sobota, 29 grudnia 2012

Święta, Święta i po Świętach...

Dobrze, że już nastał zwykły, szary dzień :)
Święta w tym roku były niby takie same, a zarazem zupełnie inne :) A to za sprawą nowego członka rodziny-Kubusia ;) Rozpieścili mi go, że ho ho! "Poczuł" ręce i teraz musimy go oduczać noszenia, bo klocek się z niego zrobił, że aż zakwasy się robią :)
Oto Święta w skrócie:
Wigilia- o 16 u nas ( a jeśli o ścisłość chodzi to u teściów :P ) wraz z teściami i szwagrem ze szwagierką (brat K. z żoną), a później u mojej rodzinki, czyli to co uwielbiam, 24 osoby, bo tyle liczy nasza rodzina, 4 pokolenia- ciepła atmosfera pełna życzliwości i uśmiechu :) Dało się odczuć, że Kubuś w dużej mierze wypełnił pustkę po zmarłym rok temu Dziadziu i o to chodziło :) W końcu Święta to radosny czas :) Wróciliśmy koło 22, bo Babcia nie chciała nas puścić, w końcu Mały dostał kolki i szybko się zmyliśmy, bo tam ani kropelek ani herbatki koperkowej. Ogólnie było tak jak zawsze, najpierw modlitwa, później łamanie się opłatkiem z tradycyjnymi, starodawnymi słowami "Proszę na kolędę"  (nie wiem skąd te słowa się wzięły), jedzenie po dwoje z jednego talerza, kolędowanie wnucząt (Babcia zawsze daje każdemu 10 zł, w tym roku nawet Kubusiowi się dostało:p) i ogólnie rozmowy o życiu :) Prawdziwa Wieczerza- uwielbiam ją i nie wyobrażam sobie jej w innej postaci :)
Boże Narodzenie- gościna u Babci, czyli wielkie obżarstwo i popijawa (oczywiście kulturalnie!!), pierwszy raz od niepamiętnych czasów piłam wódkę :P (wprawdzie 3 kieliszki, ale zawsze to coś), z tą samą ekipą co na Wigilii, więc miło i rodzinnie :) Mój K. pierwszy raz odkąd jesteśmy razem nie pił nic na Świętach, bo kierował, musieliśmy jakoś przetransportować Kubusia mimo, że do Babci nie mamy daleko :)
Później wpadliśmy do naszego kolegi, gdzie bawiła się cała nasza paczka, ale tylko na chwilkę, bo wiadomo- dziecko :) I tak zleciał cały dzień.
Szczepan- mieliśmy zaproszenie do Cioci i tam zamierzaliśmy się udać, ale popołudniu zaczęłam się fatalnie czuć, po zmierzeniu ciśnienia okazało się że mam 160/112, ból rozsadzał mi czaszkę, cierpła mi lewa ręka i pobolewało serce. U nas była siostra K. i  jego brat z żoną, dotrzymywałam im towarzystwa dopóki się dało, później zdecydowałam, że mimo ciśnienia jedziemy do Cioci. I to był błąd, bo ledwo wyjechaliśmy a już musieliśmy wrócić- w samochodzie zaczęłam się dziwnie czuć, musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza, bo czułam, że zaraz wykituję, nie potrafię określić co mi się działo. Zadzwoniliśmy zatem do Cioci i wyjaśniliśmy powód naszej nieobecności. Takie wysokie ciśnienie utrzymywało mi się jeszcze przez dwa dni, rano było ok, a po południu rosło. Czy chcę czy nie muszę odwiedzić kardiologa, bo inaczej kiedyś mogę dostać wylewu albo innego świństwa.

28 grudnia byliśmy się szczepić :) Kubuś dostał dwie szczepionki, jedną  w jedno udo, a drugą w drugie. Pielęgniarka go zmierzyła i zważyła i jak usłyszałam ile przytył to doznałam ciężkiego szoku :D Z wagi 2800 g w ciągu 7 tygodni przytył do wagi 5200 g :D No i urósł mi 4 cm :) Ogólnie szczepienie zniósł dobrze, płakał, owszem, ale zaraz się uspokoił jak go przytuliłam. Wieczorem nie było żadnych sensacji gorączkowych ani innych i do tej pory ich nie ma :) Nie był nawet marudny :) Dzielny chłopczyk.

I ostatnia rzecz, byliśmy Jakuba zapisać do kancelarii parafialnej i wyznaczyć datę chrztu. Jak nas ksiądz zbałamucił to stanęło na 5 stycznia, a chcieliśmy 19tego :P Nie wiem jak to w tydzień zorganizujemy, ale ponoć nie ma rzeczy niemożliwych :P Z drugiej strony za tydzień o tej porze będzie już po :) Nie ma tego złego...

To tyle na dziś :)
Buziunie

wtorek, 25 grudnia 2012

Wesołych Świąt :)

Kochane korzystając z wolnej chwili chciałabym złożyć Wam świąteczne życzenia :)
Zatem--> "Bądźcie zdrowi i się kochajcie!!" jak mawia mój Małżonek. Takie krótkie zdanie, a jakie sensowne ;)
Napiszę jak będę miała więcej czasu..
Buziaki

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Coraz bliżej Święta....

No właśnie Święta tuż tuż, a ja mam to gdzieś!! Jakoś od dwóch, trzech lat przestałam się wczuwać w ten klimat. Dlaczego?? Nie wiem. Nie działa na mnie to i już! Może jak Kubuś podrośnie i zamieszkamy na swoim to jak będę się starała stworzyć mu świąteczną, rodzinną atmosferę sama ją poczuję? Na razie Świętom mówię zdecydowane NIE i tylko czekam, żeby było po wszystkim! Durna jestem, wiem i jakoś mam wewnętrzne pretensje do siebie za to swoje nastawienie, oby za rok było lepiej :(

Kilka dni temu byliśmy z Kubą na USG bioderek i USG nerek, bo po porodzie wykryto mu w lewej nerce malutką szczelinkę. Na szczęście Pan Doktor uspokoił moje nerwy, mówiąc, że zarosła i zarówno z nerkami jak i bioderkami jest wszystko w porządku :) Kamień spadł mi z serca :) Jeszcze na dniach czeka mnie szczepienie Młodego i jak na razie będzie już spokój z lekarzami :)

I na koniec Matka-kwoka postanowiła pomyśleć wreszcie o sobie i zapisała się do fryzjera na rozjaśnienie jej blond włosów i wybiera się też z szanownym małżonkiem swym na zakupy, bo chce nowe kozaki i nowy płaszczyk ;) Niech ludziska we wsi nie gadają, że urodziła i się zapuściła :D
Bo szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko!!!!!!!! ;)

wtorek, 11 grudnia 2012

Połóg dobiega końca ;)

Tak jak w temacie- to już końcówka połogu, jutro skończę 5 tydzień, jeszcze jeden minie i ten książkowy, oficjalny się zakończy :) A jak jest w rzeczywistości?? Tak jak Wam pisałam na czwarty dzień czułam się już świetnie, dało się normalnie funkcjonować, więc jeśli by pominąć kilka dolegliwości to połóg już wtedy uznałabym za zakończony :P Ale napiszę dla tych co nie rodziły jak to u mnie było, bo te co mają to za sobą już wiedzą :P Wiadomo, że u każdej jest inaczej, ja piszę z własnego doświadczenia. Mnie przynajmniej takie sprawy przed porodem interesowały i szukałam na blogach, żeby się przygotować psychicznie, niestety rzadko ktoś pisał o tym.
Zaczynam zatem :)
1. Krwawienie- obfitość krwawienia zależy od rodzaju porodu, ponoć po naturalnym jest obfitsze, ja jestem po CC, więc mogę napisać, że trwało to u mnie jakieś 4 dni, w dzień wyjścia do domu z mega wielkich podpasek przeszłam na allways na noc i tak już zostało(wtedy wyglądało to jak zwykły okres), jutro będzie 5 tygodni po porodzie, a ja dalej się z tym nie uporałam, teraz to tylko skąpe brązowe plamienia, ale nie zniknęły całkowicie :/ Ciekawe kiedy to minie? Ogólnie zauważyłam u siebie (pewnie tak ma być), że podczas karmienia piersią w szpitalu dosłownie miałam powódź i wtedy czułam bolesne obkurczanie macicy.
Na koniec napiszę, że spodziewałam się większych "wylewów", nie jest źle :P

2.Obkurczanie macicy-  wiem, że macica obkurcza się przez cały czas trwania połogu, ja to odczuwałam przez dwa dni po cesarce i to był największy ból, który pamiętam. Nawet mnie tak rana nie bolała jak ta macica. Chyba bym nie dała rady urodzić naturalnie skoro ten ból tak źle wspominam :P W domu pewnie dlatego, że nie karmiłam piersią w ogóle tych skurczy nie czułam.

3. Rana po cięciu- nie wiem jak to jest po porodzie SN, ale po CC ból odczuwałam już wtedy, kiedy znieczulenie mnie puszczało, czyli po jakiś 5 godzinach. Położna co chwile pytała czy mnie zaczyna boleć, a jak odpowiedziałam twierdząco to momentalnie dostałam kroplówkę ze środkami przeciwbólowymi i było znośnie. Gorzej było na drugi dzień jak kroplówki się skończyły i zaczęło się branie tylko paracetamolu. Pionizacja przy pomocy położnej odbyła się po 6 godzinach od cięcia i było ciężko, z trudnością się prostowałam a prysznic wspominam jak przez mgłę. Do tego totalne osłabienie organizmu. Ból rany to pikuś w porównaniu do bólu mięśni przy podnoszeniu się z łóżka do dziecka, chwała tym którzy wymyślili urządzenie do regulowania jego wysokości :) Mięśnie bolały mnie dosyć długo, pamiętam, że w domu spałam na półsiedząco na stosie poduszek, żeby łatwiej wstać do Kuby w nocy. Ze dwa tygodnie to trwało, teraz czasami lekko poboli, ale mogę już spać na brzuchu, za czym niesamowicie tęskniłam ;D W siódmej dobie ściągnięto mi szwy :)
Co do pielęgnacji rany- dostałam zalecenie, żeby nic z nią nie robić, ani nie smarować, normalnie moczyć, ładnie się zagoiła i teraz mam taką czerwoną krechę tylko ;)

4.Gazy i wypróżnienie- oj, długo bałam się iść do toalety :P A to co się działo z moimi jelitami to jak odgłosy chodzącego traktora :D W końcu na trzeci dzień się odważyłam i nie było tak źle. Przez dietę lekkostrawną nie musiałam się spinać i cięcie tak nie bolało. Bardziej dokuczały mi gazy, które się we mnie nagromadziły, co chwile musiałam odwiedzać toaletę, żeby się ich pozbyć :p Ogólnie niekomfortowe są te "odczucia jelitowe" po porodzie. W domu mimo, że nie karmiłam piersią też się długo pilnowałam z jedzeniem, żeby mnie nie "przytkało" :P Ciekawe jak jest po naturalnym? :)

5.Ciemna linia i rozstępy- wyczytałam gdzieś, że znika ona kilka dni po porodzie. Młody skończył już miesiąc a ja dalej mam ciemną krechę od żeber  aż po same spojenie łonowe. Ciekawe kiedy zniknie? Co do rozstępów to mam kilka wokół pępka, na samym brzuchu nie. Za to piersi mam zorane jak nie wiem, dobrze, że się nie chodzi po ulicy bez stanika, a faceci i tak na rozstępy nie zwracają uwagi :P Poza tym zdecydowałam się na dziecko, wiedziałam jakie zniszczenie niesie ciąża, więc czy chcę czy nie chcę muszę się pogodzić z faktem, że nie będę taka jędrna jak kiedyś:P Jak nie polubię siebie po porodzie to za jakiś czas wyląduję u psychiatry i psychologa, szkoda mi czasu na głupoty ;D

6. Cycorki ;)- nie karmię, więc większych zmian oprócz rozstępów nie zauważyłam :) Nie obwisły, nie bolą, jest dobrze:) W 4. dobie miałam nawał mleczny, aż kapało ze mnie, bez laktatora ani rusz, po3 tyg. wzgardzenia przez mojego Syna moją mleczarnią (oj jeszcze będzie się uganiał za kobiecymi piersiami jak dorośnie :P jego strata :D) pokarm zanikł i teraz choćbym nie wiem jak gniotła nic nie wycieknie ;) Na początku bolały brodawki i sutki, wysychały, musiałam smarować cały czas natłuszczającymi maściami. Oj, z piersiami to jest zabawa, oprócz pielęgnacji trzeba jeszcze uważać, żeby nie zaziębić, bo podobno jak się zrobi zapalenie to ból jest okropny. Dlatego teraz z perspektywy czasu cieszę się, że mam jeden obowiązek z głowy, nie muszę się pilnować z jedzeniem, z pielęgnacją i nie muszę się bać, że mnie zawieje:) Spróbuję ponownie karmić przy drugim dziecku, bo podobno to takie cudowne uczucie i taka się więź wywiązuje między matką a dzieckiem. Mi tam wystarczy jak mnie Maniutek trzyma za palec jak wcina butlę i jak patrzy na mnie tymi swoimi ślepkami pięknymi- też jest więź, a co! ;)

7. Hormony- żaden baby blues mnie nie dopadł, kocham swojego pierworodnego odkąd dowiedziałam się, że jako plemnik osiągnął swój cel i ujawnił się w postaci dwóch  kresek na teście ciążowym :P Jeszcze jak do tego okazało się, że jest zdrowy to już pełnia szczęścia u mnie :) Spełniam się jako mama i jest mi z tym dobrze :) Fakt faktem, jak byłam w szpitalu to odczuwałam te hormony, bo jak się dowiedziałam, że Młody nie przybiera na wadze i nie chciano mi pokazać jak to wygląda w zapisie na jego karcie to najpierw opierd... położną, a potem się rozpłakałam :) Ale za to miałam pełny wgląd do wyników badań Kubusia no i położna była milsza :P Gwoli podsumowania: hormony we mnie nie szalały zbytnio ;D

Jeszcze jako dodatek napiszę o tym co może się dziać po cesarce. Koleżanki narzekały na okropny ból głowy, mnie na szczęście znośnie bolało (bez tabletek się "obejszło":P) no i faktycznie czuje się kręgosłup, jak synka trochę ponoszę to po bólu wiem gdzie mnie kłuto :) Ale wszystko jest do zniesienia :)

To tyle na dziś, bo rozpisałam się jak cholera :P
Buziole
PS. Nie sprawdzam nawet czy są błędy, wybaczcie:*
I jeszcze jedno zapytanie do Mam: zauważyłam u Kubusia pod paszkami i na szyjce lekkie odparzenia (a tak pilnowałam!)Czy macie jakieś pomysły czym to smarować? Do pupy stosuję Alantan, mam tez Sudocrem- czy mogę którymś z tych??

sobota, 8 grudnia 2012

Blokada

Nie wiem co mi strzeliło do głowy, żeby odblokować bloga. Dużo się dzieje teraz w moim życiu, dlatego postanowiłam raz na zawsze ponownie go zablokować. Grono zaufanych osób jako czytelników w zupełności mi wystarczy, nie piszę pod publikę. Wczoraj między nami a teściami wydarzyło się coś co zmieniło wszystko! Mam nadzieję, że K. będzie konsekwentny w tym co wczoraj powiedział, bo ja jestem zdecydowana już od dawna!! Opiszę wszystko już na zablokowanym blogu. Kolejny powód mojej decyzji to Kubulek, chcę zamieszczać zdjęcia Maluszka i swoje też, a nie chcę żeby KAŻDY miał do nich dostęp.
Mam nadzieję, że zrozumiecie, bo mądre dziewczynki jesteście :*
Proszę w komentarzach o maile do wysłania zaproszenia- rozważę :)
Ciumkam

czwartek, 6 grudnia 2012

Ech...

Stało się to, co prędzej czy później musiało nastąpić. Nie odzywam się z teściową już drugi dzień. Mijamy się w kuchni jak obcy sobie ludzie, głupio pisać, ale mi to jest "na rękę". Kilka dni temu już miałam Wam oznajmić, że jestem w ciężkim szoku, że nasze relacje są poprawne, a tu masz babo placek! Pochrzaniło się. Na początku nie robiłam jej przeszkód, żeby zajmowała się Młodym, ale jak dałam przysłowiowy palec to chciała całą rękę. Nawet specjalnie wychodziłam z pokoju, żeby nie czuła się pod kontrolą jak była z dzieckiem, często też jechaliśmy z K. na zakupy czy też do kościoła w niedzielę, zostawiając Kubę pod jej opieką. Ale wkurzyła mnie tym, że jak ją o coś prosiłam to i tak robiła swoje, więc się zaczęłam buntować. Mam swoje zasady i metody wychowawcze, które chcę wprowadzić od początku życia Kubusia, żeby się nauczył. Synek konsekwentnie śpi w nocy w łóżeczku, a nie z nami, pije wodę przegotowaną NIESŁODZONĄ, bo tak mi poradziła położna i nie jest uczony noszenia na rękach, wolę raczej położyć go na łóżku i stymulować jego rozwój mówiąc do niego i pokazując mu grające przytulanki niż jak ja to określam "choptać" go aż mu głowa skacze. A teściowa tego nie rozumie, niby zachowuje pozory, że go nie nosi, ale ostatnio jak była u mnie ciocia to śmiała się do niej, że ja jej nie każe go brać na ręce, a ona i tak to robi, czym mnie tak zdenerwowała, że szok. Jak już poczuła się swobodnie w temacie opieki nad Kubą, zaczęła swoje, żebym posłodziła mu tę wodę do picia i że byłoby mi łatwiej jakbym go układała do snu w wózku itp. A ja i tak to olałam, MOJE dziecko :D No i się porobiło, w sumie z mojej winy, przyznaję, bo dwa dni temu wieczorem (w sumie po 23 było) Kubuś zaczął strasznie płakać, żadne metody uspokajania go nie skutkowały, więc poleciłam K. zrobienie mu herbatki na brzuszek, tak profilaktycznie (chociaż jako tako kolek nie ma!). No i tak uspokajamy go pół godziny, godzinę, gdzie już prawie śpi, ale coś go co chwilę wybudza, my śpiący, Kuba śpiący, więc ogólne zdenerwowanie i bezradność "wisiały" w powietrzu, a tu wpada do pokoju teściowa z pytaniem co mu jest? Na co ja już rozdrażniona całą tą sytuacją odparłam trochę chamsko, że trzeba by się Kubusia zapytać, bo my nie wiemy. Jak ją to rozsierdziło, rzuciła kontrę, że nawet zapytać się nie można i wyszła z pokoju- od tej pory się nie odzywa :) Trudno, płakać nie będę.
Niech sobie nie myśli, że będzie cały czas z Kubą siedzieć, moja mama go prawie wcale nie widuje, bo mieszka kawałek drogi od nas i jakoś musi się z tym godzić (chociaż z żalem!!). Z resztą takie dziecko to tylko je, śpi a jego aktywność to max ze 3-5 godz. dziennie co ja chcę wykorzystać na kontakt z nim a nie podrzucać go komuś innemu. Ech, ciężko komukolwiek dogodzić.
Nie oczekuję od Was pocieszenia, współczucia, chciałam się po prostu wyżalić. Wiem, że zachowuję się irracjonalnie odseparowując się z dzieckiem od innych, ale myślę, że to normalne. Jak taka matka-kwoka ;)
W sumie się jeszcze nim nie nacieszyłam :) A jak do tego wchodzi ktoś z butami do moich metod wychowawczych to... grrrrr!!! A na początku mówiłam, że jak będę się chciała czegoś dowiedzieć to zapytam albo jak będę potrzebowała pomocy to poproszę :) Jak grochem o ścianę!