Witam Was po długiej nieobecności. Hmm.. od czego by tu zacząć
Staż. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo będzie mi się podobać. Serio :) Mam cudowna Panią, z którą pracuję w przedszkolu, świetnie się dogadujemy, nie wymaga nic ode mnie, kiedy chcę to prowadzę zajęcia i nie jestem z nich oceniana- no po prostu uwielbiam ją!!!! :) Siedzimy, pijemy kawkę, rozmawiamy o życiu, o bieżących sprawach domowych i generalnie atmosfera pracy sprawia, że aż chce się przychodzić i nie przeraża aż tak bardzo ta 27ka dzieciaków :P Chociaż co by nie było tak kolorowo- czasami z dyscypliną bywa ciężko- zachowanie dzieci zależy od pogody czy jak?? :P Pani Ela twierdzi, że tak :D Szkoda będzie odejść, oj szkoda... Teraz to szczególnie mamy luz, bo nasze przedszkole nawiedziła ospa i z 27 przychodzi 9-10 przedszkolaków, a my rozkoszujemy się błogą, względną ciszą ;) Komfort pracy jak się patrzy. Rozdałyśmy wierszyki na zakończenie roku szkolnego, ale z tego co obserwujemy to przez to choróbsko chyba same wyjdziemy na środek i będziemy się produkować :P Podsumowując, gdyby kiedykolwiek zaproponowali mi tam pracę, zostałabym z pocałowaniem ręki.
Dom. Mieszkam tu, bo muszę, a nie, bo chcę-tak było jest i będzie, to nie ulegnie zmianie. Teściowej nie mam nic do zarzucenia, Kuba chodzi czysty, zadbany, nakarmiony i przebrany- a to dla mnie najważniejsze. Relacje między nami są takie jak zawsze, więc nie jestem zaskoczona. Denerwuje mnie jedynie fakt, że czasami przy ludziach moja teściowa zachowuje się jakby wszystkie "rozumy pozjadała" i znała moje dziecko lepiej niż ja sama. Zostaje z nim te 6 godzin dziennie, ale bez przesady to nie upoważnia jej do wtrącania się w to jak ja wychowuję moje dziecko (jak je ubieram, jak karmię itd.) Ona najchętniej nakarmiłaby go smażonym kotletem schabowym albo kiełbasą zwyczajną, a według mnie półtoraroczne dziecko ma jeszcze na takie jedzenie czas. Ale obiecałam sobie, że skoro zostaje mi z Kubą to nie będę dla niej niemiła i zwracam jej uwagę jedynie wtedy jak już mnie wyprowadza z równowagi swoimi teoriami. Tak to "trzęsie mnie w środku", ale siedzę cicho :)) I tak powinnam jej być wdzięczna, że mam z kim dziecko zostawić, więc ją oszczędzam ile mogę :P
Wkurzam się tylko, bo nikt nie zaczyna rozmowy na temat przyszłego mieszkania, remontów czy jakichkolwiek udogodnień, żeby nam się wszystkim dobrze mieszkało. To jest temat tabu i chyba teściowa myśli, że zostaniemy na starych zasadach, czyli pokój obok pokoju, wspólna kuchnia i łazienka.Przykro trochę, ale ja na pewno nie będę o tym rozmawiać, bo potem wyjdzie na to, że ich wyrzucam z domu czy zmuszam do "wywalania" pieniędzy w remont. Po co mi "gadanie po wsi". Mamy z K. na to pomysł, ale o tym później.
Kubuś. Oj, duży już z niego kawaler. Wszystko rozumie i można się już nim wyręczyć, np. przynosi o co go poproszę czy sam zje wafelka, albo przygotuje pampersa i chusteczki do zmiany. Przekochany jest. Mówi mało, bo zaledwie kilka słów typu: mama, tata, Niuniu i wskazuje na właściwe osoby, czyli mnie, K. i siebie, mówi am( jedzenie), i generalnie pokazuje jak myje brzuszek, gdzie ma poszczególne części ciała, jak je kotek, potrafi po swojemu tańczyć itp. Nocnikowanie idzie nam opornie, więc zaniechałam tej czynności na razie, przyjdzie na to jeszcze czas..Niby rozumie o "co kaman" ale gorzej z realizacją, zaraz mi wstaje z nocnika i zleje się na podłogę. Poczekam jeszcze troszkę. W sumie wrażliwy z niego chłopiec, wszystkiego się boi (szczególnie hałasu, np. quada czy traktoru, ścigacza), oddaje zabawki innym dzieciom, dzieli się jedzeniem i boję się, że w przedszkolu na tym ucierpi :p Chyba, że się "wyrobi" :P Ale K. ponoć taki sam był za dzieciaka, więc to po ojcu ma ;) Co Wam będę więcej pisać.
Oto Kubuś we własnej osobie :))
Kocham go!!
Kończę powoli, bo mi się epopeja wyprodukowała. Mam dla Was niusa, taką wisienkę na torcie.
Nie chcę zapeszać, ale mam nadzieję, że pomysł K. wypali i finansowo nam się polepszy na tyle, że ta dobudowa piętra stanie się realna i to za własne pieniądze. Mianowicie, mój mąż po 8 latach pracy w pewnej branży postanowił się usamodzielnić i założyć własną działalność. Ma wsparcie od osoby już z taką działalnością, więc liczymy na to, że w końcu powoli (bo nie od razu Kraków zbudowano) staniemy na nogi. Ja w każdym bądź razie bardzo mu kibicuję i będę z nim całym sercem, a z własnej strony mogę mu pomóc tylko wyrozumiałością co do późnych powrotów, bo na pewno nie będzie na początku łatwo.
Trzymam za niego kciuki i Was też o to proszę. W lipcu są przyjmowane wnioski w UP i od tego zaczynamy :) Do odważnych świat należy, a kto nie ryzykuje ten nie ma, najwyżej po roku czy dwóch (nie wiem jak to jest teraz z tymi dotacjami, muszę poczytać) zamknie biznes i wróci "na stare śmieci".
Tyle na dziś, buziaki.