środa, 31 października 2012

No i po zimie, przynajmniej na razie :) Śnieg stopniał, mąż poszedł do pracy, a ja znowu sama. No nie tak całkiem sama, bo z rozciągającym się Kubą w brzuchu. Już nie wiem czy mam się śmiać czy płakać, ponieważ moje dziecko ewidentnie chce mnie skrzywdzić :P Główką uciska mi żołądek, aż mi się niedobrze czasami robi, a nóżkami kopie po pęcherzu, a uczucie jakie temu towarzyszy to jak wbijanie szpilek. W dodatku nie zgadza się na to bym przytuliła się do jego Taty, jak opieram głowę na klacie K. co jest jednoznaczne z leżeniem na prawym boku daje czadu, że nie da się wyleżeć, a jak przekręcam się na lewy  to znowu wypycha mi nóżkę/rączkę po lewej stronie tuż pod żebrem, że aż widać gołym okiem wybrzuszenie. Tak mu źle i tak niewygodnie ;) Toleruje tylko leżenie na wznak, ale znowu ja nie mogę, bo ciężko mi się wtedy oddycha :( Mój Syn najbardziej lubi jak leżę na plecach a K. trzyma ciepłą, dużą, męską dłoń na brzuchu, wtedy momentalnie się uspokaja, ale jak już wspomniałam mam trudności z oddychaniem w tej pozycji. Wczoraj to wierciłam się w łóżku chyba z godzinę zanim zasnęłam tak Młody wariował, a z nim mój mąż, któremu też po chwili znudziło się tolerowanie mojej nadaktywności :P Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak Maleństwo mnie tak zmaltretuje to poźniej przez pół dnia chodzę cała obolała, boli mnie kręgosłup i podbrzusze- tak jak dzisiaj. A zobowiązałam się upiec sernik z brzoskwiniami, jakoś zagniotę te kruche ciasto, najwyżej będę to robic z przerwami. Dam radę ;)
Ta notka może jest nudnawa, ale nic się u mnie nie dzieje ciekawego. Dni uciekają bardzo szybko i do godziny zero już naprawdę niewiele zostało. Boję się trochę, ale nie pierwsza i nie ostatnia przez to przechodzę, czasami nawet przelatują mi przez głowę czarne myśli, że coś mi się stanie podczas zabiegu albo z Kubusiem będzie coś nie tak, że nie przeżyję CC, bo dadzą mi jakiś specyfik, na który będę uczulona. No mówię Wam-kosmos :D Ale chyba każdy tak ma jak czeka na coś szczególnego.
Będzie dobrze i w poniedziałek pewnie się zamelduję na blogu, że wróciłam i że mam cudownego Syna ;)
Póki co do eksmisji zostało mu jeszcze 9 dni ;D

 Dobra, lecę piec tego serniczka ;)
PS. Ha!Jest i pierwsza obrończyni/obrońca mojej teściowej ;) Ale jak już pisałam w komentarzu, prosiłam bym o komentowanie w miarę aktualnych postów a nie tych, które pisałam prawie 8 miesięcy temu ;) Dużo rzeczy się zmienia, jedne na plus inne na minus....Mimo krytyki witam serdecznie ;)

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 29 października 2012

No i jest, pierwszy śnieg! Czy siedzę przy oknie z nosem przyklejonym do szyby?? Hmm... Nie powiedziałabym. Może część z Was od teraz trochę mniej mnie będzie lubić, ale musze napisać, że nienawidzę zimy i śniegu, bo najzwyczajniej w świecie wtedy marznę!!!!!!!! Toleruję śnieżek jedynie w okolicach Świąt Bożego Narodzenia ze względu na klimat, ale dłużej go nie chcę! Uwielbiam za to słoneczko, które nastraja mnie pozytywnie, jak go nie ma to gasnę. No, ale z drugiej strony cieszę się, że żyję w takim klimacie a nie innym, przynajmniej mamy 4 pory roku, każda ma swój urok i szanuję to, że niektórzy przeciwnie niż ja, nie lubią jak jest gorąco, a uwielbiają zimowe krajobrazy. Na tym poprzestanę :)

Wczoraj miałam stracha, bo ok. 22 godziny moje ciśnienie osiągnęło pułap, przy którym p. Doktor kazała być czujnym. No, ale był to czas kiedy miałam zażyć tabletkę, więc stwierdziliśmy z K., że po godzinie powtórzymy pomiar, no i faktycznie tabletka zadziałała i ciśnienie znacznie się obniżyło. Jak rozkurczowe mam powyżej 90 to już jest obawa z naszej, a szczególnie z K. strony. Zauważyłam, że odkąd zaszłam w ciążę mąż strasznie się zmienił i to na plus. Jest kochany i baaardzo się o nas troszczy, a z tym ciśnieniem to on mnie pilnuje i nawet z pracy wysyła sms jaki jest wynik pomiaru, czym mnie rozczula. Widzę, że tak jak ja przeżywa to, że będziemy mieć dziecko i bardzo się wszystkim przejmuje :) Cieszy się zakupem wózka, łóżeczka i innych rzeczy dla Maleństwa. Jestem w pozytywnym szoku :) Tyle nowych "rzeczy" w nim odkryłam przez te dziewięć miesięcy. Jest moją opoką i ostoją.

I na koniec, bardzo się cieszę, że ujawniły się nowe osoby na blogu. Dziękuję za komentarze, które są dla mnie niezwykle cenne :) Jesteście wszystkie dla mnie wsparciem i myślę, że niejednokrotnie udam się do Was po rady, szczególnie co do opieki nad dzieckiem, gdzie większość z Was ma już pewne doświadczenia :*  A bezdzietnym jeszcze blogowiczkom będę się żalić odnośnie teściówki :P
Pa:*

piątek, 26 października 2012

Wielki dzień już niedługo :)

Jestem, chociaż ciśnienie na wizycie było porażające- 160/107!!!!! Ale pokazałam Pani Doktor moją domową książeczkę pomiaru ciśnienia, gdzie zapisuję wyniki tak jak w szpitalu po 6, 14 i 22 i jakoś ją udobruchałam na tyle, że kazała mi  zgłosić się na Izbę Przyjęć tylko wtedy, jeżeli w domu będę mieć skoki powyżej 145/95:) No i brać Dopegyt tak jak dotychczas, czyli trzy razy dziennie, a wtedy nic się nie powinno dziać :) Jeszcze do tego mam dużo leżeć, unikać stresu (dobrze mówić, mieszkając z taką teściową się po prostu nie da!!!) i odżywiać się bez soli. Niestety dowiedziałam się do czego niebezpiecznego może doprowadzić to nadciśnienie, jeśli nie będę tego kontrolować :/ Może mi się odkleić łożysko i jak to określiła Pani Doktor całe 9 miesięcy szlag trafić! Dlatego tak ważne są te pomiary. Oczywiście mnie zbadała, wszystko jest w porządku, szyjka zamknięta, rozwarcia nie ma, Dzidziuś leży dalej pośladkowo stąd ani mowy o porodzie naturalnym, łożysko dojrzewające (nie zapytałam się cóż to oznacza). Generalnie, była zadowolona, zrobiła mi posiew (GBS) i dobrze, że wspomniała, że mogę po tym krwawić, bo od wczoraj mam brązowe plamienia, na szczęście nie jest tego dużo, ale przynajmniej nie mam powodu do paniki, bo wiem, że tak ma być.

I na koniec wiadomość!!! Miałam Wam nie wspominać i zrobić w odpowiednim czasie "niespodziewankę", ale nie mogę się powstrzymać :D Nasz Kubulek przyjdzie na świat 09.11.2012 roku w godzinach przedpołudniowych ;D Chyba, że wywinie numer i zechce niespodziewanie wyjść wcześniej, ale gdyby jednak mu się nie spieszyło to wtedy mam ustalone cesarskie cięcie.Niesamowicie się cieszę, a zarazem boję tych pierwszych dni po cięciu. No, ale kiedyś to musi nastąpić ;) Trzeba myśleć pozytywnie i cieszyć się z tego, że wreszcie poznam mojego tajemniczego lokatora :) Szkoda tylko, że nie mamy możliwości zaszycia się całą naszą trójką w swoim domu i cieszyć się tym wielkim szczęściem! Będziemy musieli znosić komentarze teściowej, mam tylko nadzieję, że nie będzie chciała uczestniczyć w wieczornym rytualne kąpania i da nam wolną rękę od samego początku. Bo jak nie to.....wrrrrr!!! Pokażę pazurki :P

Miłego dnia :*

czwartek, 25 października 2012

Wizyta

Dziewczyny!! Za godzinę mam wizytę u gin. Proszę Was, trzymajcie kciuki za moje ciśnienie, żebym nie została znowu w szpitalu!!Odezwę się jak wrócę :*

poniedziałek, 22 października 2012

Relacja z pobytu w szpitalu

Jestem, żyję i mam się dobrze :) Ale do rzeczy. Tak jak pisałam na wizycie u mojej pani gin. ciśnieniomierz pokazał mi pomiar 170/80 więc nie było wyjścia, musiałam pokornie schylić głowę i poczłapać ze smutną miną na oddział ginekologii. Miała to być dwu- lub trzydniowa obserwacja a zrobiła się aż tygodniowa. Dostałam zastrzyki na przyspieszenie rozwoju płuc u Maleństwa, które cholernie bolały i tabletki na obniżenie ciśnienia. I sobie wczasowałam :) Leżałam na dwuosobowej sali z plazmą na ścianie, do której nie trzeba było wrzucać pieniążków żeby oglądnąć ulubiony serial czy wiadomości :P Do tego w każdej sali była łazienka z prysznicem i ogólnie czułam się jak w domu a nie jak w szpitalu :) Teraz z perspektywy czasu nawet cieszę się, że spędziłam tam kilka dni, bo przynajmniej poznałam jak to wszystko wygląda "od kuchni", co mi się przyda przy porodzie, a co mi zapewniają. Przez moją salę przewinęło się kilka rodzących, więc miałam tę "przyjemność" uczestniczenia w tych pierwszych skurczach, dopóki dana osoba nie została przewieziona piętro wyżej na porodówkę. I napiszęWam, że trochę się przeraziłam, bo często zdarzało się tak, że akcja porodowa jeszcze się tak na prawdę nie zaczęła, a dziewczyny już miały dość bólu, całe w kroplach potu. Okropnie im współczułam i w tych chwilach cieszyłam się, że prawdopodobnie będę mieć CC :)  Wiem, że poród siłami natury jest lepszy, no ale...przeraża mnie jednak ten ból. Podczas pobytu na ginekologii miałam porobione różniaste badania, które wyszły idealne i nawet EKG przez to ciśnienie. USG pokazało, że z Synusiem wszystko w porządku, ważył 2520 g i był odpowiednio rozwnięty na swój 34 tydzień istnienia :) Nie musiałam leżeć w łóżku, więc zawierałam nowe znajomości i napiszę Wam, że moje nadciśnienie w porównaniu do problemów niektórych dziewczyn to pikuś. Leżały tam "ciężaróweczki", które w połowie ciąży miały już skróconą szyjkę macicy do 16 mm i groził im przedwczesny poród, była też dziewczyna mająca za mało wód płodowych i kobieta z bliźniętami (21 tydz. ciąży), która miała już miekką szyjkę i skurcze. Ja w porównaniu do nich to faktycznie byłam tam "na wakacjach", musiałam tylko mierzyć 3 razy dziennie ciśnienie i łykać tabletki na jego obniżenie- wtedy wszystko było OK. Krew i mocz jak to określił ordynator- rewelacyjne!! Dlatego w sumie trochę się dziwię, że tak długo mnie trzymali, ale widocznie bali się o te skoki ciśnienia. W ten czwartek też mam wizytę, tym razem kontrolną u mojej Pani gin. i zobaczymy co mi powie, jeśli się znowu nie będę odzywać to pewnie będzie "powtórka z rozrywki". Nasz Maniutek dalej leży pośladkowo, więc dalej CC jest realne, może porozmawiamy o jakimś konkretnym terminie?? Moja gin. ma dyżury na porodówce w piątki, to może wtedy? Wszystkiego się dowiem w czwartek.

Jest jeden plus tej mojej tygodniowej nieobecności. Narobiły mi się zaległości na blogach i czeka mnie dłuższa lektura, co mnie ogromnie cieszy!!! :D A i Aguś, cudownie, że wróciłaś :* :* Tęskniłam!!
A teraz całuję i lecę :*

wtorek, 9 października 2012

Tak dla przypomnienia: za dwa dni (w czwartek) mam wizytę i prawdopodobnie zostanę na kilka dni w szpitalu, dlatego moje hipotetyczne nieodzywanie się nie jest równoznaczne z tym, że urodziłam :) Mam nadzieję jednak, że wrócę, chociaż K. obstawia, że nie :P Cholerny syndrom "białego fartucha"!!! wrrrr... Pewnie znowu pokaże mi ciśnienie 160/110 a ostatnio moja gin postraszyła mnie, że w takiej sytuacji na bank mnie położy na obserwacji. Ech! Co ma być to będzie, muszę myśleć tak jak mąż, że wszystko dla dobra dziecka :) W końcu ono jest tu najważniejsze :) W piątek zacznę też 35 tydzień, więc z drugiej strony wszystko się może zdarzyć, ale na poród jest zdecydowanie za wcześnie, na CC chyba też ;)
Druga sprawa.. Już tak wybiegam w przyszłość i ostatnio po nasłuchaniu się i naczytaniu o obawach kobiet przed kolejną ciążą w niedługim czasie po porodzie i w związku z tym podchodzenie do seksu ze wstrętem i ze strachem, zastanawiam się nad antykoncepcją już po. Pewnie będzie to "gumeczka", ale tak mnie korci żeby na wizycie kontrolnej po połogu zapytać o to p. Doktor, trochę się boję bo niektórzy lekarze są wrogo nastawieni do tabletek, ale może mnie nie wygoni z gabinetu. Ja zdecydowanie należę do tych strachliwych osób i boję się, że przez moje lęki będzie cierpiał K., no bo logiczne jest, że od razu nie będziemy planować drugiego Dzieciątka, trzeba najpierw Kubusia wypieścić i na niego przelać te wielkie pokłady naszej miłości ;) Czytałam, że są tabletki dla matek karmiących, całkowicie nieszkodliwe dla dziecka i cały czas mi to po głowie chodzi. Nie wiem co robić....

I tak na koniec: torba do szpitala już niemal spakowana, brakuje mi jeszcze majtek siateczkowych i nowych kapci :) Jestem już PRAWIE spokojna o ewentualny, niespodziewany wyjazd do szpitala :)

Miłego dnia wszystkim :*

poniedziałek, 8 października 2012

Dzisiaj Kubulek jest nadzwyczaj aktywny. Czasami mam wrażenie jakby mi chciał przez pępek z brzucha wyskoczyć ;P A momentami to jego wiercipięctwo jest po prostu bolesne... Ale z drugiej strony gdyby się nie ruszał to bym się z kolei martwiła, że coś jest nie tak. Z dwojga złego wolę jednak to jego katowanie moich kiszek :)
Mam doła, jak zwykle z jednego powodu: marzę o oddzielnym mieszkaniu!!! Ostatnio tak siedliśmy z K. wieczorem na zewnątrz i planowaliśmy jak to będzie jak się już odseparujemy od rodziców. Jacy będziemy wtedy szczęśliwi :) I z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa napiszę, że już nic więcej nie będę od życia chcieć (oprócz zdrowych dzieci), obiecuję!!! Żeby tylko się ziściło to moje marzenie i  tyle....Myśleliśmy o kredycie "Rodzina na swoim" ale ja mam dochody tylko do kwietnia więc żaden bank nam nie udzieli pożyczki. Wybaczcie, że tak ciągle o tym truję, ale po prostu nie potrafię być szczęśliwa dzieląc się codziennym życiem z teściową. Codziennie słyszę jej narzekanie, codziennie rano po 6 mnie budzi swoim "niestaraniem się żeby było cicho" i ten jej wieczny pesymizm. Ostatnio nawet nasza sąsiadka, fajna babka po 40, bardzo wyluzowana powiedziała jej wprost, że powinna iść do psychologa :D Myślałam, że padnę jak to usłyszałam :P A wynikło to podczas rozmowy, kiedy to teściówka zaczęła narzekać co to będzie jak dziecko się urodzi i oczywiście milion "czarnych myśli" a L. jej na to, że jak to co? :"Będziesz babcią i będziesz bawić", a teściowa coś tam swojego jak zwykle dodała i L. jej dowaliła z tym psychologiem ;D Na co "moja kochana mamusia", że ona się martwi o mnie, że K. strasznie przeżywa, że zostanie ojcem, a mnie nerwa wzięła i odparowałam, że jej nerwy mi nie pomogą i potrzebuję spokoju i wyciszenia a nie paniki dookoła, bo to ja jestem w tej najgorszej sytuacji przecież. No i się zamknęła w końcu. Dziwna jest i wiem, że chociaż nie wiem jak bym się starała to się nie dogadamy, bo to wszystko zależy od nastawienia, a wiem jakie ona ma podejście do tego wszystkiego. Dzisiaj rano słyszałam jak mówiła do teścia, że ja nie robię prania, a taka jest ładna pogoda, wieje wiatr i świeci słońce. No i znowu wkrw, bo co ja mam skakać koło niej i wykonywać jej polecenia?? Fakt, mam pościel do odświżenia i trochę brudnych rzeczy w koszu, ale to chyba moja sprawa kiedy je upiorę, a pogoda która według niej była wymarzona do prania diametralnie się zmieniła i spadł deszcz, no teraz jest znośnie, ale i tak by mi zmoczyło rzeczy na sznurkach. A ja sobie "luknęłam" na pogodę i obczaiłam, że jutro ma być słonecznie i cieplej niż dziś, więc to chyba nie zrobi różnicy, że dzień później nastawię pralkę. Nie mam 5 lat i nie dam się prowadzić za rączkę, co to to nie!!!
Codziennie są takie komentarze, ciche skargi do teścia, ciągłe narzekania na nas (tak, na K. też!) tej kobiecie to chyba tylko służąca by dogodziła :( A ja nie poddam się jej manipulacji. Pocierpię jeszcze trochę, posłucham jej uwag i się wyprowadzę na swoje, a wtedy nie będę tak milczeć jak teraz.
I tak na koniec, (nasze przemyślenia z K.) uczestnicząc w tym kołowrotku życia napędzanym przez jego mamę nawet nie mamy siły się cieszyć z narodzin naszego ukochanego Dziecka, a kochamy go oboje bardzo mocno!! I to jest w tym wszystkim najgorsze ;( Synuś będziesz, a właściwie już jesteś "oczkiem w głowie" swoich rodziców i obiecuję Ci, że stworzymy Ci najlepsze warunki, żebyś był szczęśliwym dzieckiem :) A w razie czego to masz drugą Babcię, która wręcz nie może się doczekać kiedy Cię pozna :)
Amen.

czwartek, 4 października 2012

Kawa+Princessa- dziwne śniadanie, ale nic na to nie poradzę- taki mam kaprys :P I nadziwić się nie mogę, że jeszcze parę miesięcy temu słodycze dla mnie mogły nie istnieć. Nie jadałam ich, bo nie lubiłam- zamulały mnie, a dziś dzień bez czegoś słodkiego to dzień stracony, a jak idziemy na zakupy to zawsze biorę po 3 wafelki (najbardziej podchodzą mi Grześki toffi) :D Mam jednak nadzieję, że jak urodzę to mi ta chcica przejdzie, wolę życie bez zbędnych kalorii ;) Na szczęście od początku ciąży przytyłam tylko 6 kg, więc nie jest źle, mogę słodkie jeść :) Oprócz tego polubiłam też zielone oliwki, a szczerze ich nie znosiłam ;) Dziwne to wszystko :P
Niestety dalej nie mogę chodzić, coś uparte to moje Dziecię, nie chce się przekręcić tylko leży mi taki Klocuszek na dole macicy. A mam jeszcze tyle do zrobienia i tyle do kupienia, a tu ciężko się ruszyć :/ Do wizyty równy tydzień, jakoś wytrzymam :) Grunt, że dałam radę doczołgać się do Ośrodka Zdrowia i zrobić sobie badania- jutro wyniki. A i szanowny Małżonek zawiózł mnie wczoraj do biblioteki po nowe książki ;) Zaopatrzyłam się w 7 okazów, tak że utrę nosa memu Żuczkowi i skoro nie pozwala mi się przemieszczać to będę leżeć i obżerać się słodkim, zaczytując się w wypożyczonych książkach, a co! :) I będzie miał grubą matkę, ha!! ;D Chyba, że dojdziemy do porozumienia i odpuści  to naciskanie na wnęrzności me to wtedy ja też ograniczę słodkie, co by kilogramów nie przybyło za wiele. Tak, że Synu Twój wybór!!!! :)
Kochane moje, już któryś raz z kolei próbuje dodać jakieś zdjęcie mojego brzucholka, ale niestety szybkość mojego neta jest porażająca i po prostu się nie da, wybaczcie;( Jestem wściekła, bo płacimy niemało a tu dupa!!! :/
No nic i tak życzę Wam miłego dnia :*

wtorek, 2 października 2012

Bóle, bóle

Od kilku dni miewam dziwne bóle podbrzusza, kręgosłupa i takie dziwne kłucia i ciągnięcia w pochwie/kroczu. Trochę mnie to niepokoi, ale z drugiej strony organizm przygotowuje się przecież do godziny zero, więc sobie tłumaczę, że powinno tak boleć. Jak się położę to jest OK, a jak pochodzę to właśnie mnie kłuje "tam w środku" :( Biorę no-spę i magnez i jakoś muszę wytrwać do przyszłego czwartku, bo wtedy mam wizytę i się dokładnie dopytam czy ma tak boleć. W nocy całkiem dobrze śpię i nie wstaję sikać, tak to bym się męczyła jakby coś się działo. Może to wynika z tego, że Mały uparciuch nadal leży pośladkowo i mi naciska na macicę, nie wiem. Póki się nie morduję z tym bólem to nigdzie się nie wybieram,wszakże mam jeszcze 1,5 miesiąca luzu, jeszcze się zdążę nacieszyć Synusiem, niech sobie siedzi w ciepełku do końca listopada- mamy czas ;)
Koszule do szpitala (te z allegro) dostałam i jestem z nich jak najbardziej zadowolona, cycki schowane a w razie czego można dyskretnie wyjąć i nakarmić Gadzinkę ;) Chyba się jeszcze skuszę na dwie: niebieską i czerwoną, czy do karmienia czy o tak do spania się przydadzą, a cena kusząca ;) A Małżonkowi się podobają, więc czemu nie? Z kolei szlafrok był za duży, odesłałam go i czekam na mniejszy rozmiar:)
Jutro wybieram się też na badania, muszę zanieść mocz i pobrac krew w kierunku żółtaczki zakaźnej typu B. Zobaczymy co z tego wyniknie.
A teraz uciekam, bo śpiąca jestem,