- ot! nic wielkiego miał zaledwie wsypać dwie łyżki do butelki i zamieszać. Ale oczywiście nie!!, wielkie pretensje, bo on nie ma czasu. To się wkurzyłam, wzięłam Kubę na ręce i poszłam do kuchni, żeby jedna ręka przygotować mieszankę. A ja mu jeszcze głupia wieczorem kanapki do pracy zrobiłam :/ Już mu wczoraj powiedziałam, że nic od niego nie chce.
Źle mi z tym, jestem tym zmęczona i zrezygnowana, bo każda rozmowa i decyzja, że oboje się staramy pełznie na niczym. To może faktycznie nie da się już tego naprawić. Po co była ta przeprowadzka? Za dużo osób ma na nas wpływ, teściowa zza ściany, brat K., u którego ten pracuje, moja strona rodziny, którą K. przestał lubić, bo ją faworyzowałam (co dla mnie jest rzeczą normalna, w końcu zawsze będzie mi bliższa niż rodzina K.) i ogólnie otoczenie sprawia, że się wszystko chrzani. Namawiam K. na zmiany, ale on nie chce, bo mamy dom, o pracę nie jest tak łatwo, a zakładając swoją firmę (a namawiam go do tego gorąco, bo ma potencjał) boi się, że wypadnie blado na tle swojego brata, a porażki by nie zniósł- jak to facet. Do tego brak mojej pracy, brak moich pieniędzy i dziecko na utrzymaniu :/ Ech, ciężkie to życie.
Wiem, że tylko od nas zależy jak będzie, ale pytanie zasadnicze: "Czy już nie jest za późno?" Tak sobie myślę, że gdyby wyjechał za granicę do pracy to wcale bym nie miała nic przeciwko,  jest mi obojętny.
Tak chciałam się wygadać tylko- bez ładu i składu.


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Tak sobie myślę o czym mogę napisać i mam pustkę w głowie. Jest 19.35 K. jeszcze nie wrócił z pracy, Bubek śpiący marudzi i wyżera wszystko z podłogi i jakoś taka zła jestem. Chciałabym wrócić do normalnego życia, pracować, spotykać ludzi- ostatnio jak o tym myślę to jednocześnie chciałabym i się boję . Jestem zamknięta w tych ścianach i jedyną rozrywką jest spacer lub pojechanie z K. na zakupy gdzieś dalej. No i obawiam się, że z powodu, że tak to określę "wypadnięcia z obiegu" pierwsze zetknięcie ze światem jak już pójdę do pracy będzie baaardzo stresujące. Ostatnio jak byłam podpisać się w Urzędzie Pracy to pan zaproponował mi skorzystanie z dofinansowania i "zrobienie" sobie studiów podyplomowych- całkowicie za darmo, jeszcze dopłaciliby mi stypendium w wysokości 180 zł miesięcznie. Może się skuszę? Już patrzyłam na kierunki i w sumie lipa, bo tam gdzie ja chcę na Uniwersytecie nie ma logopedii (bo takową chcę sobie zrobić i później pracować z dziećmi z wadami wymowy) tylko zarządzanie placówkami oświatowymi, który to kierunek biorę pod uwagę jako awaryjny. Myślę, że logopedia będzie bardziej przydatna, bo na dyrektora to raczej znajomości w dzisiejszych czasach trzeba mieć :) A ona jest tylko na uczelni prywatnej, a wiadomo jakie opinie mają takie szkoły- tak, że nie wiem co robić. Jeszcze mam czas na zastanawianie się, bo studia ruszają od października :) Do tego pan z urzędu powiedział mi, że mają zmienić się przepisy i staże by przysługiwały do 30 roku życia, więc bym się załapała, ale sęk w tym, że w swoim zawodzie nie mogę, bo mam już ponad półroczne doświadczenie i to mnie dyskwalifikuje. Jeżeli te zmiany faktycznie będą to mam nadzieję, że uda mi się dostać na ten staż, szkoda tylko, że nie do przedszkola albo szkoły :(
W sobotę za namową znajomych postanowiliśmy się do nich dołączyć i wybrać się na imprezę. K. załatwił z rodzicami, żeby zostali z Młodym, my się wyszykowaliśmy i wszyscy ( sztuk 10 ;) ruszyliśmy na podbój parkietu.Wszystko byłoby ok, gdyby nie telefon od siostry koleżanki, że moja cudowna teściowa wydzwania do nich do domu, że Kuba płacze i żebyśmy szybko oddzwonili do nich.K. zadzwonił i kazali wracać. Jak tylko weszłam do domu od razu wiedziałam o co chodzi, bo Bubek chodził okrakiem. Powąchałam i faktycznie- kupa jak nic (na marginesie dodam tylko, że rzadkie kupy są, bo zęby mu idą). Szybko go rozebraliśmy i prosto do wanny, żeby go umyć. Syn cały się trząsł, nie chciał zamoczyć tyłka, tak go piekło :( Ale zrobiliśmy letnią wodę, umyłam go i wysmarowałam porządnie sudocremem i wreszcie przestał płakać. Ale byłam strasznie zła, bo jak można nie sprawdzić pieluchy tylko wydzwaniać po ludziach, jakbym była wyrodną matką, zostawiła syna i pojechała imprezować :/ Nosz kurde, skoro dziecko nie jest głodne to kolejna naturalną rzeczą jest sprawdzenie czy nie zrobił kupy! No proste i logiczne!!!!!! Kobieta, która wychowała trójkę dzieci tego nie wie??!!? Maly musiał narobić w gacie niedługo po tym jak wyszliśmy skoro miał na pupie jedną ranę !!!!!!  :/ Mam nauczkę- już nigdy nie zostawię syna pod ich opieką dłużej niż  na godzinę :/

Kończę, bo więcej mi marudzące dziecko nie da napisać :/

piątek, 10 stycznia 2014

Jestem, jestem. Napisałabym wcześniej, ale niestety najpierw padł nam net (bo mamy LTE z limitem i jakimś cudem go wykorzystaliśmy, a zawsze nam zostawał), a później jakby tego było mało klawiatura odmówiła nam posłuszeństwa i dopiero dwa dni temu skołowaliśmy od kuzyna jakąś używaną- byle coś mieć na razie:) Tak, że złośliwość rzeczy martwych :P
A Święta?? Cóż, to nie to co kilka lat wcześniej, chodziło się chołotą po domach, wracało się "zawianym" i darło się kolędy na całą wieś, aż ksiądz na ambonie wspominał - cóż to za młodzież w tych dzisiejszych czasach mamy :D A z rana na kacu do kościoła chuchać księdzu przy komunii :p
A teraz? Teraz jest tak:
Kameleonka grzecznie upiekła 3 ciasta- bananowca, krówkę i sernika z brzoskwiniami (bo teść uwielbia) zrobiła sałatkę z kurczakiem, gyrosem i kapustą pekińską, ubrała choinkę, posprzątała TYLKO trochę, bo nie ukrywam, że z powodu braku mojego wolnego czasu teściowa odwaliła prawie całe sprzątanie, ja byłam zagrzebana razem z K. między światełkami, bombkami i łańcuchami choinkowymi. Na szczęście Kubę mieliśmy z głowy, bo miał gdzieś całe to świąteczne zamieszanie z ubieraniem drzewka włącznie i bawił się grzecznie nie przeszkadzając innym domownikom.

W Wigilię tradycyjnie zjedliśmy kolację u nas ( w tym roku brat K. wypiął się na nas i nie przyjechał na wieczerzę, był tylko u rodziców swojej żony, a ma do nas ok.40 min drogi, więc nie tak tragicznie, gdyby chciał to by był- teściowa nawet łezkę z tego powodu uroniła, szkoda mi jej było) i później pojechaliśmy do mojej Babci, gdzie już byli moi rodzice i reszta załogi, tzn. około 23 osób- jak zwykle było rodzinnie, świątecznie, gwarno i miło. Oczywiście, Jakub odreagował swoje w nocy i nie spał spokojnie- tak na marginesie strasznie wrażliwe to dziecko moje, tłum i huk niezbyt dobrze na niego wpływa. Zrobiłam mu prezent na Święta i 3 noce spał z nami, co by się czuł bezpiecznie (myślałam, że znów się przyzwyczai, ale nie wczoraj już spał sam i nawet całkiem znośnie, obudził się może tylko z 3 razy :)) Do rzeczy. Z Wigilii wróciliśmy ok. 22 i standardowo, szykowanie Syna do spania i my tez obżarci padliśmy jak kawki.

W Boże Narodzenie wstaliśmy na 8 do kościoła, a później znowu wielkie obżarstwo. Najpierw wpadł do nas brat K. z żoną (teściowa stwierdziła, że ta siedziała naburmuszona cały czas i prawdopodobnie to jej sprawka, że nie przyjechali na Wigilię, ale co my jej zrobiliśmy to do tej pory nie wiemy), posiedzieli chwilę i pojechali, a my wtedy też "na chałupy" ;) Byliśmy u Babci, a ta w momencie kiedy konsekwentnie odmawiałam picia wódki skomentowała to słowami: "nie chcesz czy nie możesz?";) A ja po prostu wiedząc jak Młody kiepsko śpi w nocy wolałam nie ryzykować i nie pić nawet najmniejszej ilości alkoholu. Wieczorem zostawiliśmy Syna na godzinę u Babci obskoczyliśmy jeszcze imprezę u kumpla i na same spanko wróciliśmy do domu. Oczywiście Kuba odreagował hałasy i tłum obcych twarzy niespokojną nocą :/

Szczepana spędziliśmy podobnie. Rano kościół, później impreza u kolejnego kolegi, tym razem Syn został w domu z dziadkami, był grzeczny więc zabalowaliśmy do 23 (kto jak kto, ja nie zabalowałam ;)) Na Jana wymęczeni Świętami zostaliśmy w domu, chociaż zaproszeń też było kilka, ale co za dużo to nie zdrowo :P Za to w sobotę nie mogliśmy odmówić kumplowi i zostawiając Bubka dziadkom pojawiliśmy się u niego na spotkaniu poświąteczno-pożegnalnym, bo następnego dnia "frunął:" do Anglii.. Pośmialiśmy (wypiłam nawet ze dwa piwa!), spotkaliśmy mnóstwo znajomych i bardzo miło spędziliśmy czas. Do Sylwestra daliśmy sobie siana z wyjściami :P

No właśnie Sylwester .Planów było mnóstwo, gorzej z realizacją, bo każdy chciał co innego, a postanowiliśmy go spędzić całą naszą paczką wspólnie. I wybrali najgorszą z możliwych opcji, tzn. domówka u kumpla, który wynajmuje mieszkanie 40 km od nas, w mieście, gdzie miały być koncerty, fajerwerki i ogólnie taka impreza jak w tych większych miastach. Ja mamy nie chciałam angażować w opiekę do Kuby (kobita też młoda, niech sobie spędza Sylwestra po swojemu) więc uznaliśmy, że spędzimy ten dzień rodzinnie w domu z Sylwestrem z Polsatem ;) Wszyscy nas ciągnęli. że może jednak się skusimy, że mama na pewno by się zgodziła zostać z Kubą (no wiem, że by się zgodziła!) i robili nam wodę z mózgu do tego stopnia, że K. już się dawał przekabacić i z tego tytułu się kłóciliśmy cały Sylwester, bo nie chciałam w ostatniej chwili dzwonić do mamy, głupio mi było. W rezultacie do tego miasta pojechało tylko 3 znajomych, a my wraz z jeszcze dwiema osobami spędziliśmy ten wieczór u nas w domu, bo teściowie poszli do sąsiadów, więc mieliśmy wolną chatę :) Było całkiem całkiem. Mogło być  lepiej, ale tak to jest jak się nie pomyśli nad organizacją dużo wczesnej. Na pewno w 2014 roku wezmę się za planowanie imprezy już w listopadzie :)

Tego posta zaczęłam pisać zaraz po Świętach, a skończyłam dzisiaj!!!!!! :)Więc przepraszam, za poślizg.

Co u nas na dzień dzisiejszy?? Grypa żołądkowa odpuściła. Zebrała żniwo w ludziach sztuk trzy, czyli najpierw wzięło mnie, po południu Małża, a w nocy teściową :P Na szczęście ominęło Bubusia i teścia . Wymęczyło cholerstwo i sobie poszło, a my egzystowaliśmy z bolącymi żołądkami i tyłkami jeszcze przez kilka dni po :p Ale już o tym zapomniałam i teraz tylko słyszę jak co drugi dom nawiedza i wszyscy wymiotują i mają za przeproszeniem sraczkę :P :D A my już po :D
Druga sprawa: dostaliśmy pismo z urzędu a propos tego pozwolenia na budowę, że niby ma być jakieś posiedzenie w celu wyjaśnienia jakiejś kwestii, ale ale uwaga!!! 31 LUTEGO 2014!! Nie wiem, może w kosmosie istnieje taka data, ale u nas się z nią nie spotkałam. Musimy jechać do urzędu i wyjaśnić te sprawę.

Reszta jutro, bo K. wrócił z pracy.

Buziunie :*

czwartek, 2 stycznia 2014

Grypa żołądkowa zawitała w naszym domu. Na razie cierpimy ja z Małżem, módlcie się, żeby Młodego oszczędziło.
Wrócę jak się "oczardam".
 Buźka