Mam wszystkiego dosyć ;(( Moje życie to jakiś matrix. Nie powinno tak być, że człowiek źle się czuje w "swoim" domu. Każdy dzień tutaj to dzień stracony, a ja siedzę w pokoju jak jakiś więzień. Jak się domyślacie znowu mam problem z teściową, a przyczyniła się do tego sytuacja, kiedy ja myłam naczynia w kuchni i usłyszałam jak nadaje na mnie do teścia. Tym razem miała pretensje, że nie sprzątam w domu a przecież z wszystkiego też korzystam i że w dzień to się wyśpię z dzieckiem i nic nie robię! No i takie tam różne rzeczy. Jeszcze bym się tym tak nie przejęła gdyby nie fakt, że ona zupełnie nic nie robi a tylko narzeka. Popija sobie z teściem i wiecznie ma o coś pretensje. Świetnie pasuje mi tu cytat z Pisma Św., że człowiek widzi "drzazgę w oku drugiego, a w swoim belki nie widzi". Fakt, nie robię teraz w domu nic poza tym, że sprzątnę w kuchni czy od czasu do czasu ogarnę łazienkę, ale przyczyniło się do tego jej zachowanie. Dawniej jak coś zrobiłam to zawsze miała jakieś uwagi, "bo ona robi to tak i tak" a ja inaczej, K. jak kosił trawę to stała przy nim i pokazywała palcem gdzie ma kosić no i się wkurwiłam, bo skoro robię coś JA to chcę to robić po swojemu. Był szereg takich sytuacji, gdzie coś jej nie pasowało, np:
- ja smażę na oleju, a ona na smalcu i wielce wychwalała, że tak jest smaczniej (kwestia smaku),
- u nas w domu koktajle zawsze robiło się na śmietanie, ona skrytykowała jak tak zrobiłam, bo na maślance jest smaczniejszy ( no to kur... nie pij jak CI nie pasuje)
- miała zastrzeżenia, że wiruję pranie na 800 a nie na 700 jak ona,
- w domu piekę tylko ja (teściowa od wielkiego dzwonu jak zapowiedzą się goście, a nie ma śmiałości mnie o to poprosić- czyi raz, dwa razy na rok) i potrafiła powiedzieć, że masę robi się na maśle, a nie na margarynie tak jak ja to zrobiłam.
No było mnóstwo takich sytuacji, aż w końcu stwierdziłam, że mam wszystko w du.... i skoro robię coś źle to wcale nie będę nic robić. I od tamtej pory mam wyjebane na wszystko, robię tylko to co muszę w koło siebie. Już mam tak zszargane nerwy, że jak mam wyjść z pokoju to mnie "trzęsie". Przed chwilą był u nas listonosz i przyniósł mi dwie paczuszki z allegro i list z Urzędu Gminy odnośnie budowy, teściowa mnie zawołała, bo miałam podpisać odbiór i normalnie nie wiem dlaczego ale mnie roztrzęsło :( A szczególnie jak zabrała mi Kubę, bo weszłam do kuchni z nim na rekach (nienawidzę jak ona go dotyka), podpisałam drżącymi rękami, listonosz poszedł a ja wzięłam jej z rąk syna z wymówką, że idę go położyć spać :( Teraz powoli mnie puszcza, ale dalej jakoś tak dziwnie się czuję. No obłęd- jak można tak reagować na własną teściową?? Niestety, organizmu nie oszukam i choćbym chciała się odciąć psychicznie, nie dam rady. Działa na mnie destrukcyjnie. Jest godzina 14.34, a ja od rana wyszłam tylko zrobić sobie kawę i Kubusiowi drugie śniadanie, a tak to siedzę w pokoju i nie mam ochoty nawet iść sobie zrobić coś do jedzenia. Koszmar....
Czekam z niecierpliwością jak K. wróci i wtedy się lepiej poczuję.
Może według niektórych przesadzam, ale nie potrafię zachowywać się inaczej.... Nigdy nie będę tu u siebie i nie wiem czy cokolwiek to piętro pomoże :/ A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam w nikim wsparcia, a szczególnie w moim K., bo jest między "młotem a kowadłem" i na pewno nie jest po mojej stronie, a rozmowa z nim zawsze kończy się kłótnią ;(
czwartek, 12 grudnia 2013
środa, 11 grudnia 2013
Odwieźliśmy Chrzestną Kubusia i... zostaliśmy na dwa dni ;) Nic nas nie ograniczało, bo Małż z racji fatalnej pogody miał poniedziałek wolny, więc mogliśmy robić co chcemy ;) Młody pobawił się z ciociami (ma to szczęście, że są to bardzo młode ciocie- jeszcze niepełnoletnie :P) i miałam go " z głowy" przez dwa dni, a jak ciocie poszły do szkoły to pałeczkę przejęła prababcia Młodego, bo pojechała z nami i została tam jeszcze kilka dni. My na spokojnie "skoczyliśmy" sobie na zakupy, bo miałam w planach kupić coś eleganckiego Kubie na Święta i wyhaczyłam coś takiego ;)
Podoba mi się to body, bo jest bardzo praktyczne. Po pierwsze wygodne, a po drugie my na Świętach objeżdżamy całą rodzinkę (taki mamy zwyczaj w naszej familli, że "gościmy się" codziennie u kogoś innego;)) i wszędzie jest ciepło, więc po co ma mi się Młody grzać w jakimś body plus koszuli na wierzch. No i ogólnie mi się spodobało i nie mogłam go nie kupić:P Do tego nakupiłam Kubusiowej narzeczonej, która przylatuje za tydzień z USA trochę ubranek- niby, że od Mikołaja ;) Trafiłam na ekstra obniżki w Smyku, więc nakupiłam 5 superowych rzeczy za niecałe 100 zł... ;) No i najbardziej podjarałam się tym, że znaleźliśmy z K. w Tesco NOWE kaszki dla juniora- od razu stanęły mi przed oczami całkowicie przespane noce syna i kupiłam dwie na spróbowanie, jedną z płatkami kukurydzianymi, a drugą z wafelkami ryżowymi :) No i co? I dupa ;P Kaszki szanowny Syn polubił, ale żeby spał całą noc to nie powiedziałabym ;P Znowu zaczęło się wiercenie i wstawanie do niego z większą częstotliwością niż się ostatnio chwaliłam, ale nie na tyle żeby nie zdążyć się bzyknąć w międzyczasie ;P Zwodziłam męża już kilka dni, więc w końcu musiałam mu ulec.... I tak chłop ze mną biedny, bo mi się nigdy nie chce :P A niech ma dzisiaj dobry dzień ;)
Wracając do Kuby- myślę, że kolejne zęby się zaczynają, z tym, że te nocki nie są jeszcze na tyle złe, żebym wiedziała, że to na pewno to. Diagnozę postawię za kilka dni ;) Ale to uzębienie Syna jest dziwne, bo na górze ma 4 zęby na przedzie i jeden tak bardzo z tyłu, że musi szeroko paszczę otworzyć, żebym kłyka zobaczyła, a na dole ma tylko dwie jedynki i to samo- z tyłu zebol wyrósł co dopiero widać przy chichrającym się na głos dziecku. A tak to szpary wszędzie...
Skoro Syn się ładnie zabawił i drze gazety na strzępki to kończę pisanie i biorę się za prasowanie, bo dwa prania na mnie czekają ;)
Miłego popołudnia :)
Podoba mi się to body, bo jest bardzo praktyczne. Po pierwsze wygodne, a po drugie my na Świętach objeżdżamy całą rodzinkę (taki mamy zwyczaj w naszej familli, że "gościmy się" codziennie u kogoś innego;)) i wszędzie jest ciepło, więc po co ma mi się Młody grzać w jakimś body plus koszuli na wierzch. No i ogólnie mi się spodobało i nie mogłam go nie kupić:P Do tego nakupiłam Kubusiowej narzeczonej, która przylatuje za tydzień z USA trochę ubranek- niby, że od Mikołaja ;) Trafiłam na ekstra obniżki w Smyku, więc nakupiłam 5 superowych rzeczy za niecałe 100 zł... ;) No i najbardziej podjarałam się tym, że znaleźliśmy z K. w Tesco NOWE kaszki dla juniora- od razu stanęły mi przed oczami całkowicie przespane noce syna i kupiłam dwie na spróbowanie, jedną z płatkami kukurydzianymi, a drugą z wafelkami ryżowymi :) No i co? I dupa ;P Kaszki szanowny Syn polubił, ale żeby spał całą noc to nie powiedziałabym ;P Znowu zaczęło się wiercenie i wstawanie do niego z większą częstotliwością niż się ostatnio chwaliłam, ale nie na tyle żeby nie zdążyć się bzyknąć w międzyczasie ;P Zwodziłam męża już kilka dni, więc w końcu musiałam mu ulec.... I tak chłop ze mną biedny, bo mi się nigdy nie chce :P A niech ma dzisiaj dobry dzień ;)
Wracając do Kuby- myślę, że kolejne zęby się zaczynają, z tym, że te nocki nie są jeszcze na tyle złe, żebym wiedziała, że to na pewno to. Diagnozę postawię za kilka dni ;) Ale to uzębienie Syna jest dziwne, bo na górze ma 4 zęby na przedzie i jeden tak bardzo z tyłu, że musi szeroko paszczę otworzyć, żebym kłyka zobaczyła, a na dole ma tylko dwie jedynki i to samo- z tyłu zebol wyrósł co dopiero widać przy chichrającym się na głos dziecku. A tak to szpary wszędzie...
Skoro Syn się ładnie zabawił i drze gazety na strzępki to kończę pisanie i biorę się za prasowanie, bo dwa prania na mnie czekają ;)
Miłego popołudnia :)
czwartek, 5 grudnia 2013
Mamy przełom w spaniu, a przynajmniej tak mi się wydaje :) Chyba, że to chwilowe tylko :p Już od kilku nocy Bubek śpi w swoim łóżeczku do 3- 4 nad ranem :D I nie muszę wstawać co 20 minut i czasem nawet lulać go na rękach- to minęło i mam nadzieję, że nie wróci. W nocy wstaję do niego może z raz w momencie kiedy wypadnie mu smoczek i zaczyna uprawiać "kwękot" ;) Ale za to ok. 4 zaczyna się wiercić, stękać, kwękać i nic go nie uspokaja, a ja stwierdzając, że za niecałe dwie godziny Małż wstaje do pracy- przenoszę go do naszego łóżka i śpimy dalej. Myślę, że kiedyś nadejdzie taka nocka, że nie będzie to konieczne i Młody zaskoczy mnie spaniem do rana. Wydawało mi się, że oduczenie go spania z nami będzie piekielnie trudne, ale jednak nie. W takim razie głównym powodem były dokuczające zęby, a nie chęć ciągłej bliskości mamy. Wiem, że nie będzie tak cały czas lekko, bo zębów ciąg dalszy nastąpi, ale miło jest kilka nocy pospać trochę głębiej i dłużej niż 15-20 minut :) To tyle w tym temacie co by nie zapeszyć za bardzo :P
Kubuś od urodzenia ma swoją płaską poduszkę, zdrową dla kręgosłupka poleconą w sklepie dziecięcym. No i sobie na niej śpi, ale jak tylko go przeniosę do siebie to pcha się na moją, "dorosłą" ;) Nawet na "śpiąco". Wyczytałam gdzieś, że do pierwszego roku życia absolutnie nie wolno dopuścić do tego, żeby dziecko spało na zwykłej poduszce, bo to niezdrowe, ale tak się zastanawiam do kiedy ten zakaz obowiązuje. Do rzeczy: kiedy mogę zakupić dziecku normalną poduszkę bez obawy, że narażę go na skrzywienie kręgosłupa? Ktoś wie?? Będę wdzięczna za odpowiedź ;)
Trzymajcie się kochane!
Kubuś od urodzenia ma swoją płaską poduszkę, zdrową dla kręgosłupka poleconą w sklepie dziecięcym. No i sobie na niej śpi, ale jak tylko go przeniosę do siebie to pcha się na moją, "dorosłą" ;) Nawet na "śpiąco". Wyczytałam gdzieś, że do pierwszego roku życia absolutnie nie wolno dopuścić do tego, żeby dziecko spało na zwykłej poduszce, bo to niezdrowe, ale tak się zastanawiam do kiedy ten zakaz obowiązuje. Do rzeczy: kiedy mogę zakupić dziecku normalną poduszkę bez obawy, że narażę go na skrzywienie kręgosłupa? Ktoś wie?? Będę wdzięczna za odpowiedź ;)
Trzymajcie się kochane!
środa, 4 grudnia 2013
Tak na szybko :) Dzisiaj dostaliśmy powiadomienie, że odbyło się w naszej sprawie posiedzenie, w sensie, że w sprawie tego wniosku o pozwolenie na rozbudowę domu, co go w październiku złożyliśmy :P Takie powiadomienia dostali też nasi sąsiedzi, którzy mają się w ciągu 7 dni określić czy im nie przeszkadza, iż zamierzamy dobudować to piętro. Sąsiadów mamy fajnych, więc jestem pewna, że problemów robić nie będą :) Czyli z tego wynika, że za jakieś półtora tygodnia dostaniemy oficjalne pismo z decyzją :) Szybko! Liczyliśmy, że może styczniu coś ruszy, a tu proszę- prawdopodobnie jeszcze w tym roku będziemy mieć w rękach to nieszczęsne pozwolenie :)))) Teraz tylko modlić się, żeby rodzice nie zmienili zdania i podpisali co trzeba w banku i "będziemy już w domu" :P Cieszę się, ale jestem też przerażona- póki papierek sobie leżał spokojnie w urzędzie to to wszystko wydawało mi się takie odległe i abstrakcyjne, a tu się okazuje, że trzeba się na serio już za to zabierać :)
Boziu, proszę Cię o pracę, żebym mogła już na maksa cieszyć się tym remontem, w przeciwnym wypadku dalej będę martwić się jak my będziemy żyć z miesiąca na miesiąc!! Ale górę zrobić trzeba póki mamy rodziców K.( zawsze to dwie emerytury więcej w razie kryzysu)- life is brutal!
Boziu, proszę Cię o pracę, żebym mogła już na maksa cieszyć się tym remontem, w przeciwnym wypadku dalej będę martwić się jak my będziemy żyć z miesiąca na miesiąc!! Ale górę zrobić trzeba póki mamy rodziców K.( zawsze to dwie emerytury więcej w razie kryzysu)- life is brutal!
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Mam swoją wizję naszego nowego gniazdka. Najgorsze jest to, że podoba mi się wszystko to co niepraktyczne i trudne w utrzymaniu. Chcę mieć ciemne panele, brązowo-kremowy wystrój łazienki, szary kolor lodówki (na której podobno widać każdy odcisk palca) i mnóstwo takich sprzętów, gdzie żeby lśniły trzeba je szorować przez cały czas. I tu pojawia się pytanie... Posłuchać mojego serca i wybrać to co mi się podoba czy postawić na myślenie kobiety-matki i znaleźć złoty środek, wybrać coś w miarę ładnego, ale i prostego w utrzymaniu. Zakładam bowiem, że będę mieć jeszcze dzieci (jeśli się uda, bo w dzisiejszym świecie niczego nie można być na 100% pewnym). No więc, kremowy dywan w salonie czy kanciasty, szklany stół nie za bardzo się sprawdzą. Co robić?
Tak mi dzisiaj ból głowy dokucza, że nic mi się nie chce, dlatego kończę.
Tak mi dzisiaj ból głowy dokucza, że nic mi się nie chce, dlatego kończę.
sobota, 30 listopada 2013
Sama sobie zgotowałam ten los!
Szok! To już trzeci dzień z rzędu jak coś piszę :P Jestem z siebie dumna.
Mam problem- jestem nadopiekuńczą matką i sama sobie "nawarzyłam piwa". Do rzeczy.
Zanim urodził się Kubuś zarzekałam się, że nigdy, ale to przenigdy nie pozwolę na to, żeby MOJE dziecko spało razem z nami w łóżku. (Tu następuje przerwa, bo pierworodny właśnie zrobił kupę i wspina mi się na kolana :P) I na początku było OK, no bo wiadomo noworodek śpi długo, budzi się tylko na karmienia i oprócz tego, że męczyła go kolka, spał znośnie. Do czasu. Naszym koszmarem stało się ZĄBKOWANIE i to początek przypadł na 4 miesiąc życia Szkraba. I się zaczęło, płacz w nocy, ciągłe budzenie się i trzeba było nosić, tulić, lulać. Aż w końcu nie wydoliłam fizycznie, na K. nie mogłam liczyć, bo po co go zrywać z łóżka skoro wcześnie rano wstaje do pracy. Pętlę na szyję założyłam sobie z momentem pierwszego przeniesienia Młodego do nas, bo płacze trwały ponad tydzień. W zasadzie sama nie wiem czy to było gwoździem do trumny czy mam po prostu uwierzyć mamie na słowo kiedy mi powtarza, że każde dziecko jest inne i jedne szybko i spokojnie przesypiają noc a inne budzą się nawet do 2 roku życia. Nie wiem jak sobie to tłumaczyć. On ma ciężkie noce jeśli chodzi o ząbkowanie, dlatego raz spał z nami, raz w łóżeczku pół nocy, raz prawie do rana- ale zawsze jak K. wstaje do pracy to go do siebie przenoszę, bo mając mnie obok dłużej śpi. Nie wiem gdzie popełniam błąd, nie no wiem- chyba w momencie kiedy ulegam i go w nocy do nas przenoszę. Powinnam być konsekwentna i wytrzymać z nim do rana, wstawać, brać go na ręce, odkładać z powrotem i tak bez końca. Ale ile nieprzespanych nocy jest w stanie przetrzymać organizm człowieka? Nie dam rady się tak męczyć dłużej niż kilka nocy. Ktoś mi poradził, żebym go wzięła na "przetrzymanie", niech popłacze raz, drugi, trzeci- po prostu, żeby mu nie ulegać to się nauczy, ale po pierwsze nie zniosę płaczu swojego dziecka, a po drugie zaraz rano zaczną się pytania teściów w stylu "dlaczego Kubuś płakał?" jakbym co najmniej go szczypała, gryzła i maltretowała w nocy. Wczoraj zdesperowana kazałam K. rozkręcić jedną stronę łóżeczka i przystawić do naszego, mielibyśmy więcej miejsca do spania we trójkę i Młody by się przyzwyczajał do spania u siebie, ale po tym eksperymencie stwierdzam, że jest jeszcze gorzej, bo źle mi go wyciągnąć i przez to dźwiganie to się rozbudza, mimo to wydaje mi się że spał lepiej niż zazwyczaj.
No, ale przemyślałam sprawę dzisiaj i doszłam do wniosku, że jedynym wyjściem jest jednak wstawać do niego co 20 minut, ale żeby spał normalnie sam w łóżeczku nie żadnym przystawianym do naszego łóżka. Może w końcu się nauczy. Czytałam w "Mamo to ja", że najlepszym momentem oduczania spania Malucha z rodzicami jest wiek 13-16 miesięcy, później jest coraz gorzej. Dlatego nie dam sobie, żeby mój jedynak wchodził mi na głowę. Tylko pytanie ile mi starczy sił?? :(
Trzymajcie kciuki za powodzenie akcji!
A co do zębów, w ogóle mam wrażenie, że mu wszystkie na raz wychodzą. Na górze ma 5, ostatnio mu nawet czwórka wyszła(!!), a na dole tylko 2. Jakoś tak dziwnie :)
Kończę, bo może na spacerek chwile wyjdziemy :)
Buziak
Mam problem- jestem nadopiekuńczą matką i sama sobie "nawarzyłam piwa". Do rzeczy.
Zanim urodził się Kubuś zarzekałam się, że nigdy, ale to przenigdy nie pozwolę na to, żeby MOJE dziecko spało razem z nami w łóżku. (Tu następuje przerwa, bo pierworodny właśnie zrobił kupę i wspina mi się na kolana :P) I na początku było OK, no bo wiadomo noworodek śpi długo, budzi się tylko na karmienia i oprócz tego, że męczyła go kolka, spał znośnie. Do czasu. Naszym koszmarem stało się ZĄBKOWANIE i to początek przypadł na 4 miesiąc życia Szkraba. I się zaczęło, płacz w nocy, ciągłe budzenie się i trzeba było nosić, tulić, lulać. Aż w końcu nie wydoliłam fizycznie, na K. nie mogłam liczyć, bo po co go zrywać z łóżka skoro wcześnie rano wstaje do pracy. Pętlę na szyję założyłam sobie z momentem pierwszego przeniesienia Młodego do nas, bo płacze trwały ponad tydzień. W zasadzie sama nie wiem czy to było gwoździem do trumny czy mam po prostu uwierzyć mamie na słowo kiedy mi powtarza, że każde dziecko jest inne i jedne szybko i spokojnie przesypiają noc a inne budzą się nawet do 2 roku życia. Nie wiem jak sobie to tłumaczyć. On ma ciężkie noce jeśli chodzi o ząbkowanie, dlatego raz spał z nami, raz w łóżeczku pół nocy, raz prawie do rana- ale zawsze jak K. wstaje do pracy to go do siebie przenoszę, bo mając mnie obok dłużej śpi. Nie wiem gdzie popełniam błąd, nie no wiem- chyba w momencie kiedy ulegam i go w nocy do nas przenoszę. Powinnam być konsekwentna i wytrzymać z nim do rana, wstawać, brać go na ręce, odkładać z powrotem i tak bez końca. Ale ile nieprzespanych nocy jest w stanie przetrzymać organizm człowieka? Nie dam rady się tak męczyć dłużej niż kilka nocy. Ktoś mi poradził, żebym go wzięła na "przetrzymanie", niech popłacze raz, drugi, trzeci- po prostu, żeby mu nie ulegać to się nauczy, ale po pierwsze nie zniosę płaczu swojego dziecka, a po drugie zaraz rano zaczną się pytania teściów w stylu "dlaczego Kubuś płakał?" jakbym co najmniej go szczypała, gryzła i maltretowała w nocy. Wczoraj zdesperowana kazałam K. rozkręcić jedną stronę łóżeczka i przystawić do naszego, mielibyśmy więcej miejsca do spania we trójkę i Młody by się przyzwyczajał do spania u siebie, ale po tym eksperymencie stwierdzam, że jest jeszcze gorzej, bo źle mi go wyciągnąć i przez to dźwiganie to się rozbudza, mimo to wydaje mi się że spał lepiej niż zazwyczaj.
No, ale przemyślałam sprawę dzisiaj i doszłam do wniosku, że jedynym wyjściem jest jednak wstawać do niego co 20 minut, ale żeby spał normalnie sam w łóżeczku nie żadnym przystawianym do naszego łóżka. Może w końcu się nauczy. Czytałam w "Mamo to ja", że najlepszym momentem oduczania spania Malucha z rodzicami jest wiek 13-16 miesięcy, później jest coraz gorzej. Dlatego nie dam sobie, żeby mój jedynak wchodził mi na głowę. Tylko pytanie ile mi starczy sił?? :(
Trzymajcie kciuki za powodzenie akcji!
A co do zębów, w ogóle mam wrażenie, że mu wszystkie na raz wychodzą. Na górze ma 5, ostatnio mu nawet czwórka wyszła(!!), a na dole tylko 2. Jakoś tak dziwnie :)
Kończę, bo może na spacerek chwile wyjdziemy :)
Buziak
piątek, 29 listopada 2013
Kuba zasnął, więc mam chwilę wolnego na napisanie posta. Za oknem szaro i buro, aż nie chce się wychodzić. Wczoraj popadał pierwszy śnieg, ja uradowana, że pokaże synowi jak wygląda, postawiłam go na parapecie okna i mówię do niego: "Patrz! Śnieżek sypie"!- a ten nic, bardziej był zafascynowany tym, że stoi przy szybie niż samym zjawiskiem atmosferycznym :p Może za rok wykrzesa z siebie więcej radości! :) Za to dzisiaj po śniegu ani śladu, tylko ciapa pozostała.
Za niecały miesiąc Święta, a mi się nic nie wydaje, ba! nawet mi się ich nie chce. Gdyby była góra to na pewno inaczej by to wyglądało, stworzyłabym świąteczną atmosferę i byłoby ciepło i rodzinnie, a tak??Dobrze, że Kubuś jest jeszcze za mały na dzielenie się z nami świąteczną radością to mi aż tak nie szkoda. Ale za to za rok jak nam wszystko wyjdzie stworzę mu takie Święta, że szok- obiecuję! :) W tym roku podejdę do nich obojętnie, pewnie jak zwykle dołożymy się finansowo do produktów, podzielimy się robotą z teściową i jakoś to będzie. Zawsze jest dużo czekania, planowania, przygotowania, a Święta przeminą nawet nie wiem kiedy. Co do Sylwestra na razie planów brak, ale zbiera się nam ekipa niezła, bo ludzie na Święta zjeżdżają z zagranicy więc siądziemy i pewnie coś wymyślimy wszyscy razem. Jeszcze muszę moją mamuśkę zmolestować, żeby się wnukiem zajęła :P
Ostatnio mam manię przeglądania allegro w poszukiwaniu ciuchów dla Kuby na wiosnę. Zawsze za wczasu kompletuję mu ubrania o rozmiar większe i później nie mam problemów, że nie mam go w co ubrać, bo z wszystkiego wyrósł :) Wydałabym na niego ostatnie pieniądze, oczywiście zapominając, że mi też przydałby się nowy zimowy płaszcz :p Ale tak mają prawie wszystkie matki :P
Idę czytać książkę póki syn śpi,bo potem ani tyle mi nie da :P
Miłego popołudnia :*
Za niecały miesiąc Święta, a mi się nic nie wydaje, ba! nawet mi się ich nie chce. Gdyby była góra to na pewno inaczej by to wyglądało, stworzyłabym świąteczną atmosferę i byłoby ciepło i rodzinnie, a tak??Dobrze, że Kubuś jest jeszcze za mały na dzielenie się z nami świąteczną radością to mi aż tak nie szkoda. Ale za to za rok jak nam wszystko wyjdzie stworzę mu takie Święta, że szok- obiecuję! :) W tym roku podejdę do nich obojętnie, pewnie jak zwykle dołożymy się finansowo do produktów, podzielimy się robotą z teściową i jakoś to będzie. Zawsze jest dużo czekania, planowania, przygotowania, a Święta przeminą nawet nie wiem kiedy. Co do Sylwestra na razie planów brak, ale zbiera się nam ekipa niezła, bo ludzie na Święta zjeżdżają z zagranicy więc siądziemy i pewnie coś wymyślimy wszyscy razem. Jeszcze muszę moją mamuśkę zmolestować, żeby się wnukiem zajęła :P
Ostatnio mam manię przeglądania allegro w poszukiwaniu ciuchów dla Kuby na wiosnę. Zawsze za wczasu kompletuję mu ubrania o rozmiar większe i później nie mam problemów, że nie mam go w co ubrać, bo z wszystkiego wyrósł :) Wydałabym na niego ostatnie pieniądze, oczywiście zapominając, że mi też przydałby się nowy zimowy płaszcz :p Ale tak mają prawie wszystkie matki :P
Idę czytać książkę póki syn śpi,bo potem ani tyle mi nie da :P
Miłego popołudnia :*
czwartek, 28 listopada 2013
Ogłoszenia parafialne part 1
Oj, leci ten czas jak szalony. Nawet nie wiem jaki jest dzień tygodnia... Nie potrafię się zorganizować w żaden sposób, brakuje mi czasu na czytanie książek, na pisanie bloga, nawet na wyjście do babci, która mieszka niedaleko. Dzień jest zdecydowanie za krótki. A wieczorem już się nic nie chce, ani czytać, bo mieszkając w jednym pokoju z prawie-chodzącym dzieckiem nie mogę się skupić, ani pisać, bo mąż okupuje komputer, ani wyjść, bo ciemno. I tak codziennie :)
Za parę dni minie dwa miesiące odkąd złożyliśmy wniosek o pozwolenie na rozbudowę. Według prawa jeszcze dwa miesiące mamy czekać, ale mam nadzieję, że decyzja będzie szybciej :) Nic, czekamy cierpliwie. Niestety, co do sprawy finansowej trochę nam się pogorszyło.Nie wiem czy już pisałam czy nie, ale K. pracuje u swojego brata w firmie i ten ostatnio obciął mu stawkę o 2,50 zł/h i teraz jesteśmy 500 zł do tyłu... Pokłócili się i tak się stało jak się stało. Mówią, że najgorzej to pracować rodziną i mają rację. a szwagrowi nie brakuje pieniędzy i wie dobrze, że chcemy robić duży remont, mimo to mu obniżył pensję. Specjalnie żebyśmy nic nie robili czy jak??
Mój Syn stał się odważnym mężczyzną i zaczyna samodzielnie chodzić!! Czasem nie zdążę zareagować a ten już przechodzi od stołu do łóżka, na szczęście jest ostrożny i jak kot "zawsze spada na cztery łapy" ;) Ale nie zmienia to faktu, że już go nie zostawię raczkującego w pokoju i nie pójdę do kuchni zrobić sobie kawy. Mimo to, bardzo się cieszę, że robi postępy bo już mu roczek stuknął i najwyższy czas "zejść" mamie z rąk. Widząc go z boku, nie mogę uwierzyć, że jest już taki duży i mądry, to coś przyniesie jak poproszę, to się przytuli, to da buziaka-no kochany jest :)
Kolejna sprawa. Mój teść zaczyna znowu pić i dzisiaj jak przyszedł pijany do domu to na starcie zrobił teściowej awanturę. O co?? A o to, że mi zjebała opinię na wsi i po co pierdoli po ludziach, Jak to usłyszałam to przeżyłam szok! No kochaną mam teściową nie ma co :/ Poza tym usłyszała, że się wtrąca we wszystko, miesza między młodymi (czyli nami) i na koniec podsumował ją słowami, że jest podłą świnią :P Przypuszczam, że jak wracał ze sklepu to ktoś mu coś powiedział i to go wkurzyło. Generalnie, my się z teściem lubimy, oczywiście jak pije to nie wchodzę z nim w żadne rozmowy, ba! nawet w sumie wtedy się z nim nie widuje, bo albo śpi albo go nie ma w domu. Ale nic mi nie zrobił i nie mam powodu go nie lubić. Co innego K., bo ma takie a nie inne doświadczenia z dzieciństwa. A uważam, że jak człowiek jest pijany to mówi szczerze, więc coś na rzeczy jest. Na wsi każdy każdego zna i każdy ma o każdym wyrobioną opinię, dlatego wali mnie to, kochana "mamusia" ma też "wiele za uszami" (niektórzy to wiedzą) i niech sobie ludzie myślą co chcą. Ale i tak mi przykro...
Kończę, bo bym Was zamęczyła.
Buzki
Za parę dni minie dwa miesiące odkąd złożyliśmy wniosek o pozwolenie na rozbudowę. Według prawa jeszcze dwa miesiące mamy czekać, ale mam nadzieję, że decyzja będzie szybciej :) Nic, czekamy cierpliwie. Niestety, co do sprawy finansowej trochę nam się pogorszyło.Nie wiem czy już pisałam czy nie, ale K. pracuje u swojego brata w firmie i ten ostatnio obciął mu stawkę o 2,50 zł/h i teraz jesteśmy 500 zł do tyłu... Pokłócili się i tak się stało jak się stało. Mówią, że najgorzej to pracować rodziną i mają rację. a szwagrowi nie brakuje pieniędzy i wie dobrze, że chcemy robić duży remont, mimo to mu obniżył pensję. Specjalnie żebyśmy nic nie robili czy jak??
Mój Syn stał się odważnym mężczyzną i zaczyna samodzielnie chodzić!! Czasem nie zdążę zareagować a ten już przechodzi od stołu do łóżka, na szczęście jest ostrożny i jak kot "zawsze spada na cztery łapy" ;) Ale nie zmienia to faktu, że już go nie zostawię raczkującego w pokoju i nie pójdę do kuchni zrobić sobie kawy. Mimo to, bardzo się cieszę, że robi postępy bo już mu roczek stuknął i najwyższy czas "zejść" mamie z rąk. Widząc go z boku, nie mogę uwierzyć, że jest już taki duży i mądry, to coś przyniesie jak poproszę, to się przytuli, to da buziaka-no kochany jest :)
Kolejna sprawa. Mój teść zaczyna znowu pić i dzisiaj jak przyszedł pijany do domu to na starcie zrobił teściowej awanturę. O co?? A o to, że mi zjebała opinię na wsi i po co pierdoli po ludziach, Jak to usłyszałam to przeżyłam szok! No kochaną mam teściową nie ma co :/ Poza tym usłyszała, że się wtrąca we wszystko, miesza między młodymi (czyli nami) i na koniec podsumował ją słowami, że jest podłą świnią :P Przypuszczam, że jak wracał ze sklepu to ktoś mu coś powiedział i to go wkurzyło. Generalnie, my się z teściem lubimy, oczywiście jak pije to nie wchodzę z nim w żadne rozmowy, ba! nawet w sumie wtedy się z nim nie widuje, bo albo śpi albo go nie ma w domu. Ale nic mi nie zrobił i nie mam powodu go nie lubić. Co innego K., bo ma takie a nie inne doświadczenia z dzieciństwa. A uważam, że jak człowiek jest pijany to mówi szczerze, więc coś na rzeczy jest. Na wsi każdy każdego zna i każdy ma o każdym wyrobioną opinię, dlatego wali mnie to, kochana "mamusia" ma też "wiele za uszami" (niektórzy to wiedzą) i niech sobie ludzie myślą co chcą. Ale i tak mi przykro...
Kończę, bo bym Was zamęczyła.
Buzki
piątek, 8 listopada 2013
Mamy Roczek!!!!! :)
Dzisiaj o 11.35 mój szanowny Syn skończył roczek!!!! Nie wiem kiedy to zleciało, serio!!! Ale jak obserwuje jak on się z dnia na dzień zmienia, jakich umiejętności nabywa to łezka się w oku kręci i przeraża mnie fakt jak któregoś dnia przyjdzie i powie :"Mamo, żenię się!" i odejdzie z domu, żeby założyć swoją rodzinę, a mama przestanie być najważniejsza w życiu :(
No ale taka kolej rzeczy.
Więcej jutro.
STO LAT SYNU!!!!! Kocham Cię najmocniej na świecie:*
No ale taka kolej rzeczy.
Więcej jutro.
STO LAT SYNU!!!!! Kocham Cię najmocniej na świecie:*
środa, 6 listopada 2013
piątek, 18 października 2013
Jutro znowu na wesele! Już mam dosyć, teraz tydzień po tygodniu, za miesiąc też nam wypada iść do bliskich znajomych no i dwie takie imprezy już za nami! Zabawa, zabawą- fajnie-ale nie ukrywajmy szarpie też i po kieszeni, a teraz to już nie daje się w kopertę tyle co u nas 3 lata temu... Ceny rosną, zarobki natomiast nie powalają :/ Generalnie, jak już jest po sezonie to mi się okropnie nie chce ruszać z domu, zwłaszcza jak widzę co się za oknem dzieje :/ Momentalnie ochota na zabawę odchodzi w siną dal. Jeszcze musimy Bubcia wziąć ze sobą, bo to wesele u kuzyna więc cała familija będzie i pewnie będziemy się męczyć a nie bawić. No ale iść trzeba, nie wypada robić przykrości kuzynowi :) Koniec marudzenia!
Chandra mnie łapie już prawie codziennie. Nie ma słońca, no!!! A jak ciemno, szaro, buro i ponuro to i czuję się jakbym miała depresję. Dobrze, że Kuba jest to mnie to mobilizuje do jakiegoś działania :P A dzisiaj to już przeszedł samego siebie, bo w nocy wstawałam do niego chyba z 10 razy, aż w końcu się wkurzyłam na maxa i ok. 3 przeniosłam go do nas. Nic nie pomogło, wiercił się dalej. Głodny na pewno nie był, bo o 19 zjadł kolację (bułeczkę z wędlinką drobiową) i potem o 22 poprawił kaszką, pić dostał w nocy więc zupełnie nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Chyba musi sam wyrosnąć z tego. Ech, trafiło mi się dziecko- nie ma co!!
To tyle na dzisiaj, bo przez mój pokój przeszedł tornado "Jakub" i trzeba się zabrać za sprzątanie!! :P
Aniu, miłej zabawy!! Ola, samochód super! :)
Buźki
Chandra mnie łapie już prawie codziennie. Nie ma słońca, no!!! A jak ciemno, szaro, buro i ponuro to i czuję się jakbym miała depresję. Dobrze, że Kuba jest to mnie to mobilizuje do jakiegoś działania :P A dzisiaj to już przeszedł samego siebie, bo w nocy wstawałam do niego chyba z 10 razy, aż w końcu się wkurzyłam na maxa i ok. 3 przeniosłam go do nas. Nic nie pomogło, wiercił się dalej. Głodny na pewno nie był, bo o 19 zjadł kolację (bułeczkę z wędlinką drobiową) i potem o 22 poprawił kaszką, pić dostał w nocy więc zupełnie nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Chyba musi sam wyrosnąć z tego. Ech, trafiło mi się dziecko- nie ma co!!
To tyle na dzisiaj, bo przez mój pokój przeszedł tornado "Jakub" i trzeba się zabrać za sprzątanie!! :P
Aniu, miłej zabawy!! Ola, samochód super! :)
Buźki
środa, 16 października 2013
Oj trochę mnie nie było... Wypad na pizzę bardzo udany, mąż sprawdził się wzorowo, bo jak wróciłam to obydwaj byli zmęczeni wariowaniem i uśmiechnięci, a Młody to po przebraniu w piżamkę od razu zasnął kamiennym snem, kaszkę już zjadł na śpiąco ;) Tak, że K. przeszedł test śpiewająco i mam nadzieję, że w przyszłości z ochotą będzie zostawał jak będę chciała się gdzieś z dziewczynami powłóczyć ;)
Na ostatnim weekendzie byliśmy na weselu. Oczywiście do syna zatrudniłam moją mamę ( abstrahując od tematu jednak nie pojechała za granicę, więc ten pomysł z przeprowadzką do ich mieszkania nie wypalił..). Kubuniek trochę płakał w nocy, ale moja mama poradziła sobie z nim, więc obyło się bez telefonów i szybkiego powrotu do domu :) Wolała mi nic nie mówić podczas wesela, bo pewnie zwinęłabym manatki i gnała do domu jak szalona :P Mądra mamusia!!! :) :) Wesele jak to wesele, popiłam trochę wina, pojadłam, a jedzenie było najlepsze jakie dotąd jadłam na wszelkiego rodzaju imprezach i potańczyłam. Ale to była również i najkrótsza zabawa w moim życiu, bo wszystko skończyło się o 2... No ale cóż, tak się stało, ponieważ mało było młodych osób i po oczepinach większość się zmyła. Na poprawinach też przede wszystkim jadłam to pyszne żarełko i tym razem przerzuciłam się z wina na piwko....Byłam z powrotem w domu koło północy. Na ten weekend również mamy w planach wesele, tym razem u mojego kuzyna, ale to takie średnie będzie, bo wracamy do domu jak Młody zacznie marudzić. Nie mamy go z kim zostawić, więc nie ma innego wyjścia. Myślę, że do 23 posiedzimy i tyle. Zobaczymy, wyjdzie w praniu.
Poza tym, dzień jak co dzień. Dzisiaj zrobiłam porządki w szafie Kuby i połowę rzeczy musiałam odłożyć do pudła, bo już za małe. Jak ten Syn szybko rośnie, niedługo nie będę miała go w co ubrać :P Szczególnie brakuje mi śpiochów i piżamek, ostatnio wyczaiłam na allegro za 6,40 z tygryskiem i musiałam ją wziąć bo kurde taka okazja się pewnie drugi raz nie trafi. Już ją mam i jest prawie nie zniszczona. Muszę wyhaczyć jeszcze kilka skarbów...
Kończę, bo teść wozi Małego na wózku i czas go wziąć do domu na obiadek...
Buźki
Na ostatnim weekendzie byliśmy na weselu. Oczywiście do syna zatrudniłam moją mamę ( abstrahując od tematu jednak nie pojechała za granicę, więc ten pomysł z przeprowadzką do ich mieszkania nie wypalił..). Kubuniek trochę płakał w nocy, ale moja mama poradziła sobie z nim, więc obyło się bez telefonów i szybkiego powrotu do domu :) Wolała mi nic nie mówić podczas wesela, bo pewnie zwinęłabym manatki i gnała do domu jak szalona :P Mądra mamusia!!! :) :) Wesele jak to wesele, popiłam trochę wina, pojadłam, a jedzenie było najlepsze jakie dotąd jadłam na wszelkiego rodzaju imprezach i potańczyłam. Ale to była również i najkrótsza zabawa w moim życiu, bo wszystko skończyło się o 2... No ale cóż, tak się stało, ponieważ mało było młodych osób i po oczepinach większość się zmyła. Na poprawinach też przede wszystkim jadłam to pyszne żarełko i tym razem przerzuciłam się z wina na piwko....Byłam z powrotem w domu koło północy. Na ten weekend również mamy w planach wesele, tym razem u mojego kuzyna, ale to takie średnie będzie, bo wracamy do domu jak Młody zacznie marudzić. Nie mamy go z kim zostawić, więc nie ma innego wyjścia. Myślę, że do 23 posiedzimy i tyle. Zobaczymy, wyjdzie w praniu.
Poza tym, dzień jak co dzień. Dzisiaj zrobiłam porządki w szafie Kuby i połowę rzeczy musiałam odłożyć do pudła, bo już za małe. Jak ten Syn szybko rośnie, niedługo nie będę miała go w co ubrać :P Szczególnie brakuje mi śpiochów i piżamek, ostatnio wyczaiłam na allegro za 6,40 z tygryskiem i musiałam ją wziąć bo kurde taka okazja się pewnie drugi raz nie trafi. Już ją mam i jest prawie nie zniszczona. Muszę wyhaczyć jeszcze kilka skarbów...
Kończę, bo teść wozi Małego na wózku i czas go wziąć do domu na obiadek...
Buźki
środa, 9 października 2013
Nie mogę w to uwierzyć, ale pierwszy raz odkąd urodził się Kubuś K. zostaje z nim wieczorem, a ja jadę z dziewczynami na pizzę i piwo!!!! ;) Czuję się jakbym trafiła szóstkę w totolotka :P Z tym piwem to nie poszaleję, bo wstaję z tysiąc razy w nocy do Młodego, ale jedno, może półtora wypiję a co! ;) Wszytko wyszło spontanicznie, bo moje współtowarzyszki "wyczaiły" promocję- pizza dzisiejszego wieczoru kosztuje tylko 5 zł, więc grzechem byłoby z tego nie skorzystać :) Kupię małżonkowi w nagrodę jedną sztukę na wynos, niech ma za niańczenie :P Ja się tak ekscytuję tym wyjściem, ale do wieczora jeszcze trochę czasu jest, a jak wiadomo z dzieckiem różnie bywa- mam nadzieję, że nic się nie zmieni przez te parę godzin :) :)
Zauważyłam, że w naszym małżeństwie zaczęliśmy mieć trudności z komunikacją. Nie wiem z czego to wynika, ale potrafimy tylko "psioczyc" na siebie i mieć ciągłe pretensje- nie chciałabym być "w skórze" osoby, która jest świadkiem naszych sprzeczek. Ech, chyba jest się nad czym zastanowić. Liczę na to, że ta dobudowa piętra coś zmieni, że zniknie frustracja spowodowana brakiem prywatności i w końcu będziemy się do siebie uśmiechać a nie tylko wrzeszczeć i sypać wulgaryzmami. Tak, to jest chyba przyczyna tej zmiany, bo wszystko zaczęło się sypać jak się tu sprowadziliśmy, pewnie nie potrafimy żyć "na kupie" :P
Odliczam dni kiedy dostaniemy odpowiedź z Urzędu i będziemy mogli kompletować dokumenty do kredytu. Przypuszczam, że to będzie początek lutego, więc idealnie, bo końcem marca jak powinno zrobić się ciepło, prawdopodobnie będziemy mieć już pieniądze na koncie.Plan jest taki, żeby na wakacje się już wprowadzić, a co wyjdzie to zobaczymy :) Na na razie żyję tym co sobie zaplanowaliśmy i jest mi z tym dobrze :)
Zauważyłam, że w naszym małżeństwie zaczęliśmy mieć trudności z komunikacją. Nie wiem z czego to wynika, ale potrafimy tylko "psioczyc" na siebie i mieć ciągłe pretensje- nie chciałabym być "w skórze" osoby, która jest świadkiem naszych sprzeczek. Ech, chyba jest się nad czym zastanowić. Liczę na to, że ta dobudowa piętra coś zmieni, że zniknie frustracja spowodowana brakiem prywatności i w końcu będziemy się do siebie uśmiechać a nie tylko wrzeszczeć i sypać wulgaryzmami. Tak, to jest chyba przyczyna tej zmiany, bo wszystko zaczęło się sypać jak się tu sprowadziliśmy, pewnie nie potrafimy żyć "na kupie" :P
Odliczam dni kiedy dostaniemy odpowiedź z Urzędu i będziemy mogli kompletować dokumenty do kredytu. Przypuszczam, że to będzie początek lutego, więc idealnie, bo końcem marca jak powinno zrobić się ciepło, prawdopodobnie będziemy mieć już pieniądze na koncie.Plan jest taki, żeby na wakacje się już wprowadzić, a co wyjdzie to zobaczymy :) Na na razie żyję tym co sobie zaplanowaliśmy i jest mi z tym dobrze :)
poniedziałek, 7 października 2013
Wniosek o pozwolenie na rozbudowę domu odebrany i złożony w urzędzie :) Czekamy teraz te 4 miesiące na decyzję. Kierownik budowy za wypełnienie dwóch stron A4 zainkasował 100 zł! A jak K. zapytał ile będzie kosztował projekt to dostał odpowiedź, że on bierze do 4500 zł w zależności jaki to projekt i ile jest w nim do zmiany. Mam nadzieję, że nasz nie szarpnie aż tak po kieszeni :/ Stwierdzam, że bycie kierownikiem budowy to bardzo dochodowe zajęcie, szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślałam jak wybierałam studia :p
Kuba śpi a ja sobie buszuję w necie. Jak się obudzi to pewnie wybierzemy się na spacer, bo Młody w wózku grzecznie siedzi to i na mnie lżej ;) Generalnie jakaś taka bez życia jestem. Czegoś mi brakuje, ale sama nie wiem czego :(
PS. Syn dzisiaj o 11.35 skończył 11 miesięcy, zbliżamy się do magicznego ROCZKU!!! :)
Kuba śpi a ja sobie buszuję w necie. Jak się obudzi to pewnie wybierzemy się na spacer, bo Młody w wózku grzecznie siedzi to i na mnie lżej ;) Generalnie jakaś taka bez życia jestem. Czegoś mi brakuje, ale sama nie wiem czego :(
PS. Syn dzisiaj o 11.35 skończył 11 miesięcy, zbliżamy się do magicznego ROCZKU!!! :)
sobota, 5 października 2013
Witam Was w sobotni, piękny, słoneczny dzień. Młody demoluje mi pokój, ale to nic, ważne, że mam chwilę na napisanie czegoś ;) Do tej pory pootwierał mi szuflady i porozrzucał skarpetki oraz majty na sam środek dywanu, powyciągał wszystkie chusteczki z papierowego opakowania, a o zabawkach już nie wspomnę a teraz wpakował mi się na kolana i "atakuje" klawiaturę. Ostatnio dopadł też żelazko.
Wszystko mam udokumentowane, żeby jak dorośnie przypomnieć mu jak matce utrudniał życie.
A tu zima się zbliża i takiego bałaganienia będzie więcej, bo i spacery będą krótsze. Ech, takie życie mamuśki prawie rocznego dziecka :P Zmieniam temat. K. był ostatnio u kierownika budowy, który podjął się prowadzenia naszej rozbudowy. Na razie zabrał urzędowe dokumenty i powiedział, że postara się jak najszybciej przygotować wniosek o pozwolenie na budowę. Postraszył nas, że na taka decyzję czeka się nawet 4 miesiące, więc pasowałoby jak najszybciej to złożyć. Mam nadzieję, że jednak szybciej uda się to załatwić. On też zrobi nam projekt i napisze kosztorys, bo potrzebujemy to do banku. Wkleję Wam roboczy projekt zrobiony przez brata K. Od początku mi się spodobał i chyba już taki zostanie. A dlaczego roboczy? ;) Zobaczcie same ;P
Już wiem jak to gniazdko chcę urządzić, więc modlę się, żeby wszystko się udało :)
Fajnie byłoby mieć też pracę, żeby podreperować nasz budżet. No i wydawałoby się, że może coś ruszy w tym kierunku, bo niedoszła dziewczyna kolegi jest właścicielką salonów sukien ślubnych i ogłosiła ostatnio na fcb (bo mnie zaprosiła do znajomych), że poszukuje kogoś do obsługi klienta i drugą osobę do szycia. No więc napisałam jej na privie, że bardzo bym chciała dostać tę pracę i czy mogę jej przesłać CV. Myślałam, że dzięki temu będę mieć jakies większe szanse niż inne kandydatki, a ona mi na to, że ma taką zasadę, że znajomych nie zatrudnia. Ręce i cycki mi opadły. Jaka ja jestem znajoma????? Hę??? Widziałyśmy się w sumie 2 (słownie: DWA) razy. Na weselu i na poprawinach, bo była z naszym kolegą. Zamieniłyśmy raptem parę słów i tyle. Napisałam jej to, że w zasadzie to mało się znamy i nic o sobie nie wiemy. Przyznała mi rację i kazała przesłać to CV, jak coś to będzie dzwonić.Ale ja już w to nie wierzę... Ech..W ciągu dwóch tygodni ma przyjąć kogoś, będę czekać. Zaznaczam, że dziewczyna jest młodsza ode mnie :) Pewnie to wspólne wesele mnie zdyskwalifikuje...
No cóż, jak nie piszę to nie piszę, a jak się zbiorę to notka na całego ;p
środa, 25 września 2013
Teść wziął Młodego na spacer to korzystam z wolnej chwili, póki mogę ;) Dziadek uwielbia Kubusia i często powtarza, że jak tylko ten urośnie troszkę to będą razem na rowerach jeździć :) Ale jest jeden szkopuł, bo mój teść jest uzależniony od alkoholu i jak każdy taki człowiek ma gorsze i lepsze okresy. Odkąd ponad miesiąc temu wyszedł ze szpitala jest spokój- i oby jak najdłużej tak zostało, bo że na zawsze to nie ma mowy. Taka choroba, a jak się człowiek nie chce leczyć to nikt mu nie pomoże. Póki co, dziadek "do rany przyłóż", w ogień by skoczył za wnusiem, a dowodem na to wszystko są te "wózkowe" spacery i noszenie na rękach 10 kilogramowego klocuszka :) W gruncie rzeczy- lubię mojego teścia, oczywiście jeśli ma ten dobry okres w życiu :)
Jutro moi rodzice wyjeżdżają na półtora miesiąca do Niemiec do pracy i zostawiają nam klucze do swojego mieszkania. Chcę się tam przenieść na ten czas, ale mój małżonek jest zdania, że będziemy tam wpadać tylko na kilka dni i wracać do domu. Po moim trupie! Skoro mam taką świetną okazję to zamierzam z niej skorzystać, zwłaszcza, że K. będzie miał stamtąd zaledwie 8 km do pracy i mógłby spokojnie sobie dojeżdżać. Byłby to sprawdzian dla nas czy faktycznie tak chuj.... (przepraszam za wulgaryzm, ale dosadniej nie mogłam tego ująć- to słowo dokładnie odzwierciedla nasze relacje ) jest między nami, bo mieszkamy z kimś, czy po prostu coś się wypaliło. Nie wiem czy przekonam K., mam nadzieję, że mi się uda.
Lecę na spokojnie coś zjeść i pasuje przejąć wózek od teścia ;)
Buziaczki :*
PS. Przepraszam, że momentami jest nieskładnie i może nielogicznie napisane, ale zależy mi na czasie. Zawsze mam wyrzuty sumienia jak ktoś "bawi" moje dziecko, a ja spędzam czas na relaksie zamiast na czymś pożyteczniejszym :P
Jutro moi rodzice wyjeżdżają na półtora miesiąca do Niemiec do pracy i zostawiają nam klucze do swojego mieszkania. Chcę się tam przenieść na ten czas, ale mój małżonek jest zdania, że będziemy tam wpadać tylko na kilka dni i wracać do domu. Po moim trupie! Skoro mam taką świetną okazję to zamierzam z niej skorzystać, zwłaszcza, że K. będzie miał stamtąd zaledwie 8 km do pracy i mógłby spokojnie sobie dojeżdżać. Byłby to sprawdzian dla nas czy faktycznie tak chuj.... (przepraszam za wulgaryzm, ale dosadniej nie mogłam tego ująć- to słowo dokładnie odzwierciedla nasze relacje ) jest między nami, bo mieszkamy z kimś, czy po prostu coś się wypaliło. Nie wiem czy przekonam K., mam nadzieję, że mi się uda.
Lecę na spokojnie coś zjeść i pasuje przejąć wózek od teścia ;)
Buziaczki :*
PS. Przepraszam, że momentami jest nieskładnie i może nielogicznie napisane, ale zależy mi na czasie. Zawsze mam wyrzuty sumienia jak ktoś "bawi" moje dziecko, a ja spędzam czas na relaksie zamiast na czymś pożyteczniejszym :P
środa, 18 września 2013
Mam szwagierkę na urlopie, więc jest dużo łatwiej, bo zajmuje się Bubusiem, a ja mam więcej wolnego czasu :) Ale niestety jest tylko do niedzieli... Dobre i to :P Teraz właśnie przyszła po kocyk, bo Młody jej zasnął w wózku. Pewnie będzie czytała książkę i co chwilę na niego zerkała :) W takich chwilach zazdroszczę matkom, które nie muszą się same zajmować dzieckiem tylko mają kogoś kto je odciąży. Psychicznie jest dużo prościej, a i fizycznie również.
Wczoraj siedzieliśmy z K. do 2 w nocy i gadaliśmy-o wszystkim i o niczym. Stwierdziliśmy, że obojgu nam tego brakowało. Skupianie się na codziennych czynnościach spowodowało, że zapomnieliśmy o nas i o tym co nas łączy. A ja to już w ogóle- tylko Kubuś i Kubuś, a w tym wszystkim zabrakło miejsca dla K.Czas to zmienić. Tylko jest jeden problem :P Mam baaardzo zazdrosnego Syna. Kiedy K. mnie zaczepia, łaskocze albo po prostu przytuli czy pocałuje to jest krzyk i protest ze strony naszego Szkraba. Nie podoba mu się, że musi się dzielić mamą z kimś innym albo po prostu myśli, że tatuś robi krzywdę mamusi :P I trzeba przestać, bo kończy się to płaczem i wielką złością. Takiego mamy terrorystę w domu, mam nadzieję, że mu to przejdzie w miarę szybko :P
Za oknem szaro i ponuro, nic się nie chce, człowiek by tylko spał i spał. A co najgorsze takich dni będzie coraz więcej. Oj jak ja nienawidzę jesieni i zimy.... Ale koniec marudzenia :)
Pozdrowionka
Wczoraj siedzieliśmy z K. do 2 w nocy i gadaliśmy-o wszystkim i o niczym. Stwierdziliśmy, że obojgu nam tego brakowało. Skupianie się na codziennych czynnościach spowodowało, że zapomnieliśmy o nas i o tym co nas łączy. A ja to już w ogóle- tylko Kubuś i Kubuś, a w tym wszystkim zabrakło miejsca dla K.Czas to zmienić. Tylko jest jeden problem :P Mam baaardzo zazdrosnego Syna. Kiedy K. mnie zaczepia, łaskocze albo po prostu przytuli czy pocałuje to jest krzyk i protest ze strony naszego Szkraba. Nie podoba mu się, że musi się dzielić mamą z kimś innym albo po prostu myśli, że tatuś robi krzywdę mamusi :P I trzeba przestać, bo kończy się to płaczem i wielką złością. Takiego mamy terrorystę w domu, mam nadzieję, że mu to przejdzie w miarę szybko :P
Za oknem szaro i ponuro, nic się nie chce, człowiek by tylko spał i spał. A co najgorsze takich dni będzie coraz więcej. Oj jak ja nienawidzę jesieni i zimy.... Ale koniec marudzenia :)
Pozdrowionka
wtorek, 17 września 2013
...
Z racji, że za oknem szaro, buro i ponuro, a do tego leje cały czas, mężu wrócił już z pracy, ogarnął się na szybcika i pojechał do urzędów załatwiać dokumenty do pozwolenia na budowę, które jest nam niezbędne do postawienia choćby centymetra ściany. Właśnie dzwonił, że udało mu się wybrać wszystkie papierki (zapłacił "tylko" 60 zł) i jak zdąży to podjedzie jeszcze do Urzędu Gminy. Jak na razie to postanowiliśmy podejść do tego wszystkiego sceptycznie. Dopóki rodzice oficjalnie nie podpiszą dokumentów w banku i pieniądze nie wylądują na koncie- będziemy ostrożni z entuzjazmem. Póki co, załatwimy co się da, żeby przez zimę się przygotować do remontu, łącznie z zaklepaniem wszelkich ekip nam potrzebnych. Wierzę, że się uda i w przyszłym roku będziemy już "na swoim":)
Co do Bubka naszego to zaczyna już powoli chodzić i trzeba chować wszystkie niebezpieczne przedmioty. Do tego czasu było super, bo mi Synuś nie raczkował, więc posadziłam go na dywanie i mogłam wyjść do toalety lub chociaż kawę sobie zrobić- wystarczyły mu zabawki.Ale to się zmieniło tydzień temu i dzisiaj już nie mogę spuścić go z oka, bo wszędzie sobie na czworakach podejdzie i wszystko z szafek powyciąga. Jak na razie chodzi trzymając się mnie dwiema rączkami i nie chce puścić jednej- za bardzo się boi.Ale nic na siłę:) Przyjdzie taki dzień, że sam będzie chciał i jeszcze będę za nim biegać :P
Nie choruje, więc mam z tym spokój, tylko to spanie- budzi się co chwile i mam tego już dosyć. Kładę go późno spać (po 22) i późno też je kaszkę, więc powinien być długo syty, ale wierci się i kwęka i trzeba wstawać. Mam nadzieję, że jak skończy roczek to zaczną się przespane nocki.
Do pracy raczej nie pójdę, koleżanka dalej nie dzwoni, więc lipa. Pogodziłam się już z tym.
A oprócz tego nudy, dzień jak co dzień. Długo śpimy, dużo spacerujemy, bawimy się i tak mijają nam dni. Na szczęście mam trochę więcej czasu dla siebie,mogę sobie już pozwolić na nałożenie maseczki na twarz czy maski na włosy, posiedzieć na fejsie jak Młody śpi czy zacząć czytać książkę (gorzej, bo zawsze jest tak, że jak się rozczytam i robi się ciekawie to Kubuś się budzi i tyle relaksu :p)
Jest dobrze :) Mogłabym być bardziej uczuciowa dla K., ale nie potrafię-stałam się oziębła i zdystansowana. Dlaczego? Nie wiem i to mnie martwi. W łóżku to normalnie nie pamiętam kiedy coś się działo. Biedny ten mój chłop- może pasuje się zmienić. Zastanowić się nad sobą- to moje zadanie na dzisiejszą noc...
Buziak
Co do Bubka naszego to zaczyna już powoli chodzić i trzeba chować wszystkie niebezpieczne przedmioty. Do tego czasu było super, bo mi Synuś nie raczkował, więc posadziłam go na dywanie i mogłam wyjść do toalety lub chociaż kawę sobie zrobić- wystarczyły mu zabawki.Ale to się zmieniło tydzień temu i dzisiaj już nie mogę spuścić go z oka, bo wszędzie sobie na czworakach podejdzie i wszystko z szafek powyciąga. Jak na razie chodzi trzymając się mnie dwiema rączkami i nie chce puścić jednej- za bardzo się boi.Ale nic na siłę:) Przyjdzie taki dzień, że sam będzie chciał i jeszcze będę za nim biegać :P
Nie choruje, więc mam z tym spokój, tylko to spanie- budzi się co chwile i mam tego już dosyć. Kładę go późno spać (po 22) i późno też je kaszkę, więc powinien być długo syty, ale wierci się i kwęka i trzeba wstawać. Mam nadzieję, że jak skończy roczek to zaczną się przespane nocki.
Do pracy raczej nie pójdę, koleżanka dalej nie dzwoni, więc lipa. Pogodziłam się już z tym.
A oprócz tego nudy, dzień jak co dzień. Długo śpimy, dużo spacerujemy, bawimy się i tak mijają nam dni. Na szczęście mam trochę więcej czasu dla siebie,mogę sobie już pozwolić na nałożenie maseczki na twarz czy maski na włosy, posiedzieć na fejsie jak Młody śpi czy zacząć czytać książkę (gorzej, bo zawsze jest tak, że jak się rozczytam i robi się ciekawie to Kubuś się budzi i tyle relaksu :p)
Jest dobrze :) Mogłabym być bardziej uczuciowa dla K., ale nie potrafię-stałam się oziębła i zdystansowana. Dlaczego? Nie wiem i to mnie martwi. W łóżku to normalnie nie pamiętam kiedy coś się działo. Biedny ten mój chłop- może pasuje się zmienić. Zastanowić się nad sobą- to moje zadanie na dzisiejszą noc...
Buziak
środa, 11 września 2013
Co u nas?
Stagnacja. Tak mogę określić moje życie ostatnimi czasy. Brak działania, wegetacja, życie dniem dzisiejszym. Ale coś się zmienia i mam nadzieję, że są to zmiany na lepsze. Rozpisywałam się już jak bardzo mi źle z teściami i co się z tym wiąże jak bardzo nam brak prywatności i przestrzeni przez co nasze małżeństwo powoli "umiera". Dla nas to ostatni dzwonek, żeby odnowić to wszystko co tak misternie budowaliśmy przez te wszystkie lata. Do tego w pracy K. dzieją się niestworzone rzeczy. Mówi się, że z rodziną to "najlepiej się wychodzi na zdjęciu" i to jest święta prawda. Brat K. tak się "wycwanił", że zaczął wykorzystywać K. i ma do niego ciągłe pretensje. Wszystko mu nie pasuje, a zamiast pilnować pracowników to więcej go w pracy nie ma niż jest a wszystkie obowiązki spadły na K. Codziennie się kłócą i mój mąż ma już tego dosyć Odbija się to na nas, bo ciągle "burczy" na mnie i się wyładowuje. Myślał o zmianie pracy i załatwił sobie nawet wyjazd do Francji, znaczy się nasz wspólny kolega zaklepał mu miejsce u kuzyna w firmie budowlanej, ale dla K. wyjazd to ostateczność- nie chce nas zostawiać...
Podjęliśmy decyzję, że K. wyjedzie zarobić na budowę piętra i wróci, ale jak wspomnieliśmy o tym teściowej to powiedziała, że jak chcemy robić remont to oni nam podpiszą dokumenty do kredytu, żeby tylko K. nie wyjeżdżał, bo dla młodych małżeństw to nie jest dobre. Ona to pikuś, najbardziej baliśmy się o teścia, bo on od zawsze był przeciwny kredytom i twierdził, że skoro oni się całe życie męczyli z ich rodzicami w dwóch pokojach to my tez możemy. Ale postawiliśmy wszystko na jedną kartę i wygraliśmy. Teść ostatecznie się zgodził i wychodzi na to, że już niedługo będziemy mieć swoje upragnione piętro, a K. nie wyjedzie. Jak dla mnie mógłby jechać, obyłoby się bez kredytu, ale najbardziej szkoda mi Kubusia, bo każdy miesiąc na takim dziecku widać i K. na pewno dużo by ominęło. Jedyny minus tej całej sytuacji jest taki, że mąż musi dalej pracować u brata chyba, że znajdzie coś o podobnych zarobkach, no bo wiadomo- trzeba będzie spłacać kredyt. Ja też czekam czy coś się z tą moją praca wyklaruje- jeśli do 20 września koleżanka nie da znać to będzie "po frytkach".
Podsumowując: załatwiamy wszelkie formalności do kredytu hipotecznego, jeśli zdążmy w miarę szybko z tym i pieniądze będą na koncie to jeszcze przed zimą chcemy wybudować to piętro, a w zimie wykończyć, jeśli nie to ruszamy z tym "koksem" na wiosnę :) Z racji tego, że małż ma w zimie wolne, bo jest "martwy sezon" to wolelibyśmy się tak wyrobić, żeby jak spadnie śnieg już tam mieszkać, ale zobaczymy. Byłoby super całą rodzinką sobie spędzać dnie u siebie :)
Dam znać jak się coś wyjaśni :)
Powoli mam coraz więcej wolnego czasu, bo Syn dorasta. Naprawdę podziwiam te mamy, które regularnie coś "skrobią" na swoich blogach. Ja tam jak Młody śpi to wolę poczytać książkę albo ogarnąć siebie bądź dom :P
Co najgorsze- Młody daje mi popalić w nocy :/ Od 1.30 co chwilę się budzi aż w końcu ląduje u nas w łóżku. W rezultacie my budzimy się w tej samej pozycji, w której zasnęliśmy, a Młody zadowolony, bo rozłożony na pół łóżka się wysypia. Czekam tej cudownej chwili kiedy mój pierworodny zaskoczy mnie przespana nocą. A na razie wymiękam, witam się z "worami pod oczami" i zamieniam się rankiem w zombi :P
To tak w skrócie co u nas;) Jak macie jakieś pytania to walcie śmiało :P
Buziunie:*
Podjęliśmy decyzję, że K. wyjedzie zarobić na budowę piętra i wróci, ale jak wspomnieliśmy o tym teściowej to powiedziała, że jak chcemy robić remont to oni nam podpiszą dokumenty do kredytu, żeby tylko K. nie wyjeżdżał, bo dla młodych małżeństw to nie jest dobre. Ona to pikuś, najbardziej baliśmy się o teścia, bo on od zawsze był przeciwny kredytom i twierdził, że skoro oni się całe życie męczyli z ich rodzicami w dwóch pokojach to my tez możemy. Ale postawiliśmy wszystko na jedną kartę i wygraliśmy. Teść ostatecznie się zgodził i wychodzi na to, że już niedługo będziemy mieć swoje upragnione piętro, a K. nie wyjedzie. Jak dla mnie mógłby jechać, obyłoby się bez kredytu, ale najbardziej szkoda mi Kubusia, bo każdy miesiąc na takim dziecku widać i K. na pewno dużo by ominęło. Jedyny minus tej całej sytuacji jest taki, że mąż musi dalej pracować u brata chyba, że znajdzie coś o podobnych zarobkach, no bo wiadomo- trzeba będzie spłacać kredyt. Ja też czekam czy coś się z tą moją praca wyklaruje- jeśli do 20 września koleżanka nie da znać to będzie "po frytkach".
Podsumowując: załatwiamy wszelkie formalności do kredytu hipotecznego, jeśli zdążmy w miarę szybko z tym i pieniądze będą na koncie to jeszcze przed zimą chcemy wybudować to piętro, a w zimie wykończyć, jeśli nie to ruszamy z tym "koksem" na wiosnę :) Z racji tego, że małż ma w zimie wolne, bo jest "martwy sezon" to wolelibyśmy się tak wyrobić, żeby jak spadnie śnieg już tam mieszkać, ale zobaczymy. Byłoby super całą rodzinką sobie spędzać dnie u siebie :)
Dam znać jak się coś wyjaśni :)
Powoli mam coraz więcej wolnego czasu, bo Syn dorasta. Naprawdę podziwiam te mamy, które regularnie coś "skrobią" na swoich blogach. Ja tam jak Młody śpi to wolę poczytać książkę albo ogarnąć siebie bądź dom :P
Co najgorsze- Młody daje mi popalić w nocy :/ Od 1.30 co chwilę się budzi aż w końcu ląduje u nas w łóżku. W rezultacie my budzimy się w tej samej pozycji, w której zasnęliśmy, a Młody zadowolony, bo rozłożony na pół łóżka się wysypia. Czekam tej cudownej chwili kiedy mój pierworodny zaskoczy mnie przespana nocą. A na razie wymiękam, witam się z "worami pod oczami" i zamieniam się rankiem w zombi :P
To tak w skrócie co u nas;) Jak macie jakieś pytania to walcie śmiało :P
Buziunie:*
wtorek, 10 września 2013
:)
Tak na szybkiego co by Was za bardzo nie zaniedbać :) Kilka fotek z Soliny ;)

Jakiś sensowny post "spłodzę" na dniach... Buziaki :*
PS. Młody dorasta (2 dni temu skończył 10 miesięcy) a ja powoli odczuwam, że wracam do "świata żywych" :P
| Moje Słoneczko :) |
| Nasza "solińska"ekipa :) |
| Z mamusią ;) (straszę bez makijażu, będziecie mieć koszmary :P) |
| Zabawa z tatą:) |
| Bubuś |
| Mężczyźni mojego życia :) |
| Po obiadku |
| "Szczęśliwe"małżeństwo :P |
PS. Młody dorasta (2 dni temu skończył 10 miesięcy) a ja powoli odczuwam, że wracam do "świata żywych" :P
sobota, 24 sierpnia 2013
...
Wpadłam na chwilkę. Dzisiaj idziemy na weselicho, a co za tym idzie Młody zostaje z Babcią :) Nie powiem, przyda nam chwila wytchnienia zwłaszcza, że Bubuś ostatnio daje w nocy popalić. Następne zęby czy co?? Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić, bo wesele jest zaledwie 5 minut drogi od domu więc w razie czego to mogę podlecieć szybciutko i zadziałać gdyby syn nie mógł zasnąć. No i wreszcie się wódki napiję, bo nie miałam jej w ustach chyba ze dwa lata, należy mi się odrobina rozrywki a co!
Mam widoki na pracę od października, nie w swoim zawodzie a w sklepie odzieżowym. Dobre i to, będą pieniążki a co najważniejsze umowa i wtedy już na pewno dostaniemy ten kredyt na rozbudowę domu, bo tylko tego mojego zatrudnienia brakuje. Proszę zatem trzymać kciuki, bo to nie jest do końca pewne!!!
A teraz lecę suszyć włosy i do fryzjera!!
Cium :*
Mam widoki na pracę od października, nie w swoim zawodzie a w sklepie odzieżowym. Dobre i to, będą pieniążki a co najważniejsze umowa i wtedy już na pewno dostaniemy ten kredyt na rozbudowę domu, bo tylko tego mojego zatrudnienia brakuje. Proszę zatem trzymać kciuki, bo to nie jest do końca pewne!!!
A teraz lecę suszyć włosy i do fryzjera!!
Cium :*
wtorek, 6 sierpnia 2013
Pierwsze wakacje Bubusia :) Solina :)
Pierwszy wakacyjny wyjazd Bubusia już za nami. Byliśmy w Bieszczadach :) Młody spisał się wzorowo, podczas długiej podróży siedział grzecznie w foteliku i prawie nie marudził :) A nad wodą to dopiero było, kopał i cały wierzgał żeby jak największy rozbryzg zrobić :p A jak go wyciągnęłam to był jeden wielki krzyk :) Uwielbia wodę ten mój Synuś mały :) Bałam się trochę żeby się nie przegrzał i nie opalił za bardzo, bo zapomniałam z domu zabrać syrop na gorączkę, ale na szczęście nic mu nie było i nawet potówek nie ma :) Noce też ładnie przesypiał, bo umordowany był jak nie wiem :)
Ogólnie był wszystkim zainteresowany i zadowolony przesiedział całe godziny w wózku, więc pospacerowaliśmy nad zaporą solińską w tę i z powrotem bez żadnego stresu i męczenia się z marudzącym dzieckiem :) Podsumowując, spokojnie można z nim wszędzie pojechać i naprawdę człowiek się nie umęczy :) Mam w domu Anioła ;)
Pozdrawiam i powoli nadrobię zaległości... W moim życiu prywatnym szarość.
Buziunie :*
Ogólnie był wszystkim zainteresowany i zadowolony przesiedział całe godziny w wózku, więc pospacerowaliśmy nad zaporą solińską w tę i z powrotem bez żadnego stresu i męczenia się z marudzącym dzieckiem :) Podsumowując, spokojnie można z nim wszędzie pojechać i naprawdę człowiek się nie umęczy :) Mam w domu Anioła ;)
Pozdrawiam i powoli nadrobię zaległości... W moim życiu prywatnym szarość.
Buziunie :*
poniedziałek, 10 czerwca 2013
:Buziaczki dla cierpliwych :*
Widzę, że jeszcze ktoś do mnie zagląda :) Obiecuję, że w tym tygodniu coś napiszę.
Proszę o cierpliwość :)
Jak ten czas leci- moje dziecko parę dni temu skończyło 7 miesięcy. Ten upływający czas cieszy i przeraża zarazem. Ech, u mnie średnio, ale żale będą innym razem.
Miłego wieczorku :*
Proszę o cierpliwość :)
Jak ten czas leci- moje dziecko parę dni temu skończyło 7 miesięcy. Ten upływający czas cieszy i przeraża zarazem. Ech, u mnie średnio, ale żale będą innym razem.
Miłego wieczorku :*
czwartek, 18 kwietnia 2013
niedziela, 3 marca 2013
Nie ma mnie
Jadę z Kubusiem na kilka dni do Rodziców, więc znowu nie będę pisać. Jak tylko wrócę to się odezwę.
Buziaki :*
21.03.2013
Nie będzie mnie trochę dłużej. Pewnie do weekendu, a może do "po weekendzie"?
Ale pamiętam i myślami jestem z Wami.
Buziak
PS. Ale mnie czeka długa lektura Waszych blogów. Mrauuu!! Już nie mogę się doczekać, więc piszcie, piszcie i piszcie- długo i ciekawie :*
Miłego dnia:)
Buziaki :*
21.03.2013
Nie będzie mnie trochę dłużej. Pewnie do weekendu, a może do "po weekendzie"?
Ale pamiętam i myślami jestem z Wami.
Buziak
PS. Ale mnie czeka długa lektura Waszych blogów. Mrauuu!! Już nie mogę się doczekać, więc piszcie, piszcie i piszcie- długo i ciekawie :*
Miłego dnia:)
środa, 27 lutego 2013
Wieści z frontu :)
1. Młody zaszczepiony ;) Na szczęście nie ma gorączki, śpi sobie spokojnie w łóżeczku :) Z racji, że z niego "chłop jak dąb" zamiast w udo był kłuty w rękę. Zniósł to bardzo dobrze, nawet nie płakał, zajęczał tylko przy wkłuciu i tyle. Dzielny smyk.
2. Pani Doktor nie mogła się go nachwalić jak to on kochany, poprzytulała i pochwaliła, że ciemieniucha już zeszła, a główka narosła i nie ma wskazań żeby wystawić skierowanie na masaż. Kamień z serca ;) Poza tym mój mały mężczyzna w ciągu dwóch tygodni przybrał na wadze całe 200 gram. O tak z ciekawości go zważyliśmy :P
3. K. złożył dzisiaj wniosek o kredyt, nic mu nie chcieli powiedzieć póki system nie zaakceptuje tego wniosku. Czekamy na telefon z dobrymi wieściami. Jak nie to będziemy szukać dalej :)
4. Dokładnie w dzisiejszą noc w zeszłym roku począł się Kubuś. Tak, że świętujemy dziś jego nieoficjalne pierwsze urodzinki :P Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dzieci to największy Skarb. Kocham go najmocniej na świecie i nie rozumiem jak można skrzywdzić własne dziecko!
To tyle. Idę spać :)
2. Pani Doktor nie mogła się go nachwalić jak to on kochany, poprzytulała i pochwaliła, że ciemieniucha już zeszła, a główka narosła i nie ma wskazań żeby wystawić skierowanie na masaż. Kamień z serca ;) Poza tym mój mały mężczyzna w ciągu dwóch tygodni przybrał na wadze całe 200 gram. O tak z ciekawości go zważyliśmy :P
3. K. złożył dzisiaj wniosek o kredyt, nic mu nie chcieli powiedzieć póki system nie zaakceptuje tego wniosku. Czekamy na telefon z dobrymi wieściami. Jak nie to będziemy szukać dalej :)
4. Dokładnie w dzisiejszą noc w zeszłym roku począł się Kubuś. Tak, że świętujemy dziś jego nieoficjalne pierwsze urodzinki :P Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dzieci to największy Skarb. Kocham go najmocniej na świecie i nie rozumiem jak można skrzywdzić własne dziecko!
To tyle. Idę spać :)
wtorek, 26 lutego 2013
Kryzys
Żeby nie było tak kolorowo, że wszystko jest takie "cacy", że Syn pięknie rośnie, a remont zbliża się wielkimi krokami to napiszę Wam, że nad moim małżeństwem zawisły czarne chmury i ni cholera nie chcą odpłynąć :/ Z K. oddaliliśmy się od siebie, wiecznie się kłócimy, a że nie umiemy inteligentnie tego robić to sypią się takie słowa, że głowa mała :( Już mam dosyć, a najgorsze jest to, że nie chce mi się walczyć o nas. Dawniej potrafiliśmy usiąść i zrobić "gorzkie żale" jeden na drugiego, a teraz nie- wszystko się nawarstwia i jest jeszcze gorzej. Powiedziałam mu ostatnio, że zrobienie piętra ma być jednoznaczne z zaczęciem nowego życia, a do tego obydwoje musimy się przyłożyć- inaczej to nie ma sensu. Nie zamierzam się męczyć :( Dużo w tym mojej winy, jestem zołzą i lubię "trzymać faceta krótko" a jemu to nie odpowiada. Do tego mam tak go dosyć, że nie mam zupełnie ochoty na seks z nim co też nie wróży nam dobrze:/ W tym miesiącu do zbliżenia doszło może ze 3 razy tylko. Ech, ciężko mi, a szczególnie teraz kiedy pakujemy się w duży kredyt, który chcąc nie chcąc zwiąże nas na długie lata. Czasami myślę, że łączy nas tylko dziecko i tylko z Kubusia powodu z nim jestem.
Myślę, że to brak prywatności (czyt.mieszkanie z teściami za ścianą) jest głównym winowajcą tego kryzysu :( Nie przytulamy się, nie całujemy w kuchni czy też w innym zakątku domu- wszystko odbywa się w naszym pokoju, po kryjomu... Zero romantyzmu i publicznego okazywania sobie uczuć, bo ktoś zobaczy.
Nie wiem co się dzieje, czas pokaże czy będzie lepiej. Mam nadzieję. Nie ma związków idealnych, a wiadomo, że "po burzy zawsze wychodzi słońce" i tego się trzymam.
Pa
Myślę, że to brak prywatności (czyt.mieszkanie z teściami za ścianą) jest głównym winowajcą tego kryzysu :( Nie przytulamy się, nie całujemy w kuchni czy też w innym zakątku domu- wszystko odbywa się w naszym pokoju, po kryjomu... Zero romantyzmu i publicznego okazywania sobie uczuć, bo ktoś zobaczy.
Nie wiem co się dzieje, czas pokaże czy będzie lepiej. Mam nadzieję. Nie ma związków idealnych, a wiadomo, że "po burzy zawsze wychodzi słońce" i tego się trzymam.
Pa
poniedziałek, 25 lutego 2013
Misz masz
Dziewczyny! Jestem, żyję i mam się dobrze, ale kompletnie nie mam czasu na prowadzenie bloga :( Dni uciekają jak szalone, a ja nawet nie wiem jak jest dzień tygodnia :( Mam twarde postanowienie, żeby pisać codziennie-nie wiem kiedy to wcielę w życie, ale na pewno to zrobię ;)
Tak w telegraficznym skrócie póki Kubuś śpi:
- mój Szkrab niedługo kończy 4 miesiące. Kiedy to zleciało? Nie wiem. Czeka nas rozszerzanie diety, prosiłabym Was o rady i opis jak to u Was wygląda. Chodzi mi głównie o proporcje na początku, bo moja znajoma dała swojej córce pół deserka ze słoiczka i Mała wylądowała cała sina na pogotowiu z ostrym bólem brzuszka. Bardzo bym prosiła też o napisanie kiedy w ciągu dnia dajecie mleczko, kiedy kaszkę, pewnie zupkę na obiad i deserek (jabłuszko) po południu. Ale w jakich odstępach czasu? Bo Młody teraz je mniej więcej co 4 godziny i nie wiem jak go karmić jak wprowadzę nowe produkty. Też co 4 godziny ?? Z góry dziękuję :* Pierwsze dziecko to człowiek zielony :P
-jutro jedziemy zorientować się czy dadzą nam kredyt na remont. Jeśli tak to czekamy tylko na pogodę i ruszamy z tym koksem, bo wszystkie ekipy już mamy :) Nie mogę się doczekać, choć z drugiej strony przeraża mnie ten kredyt bo to aż 70 tyś. plus odsetki! Ale kto nie ryzykuje ten nie ma! W razie czego K. pojedzie za granicę, bo mamy tam mnóstwo znajomych i myślę, że nie zostawiliby nas w potrzebie. Wizja osobnego mieszkania bardziej kusi nawet kosztem długu w banku! Więc proszę o trzymanie kciuków!! :)
- w środę mamy szczepienie. Wprawdzie Kubuś miał być kłuty już prawie dwa tygodnie temu, ale z powodu ropiejących oczek doktorka nie zezwoliła. Po prawie 10dniowej "kuracji kropelkowej" już jest wszystko w porządku i nie powinno być tym razem problemu. Postanowiłam, że nie zgodzę się na te masaże główki, powiem jej, że najpierw skonsultuję się z pediatrą i jeśli według niej będzie to konieczne to wtedy przyjdę po skierowanie- myślę, że dobrze robię ;) Poza tym Młody jak szalony kręci główką na prawą i na lewą stronę i śpi też różnie więc powinna ta głowa mu się zaokrąglić-z resztą już widać efekty.
Dobra kończe, bo Panicz się obudził. Na razie leży grzecznie w łóżeczku, ale to kwestia czasu :P
Wybaczcie, ale nie sprawdzam błędów- nie mam czasu ;)
Buźki :*
PS. Nie komentuję u Was, ale zaglądam regularnie. Postaram się poprawić w tej materii ;)
Na koniec zdjęcia Bubusia, żebyście zobaczyły jaki to już duży kawaler ;)
Tak w telegraficznym skrócie póki Kubuś śpi:
- mój Szkrab niedługo kończy 4 miesiące. Kiedy to zleciało? Nie wiem. Czeka nas rozszerzanie diety, prosiłabym Was o rady i opis jak to u Was wygląda. Chodzi mi głównie o proporcje na początku, bo moja znajoma dała swojej córce pół deserka ze słoiczka i Mała wylądowała cała sina na pogotowiu z ostrym bólem brzuszka. Bardzo bym prosiła też o napisanie kiedy w ciągu dnia dajecie mleczko, kiedy kaszkę, pewnie zupkę na obiad i deserek (jabłuszko) po południu. Ale w jakich odstępach czasu? Bo Młody teraz je mniej więcej co 4 godziny i nie wiem jak go karmić jak wprowadzę nowe produkty. Też co 4 godziny ?? Z góry dziękuję :* Pierwsze dziecko to człowiek zielony :P
-jutro jedziemy zorientować się czy dadzą nam kredyt na remont. Jeśli tak to czekamy tylko na pogodę i ruszamy z tym koksem, bo wszystkie ekipy już mamy :) Nie mogę się doczekać, choć z drugiej strony przeraża mnie ten kredyt bo to aż 70 tyś. plus odsetki! Ale kto nie ryzykuje ten nie ma! W razie czego K. pojedzie za granicę, bo mamy tam mnóstwo znajomych i myślę, że nie zostawiliby nas w potrzebie. Wizja osobnego mieszkania bardziej kusi nawet kosztem długu w banku! Więc proszę o trzymanie kciuków!! :)
- w środę mamy szczepienie. Wprawdzie Kubuś miał być kłuty już prawie dwa tygodnie temu, ale z powodu ropiejących oczek doktorka nie zezwoliła. Po prawie 10dniowej "kuracji kropelkowej" już jest wszystko w porządku i nie powinno być tym razem problemu. Postanowiłam, że nie zgodzę się na te masaże główki, powiem jej, że najpierw skonsultuję się z pediatrą i jeśli według niej będzie to konieczne to wtedy przyjdę po skierowanie- myślę, że dobrze robię ;) Poza tym Młody jak szalony kręci główką na prawą i na lewą stronę i śpi też różnie więc powinna ta głowa mu się zaokrąglić-z resztą już widać efekty.
Dobra kończe, bo Panicz się obudził. Na razie leży grzecznie w łóżeczku, ale to kwestia czasu :P
Wybaczcie, ale nie sprawdzam błędów- nie mam czasu ;)
Buźki :*
PS. Nie komentuję u Was, ale zaglądam regularnie. Postaram się poprawić w tej materii ;)
Na koniec zdjęcia Bubusia, żebyście zobaczyły jaki to już duży kawaler ;)
JEST PRZEKOCHANY!!! ;)
środa, 13 lutego 2013
Powoli do przodu :)
Powoli klaruje się nam wszystko. K. podzwonił wczoraj po ekipach remontowych i mamy już wszystkich oprócz murarzy, co do murarki to facet kazał przyjechać osobiście i wtedy uzgodnić szczegóły- reszta, czyli faceci od dachów i elektrycy po podaniu wymiarów potrafili podać mniej więcej ile to będzie kosztować.W piątek robimy objazdówkę po sklepach, żeby oszacować ile by nas wyniosło wyposażenie tej góry i po podliczeniu wszystkiego pozostaje nam już tylko wizyta w banku po kredyt i modlenie się o ładną wiosenną pogodę ;) Plan jest taki, żeby już naszą 3. rocznicę ślubu świętować u siebie ;) Nie mogę się doczekać :)
Wczoraj byliśmy w Ośrodku Zdrowia na szczepieniu, niestety odesłano nas z kwitkiem, bo Młodemu ropieją oczka (nie tak bardzo, tylko troszeczkę, szczególnie po spaniu ma "śpioszki" w kącikach). Doktorka przepisała mu kropelki do oczu i zapuszczamy dwa razy dziennie. Szczepienie przesunięte na za tydzień. Ale nie to mnie zmartwiło. Nasza doktorka od siedmiu boleści (nie ma dobrej opinii na u nas na wsi) powiedziała, że Kuba ma miękką główkę i napisze nam skierowanie na masaże. Jak to usłyszałam to mnie wcięło, mówiłam o tym mojej babci, cioci, mamie i teściowej i one zrobiły oczy jak 5 złotówki- nigdy nie słyszały o czymś takim, a główka przecież się rozrasta więc nie jest taka jak u dorosłej osoby. Poradziły mi te kobieciny ode mnie z rodziny (z mamą włącznie) żebym najpierw się skonsultowała z pediatrą a nie z tą doktorką, która za przeproszeniem g.... się zna (bo taka jest prawda) i jeśli specjalista uzna, że te masaże są potrzebne to wziąć to skierowanie, a jeśli nie to się w to nie pchać. Oglądnęły Jakuba i stwierdziły, że one nic nie widzą i nic nie czują, żeby było coś nie tak z tą jego głową. Posłucham się i zrobię tak jak mi radzą. Poprzednio jak byłam z nim na szczepieniu to Młody miał straszną ciemieniuchę i ta pindzia kazała mi myć mu główkę Nizoralem! W życiu!!! Smarowałam oliwką, sczesywałam i ładnie zeszło.W dupie ją mam daleko :/ Z przyjemniejszych rzeczy: mój Pierworodny skończywszy 3 miesiące 7 lutego waży już olaboga!!! 6,80 kg i mierzy 61 cm :) Powiedzieli nam, że ma wygląd jak półroczne dziecko :D Takiego grubaska mamy ;) K. też był taki grubiutki, mam nadzieję, że Kubuś wyrośnie i będzie taki szczuplutki jak tata- ja nie to lodówkę będziemy zamykać na klucz :P :)
Jutro Walentynki. Plany? Wybieramy się do kina, a Kubuńka oddajemy w ręce mojej mamy :) Po spędzeniu u niej dwóch tygodni nie boję się zostawić synka pod jej opieką :) Z resztą ona nie ma nawet 50 lat, więc lepiej się zajmuje Młodym niż ja :D Wrócimy do niej w nocy, ale już mnie uprzedziła, żebym nie brała Kuby do nas do spania tylko żebyśmy się wyspali, ona go nakarmi nad ranem (syn je po północy i później między 4 a 5) . Taka mama to skarb ;D Mogę się zatem spokojnie piwka napić ;) A co do Walentynek to mnie to nie jara, chyba za długo jestem już z K. żeby się podniecać takim Świętem, nie potrzebuję tego dnia, żeby usłyszeć, że mnie kocha :) To się po prostu wie :)
Miłej nocki ;)
Wczoraj byliśmy w Ośrodku Zdrowia na szczepieniu, niestety odesłano nas z kwitkiem, bo Młodemu ropieją oczka (nie tak bardzo, tylko troszeczkę, szczególnie po spaniu ma "śpioszki" w kącikach). Doktorka przepisała mu kropelki do oczu i zapuszczamy dwa razy dziennie. Szczepienie przesunięte na za tydzień. Ale nie to mnie zmartwiło. Nasza doktorka od siedmiu boleści (nie ma dobrej opinii na u nas na wsi) powiedziała, że Kuba ma miękką główkę i napisze nam skierowanie na masaże. Jak to usłyszałam to mnie wcięło, mówiłam o tym mojej babci, cioci, mamie i teściowej i one zrobiły oczy jak 5 złotówki- nigdy nie słyszały o czymś takim, a główka przecież się rozrasta więc nie jest taka jak u dorosłej osoby. Poradziły mi te kobieciny ode mnie z rodziny (z mamą włącznie) żebym najpierw się skonsultowała z pediatrą a nie z tą doktorką, która za przeproszeniem g.... się zna (bo taka jest prawda) i jeśli specjalista uzna, że te masaże są potrzebne to wziąć to skierowanie, a jeśli nie to się w to nie pchać. Oglądnęły Jakuba i stwierdziły, że one nic nie widzą i nic nie czują, żeby było coś nie tak z tą jego głową. Posłucham się i zrobię tak jak mi radzą. Poprzednio jak byłam z nim na szczepieniu to Młody miał straszną ciemieniuchę i ta pindzia kazała mi myć mu główkę Nizoralem! W życiu!!! Smarowałam oliwką, sczesywałam i ładnie zeszło.W dupie ją mam daleko :/ Z przyjemniejszych rzeczy: mój Pierworodny skończywszy 3 miesiące 7 lutego waży już olaboga!!! 6,80 kg i mierzy 61 cm :) Powiedzieli nam, że ma wygląd jak półroczne dziecko :D Takiego grubaska mamy ;) K. też był taki grubiutki, mam nadzieję, że Kubuś wyrośnie i będzie taki szczuplutki jak tata- ja nie to lodówkę będziemy zamykać na klucz :P :)
Jutro Walentynki. Plany? Wybieramy się do kina, a Kubuńka oddajemy w ręce mojej mamy :) Po spędzeniu u niej dwóch tygodni nie boję się zostawić synka pod jej opieką :) Z resztą ona nie ma nawet 50 lat, więc lepiej się zajmuje Młodym niż ja :D Wrócimy do niej w nocy, ale już mnie uprzedziła, żebym nie brała Kuby do nas do spania tylko żebyśmy się wyspali, ona go nakarmi nad ranem (syn je po północy i później między 4 a 5) . Taka mama to skarb ;D Mogę się zatem spokojnie piwka napić ;) A co do Walentynek to mnie to nie jara, chyba za długo jestem już z K. żeby się podniecać takim Świętem, nie potrzebuję tego dnia, żeby usłyszeć, że mnie kocha :) To się po prostu wie :)
Miłej nocki ;)
niedziela, 10 lutego 2013
Nadzieja na lepsze jutro :)
Kochane wróciłam!! Naładowana pozytywnymi emocjami, wypoczęta i szczęśliwa. Mamcia odciążyła mnie tak, że zapomniałam, że mam dziecko :) Skupiłam na się na czytaniu książek i nawet zdarzyło nam się kilka razy wyjść z K na piwko ;) Patrząc jak mama zajmuje się Kubusiem nie miałam najmniejszych obaw czy go z nią zostawić :) Wychodziłam zadowolona i spokojna o los syna :) Spędziliśmy cudowne dwa tygodnie, a w tym czasie Kuba poczynił kolosalne postępy w rozwoju, nawet nie wiem kiedy to się stało :) Wyjechaliśmy nosząc Młodego w rożku, a wróciliśmy już bez z pięknie unoszoną główką, która chociaż się jeszcze troszkę chwieje, jest trzymana w pionie :) Do tego syn kategorycznie odmawia noszenia go poziomo, chce wszystko widzieć i słać uśmiechy dookoła, często chichra się na głos, a my pękamy ze śmiechu :D Do tego gada jak najęty do nas, do lampy na ścianie, telewizora i wszelkich przedmiotów różnej maści :P Stał się niesłychanie absorbującym dzieckiem, to już nie jest Maluszek, który tylko je, robi kupy i śpi. Teraz trzeba go zabawiać, dyskutować z nim i ogólnie jak ja to nazywam "wydziwiać" :P Inaczej jest niezadowolony i warczy :P
Jeżeli chodzi o spanie to też jest już dobrze, Kubuś je co 4 godziny, karmię go między północą a 1 w nocy i później między 4 a 5 :) Jak już zaśnie po kąpieli to owszem wierci się, ale nie płacze i nawet je "na śpiocha"- mamy z nim spokój do 6.30 rano :) Wtedy przenoszę go do nas, bo zaczyna się budzić, drzemie z nami i wytrzymuje do 7.30 :) Ale za to jaki dzień mamy długi jak jest pobudka koło 8 ;D Żyć nie umierać!!! ;)
Generalnie jest bardzo grzeczny, przekochany i złego słowa nie mogę na niego napisać :) Kolka też odchodzi w zapomnienie, raz na jakiś czas mu się zdarzy popłakać, ale podajemy mu wtedy Infacol i przechodzi, ale tak jak piszę, ten ból brzuszka pojawia się już bardzo rzadko.
I na koniec mam dla Was nowinę ;) Podjęliśmy decyzję, że robimy piętro!!!!! Wszystkim już oznajmiliśmy i o dziwo nie ma sprzeciwów. Teściowa mnie też pozytywnie zaskoczyła, bo podeszła do tego spokojnie i od razu wyraziła aprobatę :) Brat K. powiedział, że na pewno przepisze ten dom na niego i żeby spokojnie sobie remontować, on nam gwarantuje, że się rodzinnych włości zrzeknie, więc mamy drogę ze wszystkich stron otwartą!! :D Teraz tylko zrobić kosztorys, postarać się o kredyt i do dzieła ;) Mam nadzieję, że najpóźniej w lipcu-sierpniu wyprawimy parapetówkę :P Jestem przeszczęśliwa, że wreszcie będę sobie sama gotowała i prała we własnym mieszkanku i nikt mi nie będzie nic przestawiał :) A gdyby nam było ciężko z ratami to ustaliliśmy, że K. wyjedzie na parę miesięcy za granicę do kolegi do pracy i wtedy go szybciej spłacimy. Ale myślę, że nie będzie takiej konieczności, bo mamy oszczędności na "czarną godzinę", które zostawiamy na spłatę rat, co by się zabezpieczyć w razie czego:) Tak, że trzymajcie kciuki za powodzenie naszych planów :)
Uciekam już, stopniowo będę nadrabiać zaległości.
Cium :)
Jeżeli chodzi o spanie to też jest już dobrze, Kubuś je co 4 godziny, karmię go między północą a 1 w nocy i później między 4 a 5 :) Jak już zaśnie po kąpieli to owszem wierci się, ale nie płacze i nawet je "na śpiocha"- mamy z nim spokój do 6.30 rano :) Wtedy przenoszę go do nas, bo zaczyna się budzić, drzemie z nami i wytrzymuje do 7.30 :) Ale za to jaki dzień mamy długi jak jest pobudka koło 8 ;D Żyć nie umierać!!! ;)
Generalnie jest bardzo grzeczny, przekochany i złego słowa nie mogę na niego napisać :) Kolka też odchodzi w zapomnienie, raz na jakiś czas mu się zdarzy popłakać, ale podajemy mu wtedy Infacol i przechodzi, ale tak jak piszę, ten ból brzuszka pojawia się już bardzo rzadko.
I na koniec mam dla Was nowinę ;) Podjęliśmy decyzję, że robimy piętro!!!!! Wszystkim już oznajmiliśmy i o dziwo nie ma sprzeciwów. Teściowa mnie też pozytywnie zaskoczyła, bo podeszła do tego spokojnie i od razu wyraziła aprobatę :) Brat K. powiedział, że na pewno przepisze ten dom na niego i żeby spokojnie sobie remontować, on nam gwarantuje, że się rodzinnych włości zrzeknie, więc mamy drogę ze wszystkich stron otwartą!! :D Teraz tylko zrobić kosztorys, postarać się o kredyt i do dzieła ;) Mam nadzieję, że najpóźniej w lipcu-sierpniu wyprawimy parapetówkę :P Jestem przeszczęśliwa, że wreszcie będę sobie sama gotowała i prała we własnym mieszkanku i nikt mi nie będzie nic przestawiał :) A gdyby nam było ciężko z ratami to ustaliliśmy, że K. wyjedzie na parę miesięcy za granicę do kolegi do pracy i wtedy go szybciej spłacimy. Ale myślę, że nie będzie takiej konieczności, bo mamy oszczędności na "czarną godzinę", które zostawiamy na spłatę rat, co by się zabezpieczyć w razie czego:) Tak, że trzymajcie kciuki za powodzenie naszych planów :)
Uciekam już, stopniowo będę nadrabiać zaległości.
Cium :)
czwartek, 31 stycznia 2013
Offline ;)
Kochane korzystając z tego, że jestem u rodzinki i dopadłam komputer chciałam Was poinformować o mojej nieobecności. Jestem u mamy z Kubusiem i wypoczywam, bo głównie ona zajmuje się Młodym. Przyszedł czas na podładowanie akumulatora. Czas dla mnie- tylko dla mnie.
Jak wrócę to się zamelduję- prawdopodobnie w przyszłym tygodniu ;)
Pa ;*
Jak wrócę to się zamelduję- prawdopodobnie w przyszłym tygodniu ;)
Pa ;*
środa, 16 stycznia 2013
Zaległości
Oj, dawno mnie nie było. Wytłumaczenie jest jedno- brak czasu i niepracujący zimą mąż okupujący komputer :) Korzystając z chwili, że wybył z domu, postanowiłam zameldować, że żyję i mam się dobrze :)
Nowy Rok nam nastał :) Sylwester jak pewnie się spodziewacie spędziliśmy z Maluszkiem w domu, kuzyn wpadł do nas i posiedzieliśmy do 3 nad ranem. Kubuś wyczuł zbliżającą się północ i wstał o 23.45 żeby z nami powitać Nowy 2013 rok po czym zasnął pół godziny później :) Ogólnie myślałam, że będzie mi szkoda, że nasi znajomi się bawią a my tak spokojnie w kapciach w domu, ale nie- Sylwester wspominam miło i nie żałuję, że odrzuciłam propozycję opieki nad Małym cioci, a nawet mamie :) Wiem, że myślami byłabym z nim i nie bawiłabym się dobrze, mimo że impreza odbywała się w szkole oddalonej od cioci 10 min drogi pieszo i mogłabym zaglądnąć do niego kiedy bym tylko chciała. Za rok może się gdzieś wybierzemy i odbijemy to sobie ;)
Szkoda mi bardzo, że tamten rok się skończył, bo był dla mnie niezwykle udany :) Spełniły się dwa moje pragnienia na 2012 rok: zostałam mamą i znalazłam pracę, wprawdzie na zastępstwo i na dzień dzisiejszy jestem już bezrobotną na macierzyńskim, ale dzięki niej mogę spokojnie cieszyć się synusiem i nie martwić się, że brakuje nam na cokolwiek dla niego :) Zostało mi jeszcze jedno marzenie, które w tamtym roku się nie spełniło, dlatego przenoszę go na 2013 :) Pewnie się domyślacie co! Odseparowanie od teściowej :) No i chciałabym też znaleźć pracę, taką na stałe, nie nie co ja wymyślam- jakąkolwiek pracę ;) Jak te dwie rzeczy mi się spełnią to 31 grudnia uznam ten rok za szczęśliwy :) Ale przede wszystkim życzę sobie, mojej rodzince i Wam kochane moje dużo zdrówka, bo bez niego nic się nam w życiu nie uda :)
Co jeszcze? Acha, 5 stycznia mój Dzidziuś przestał być poganinem, a został chrześcijaninem :P Takie miałam obawy, jak to wszystko wyjdzie, czy będzie grzeczny w kościele, czy chrzciny robić w restauracji czy w domu, a tu ksiądz sprawił, że nie było czasu na zastanawianie się nad tym wszystkim :P Między Świętami poszliśmy go zapisać do kancelarii parafialnej i ustalić datę chrztu. U nas ksiądz jest zaciekłym przeciwnikiem chrzczenia w soboty i jakiekolwiek inne dni, tylko niedziela na sumie i koniec!!! A ja, jako że wręcz nienawidzę robienia czegoś na pokaz, żeby inni mogli się napatrzeć i nagadać postanowiłam po ustaleniu z K. poprosić go czy by jednak nie odprawił nam tego sakramentu w sobotę. Ogólnie przyjęte u nas jest, że ksiądz robi wyjątki tylko z konkretnego powodu, więc ja razem z K. zrobiłam z siebie bardziej chorą niż jestem zwalając wszystko na to moje nadciśnienie, opowiedziałam mu, ze byłam z tego powodu w szpitalu i że na Świętach też się źle czułam, co było zgodne z prawdą. No i zgodził się, bez jakiegokolwiek ALE, nawet nie musieliśmy go przekonywać, pozwolił nam sobie jeszcze wybrać termin :) Chcieliśmy na spokojnie 19 stycznia, ale coś zażartował, że jak nie zdążę upiec placków to mi kupi i że zapisuje na 5 stycznia, czyli tydzień od tego naszego spotkania :P Byliśmy w szoku, ale tak nas zbałamucił, że wyszliśmy z taką właśnie datą ;) Na szybkiego prosiliśmy Chrzestnych i na rezerwację w restauracji nie było już czasu. W rezultacie domową imprezę na 18 osób uważam za udaną, nie napracowałam się, bo mama, ciocia i teściowa coś od siebie upichciły, ciasta kupiliśmy gotowe, więc do mnie należało tylko zrobienie dwóch sałatek :) W niedzielę po całej tej imprezie mama razem z ciocią wpadły z rana i ogarnęły kuchnię, do mnie należało tylko pakowanie umytej zastawy i sztućców ;D Takie chrzciny to ja mogę mieć co tydzień :p Nie żebym była materialistką, ale finansowo wyszliśmy super, bo straciliśmy ok. 800 zł a w restauracji wydalibyśmy ok. 2000 zł. Kubuś "zarobił" 1100 zł i dostał od Chrzestnego bardzo praktyczny fotelik do karmienia :) Za te jego pieniążki chcemy mu kupić matę edukacyjną i leżaczek-bujaczek ;) Macie jeszcze jakieś pomysły co by się mu jeszcze mogło przydać??
To może już tyle na dziś, bo notka długaśna ;) Bełchatowianko, jeśli mnie czytasz to zaproś mnie jeszcze raz do czytania Twojego bloga, bo gdzieś mi wcięło to zaproszenie i nie mam dostępu do postów!!
Buziaki
Nowy Rok nam nastał :) Sylwester jak pewnie się spodziewacie spędziliśmy z Maluszkiem w domu, kuzyn wpadł do nas i posiedzieliśmy do 3 nad ranem. Kubuś wyczuł zbliżającą się północ i wstał o 23.45 żeby z nami powitać Nowy 2013 rok po czym zasnął pół godziny później :) Ogólnie myślałam, że będzie mi szkoda, że nasi znajomi się bawią a my tak spokojnie w kapciach w domu, ale nie- Sylwester wspominam miło i nie żałuję, że odrzuciłam propozycję opieki nad Małym cioci, a nawet mamie :) Wiem, że myślami byłabym z nim i nie bawiłabym się dobrze, mimo że impreza odbywała się w szkole oddalonej od cioci 10 min drogi pieszo i mogłabym zaglądnąć do niego kiedy bym tylko chciała. Za rok może się gdzieś wybierzemy i odbijemy to sobie ;)
Szkoda mi bardzo, że tamten rok się skończył, bo był dla mnie niezwykle udany :) Spełniły się dwa moje pragnienia na 2012 rok: zostałam mamą i znalazłam pracę, wprawdzie na zastępstwo i na dzień dzisiejszy jestem już bezrobotną na macierzyńskim, ale dzięki niej mogę spokojnie cieszyć się synusiem i nie martwić się, że brakuje nam na cokolwiek dla niego :) Zostało mi jeszcze jedno marzenie, które w tamtym roku się nie spełniło, dlatego przenoszę go na 2013 :) Pewnie się domyślacie co! Odseparowanie od teściowej :) No i chciałabym też znaleźć pracę, taką na stałe, nie nie co ja wymyślam- jakąkolwiek pracę ;) Jak te dwie rzeczy mi się spełnią to 31 grudnia uznam ten rok za szczęśliwy :) Ale przede wszystkim życzę sobie, mojej rodzince i Wam kochane moje dużo zdrówka, bo bez niego nic się nam w życiu nie uda :)
Co jeszcze? Acha, 5 stycznia mój Dzidziuś przestał być poganinem, a został chrześcijaninem :P Takie miałam obawy, jak to wszystko wyjdzie, czy będzie grzeczny w kościele, czy chrzciny robić w restauracji czy w domu, a tu ksiądz sprawił, że nie było czasu na zastanawianie się nad tym wszystkim :P Między Świętami poszliśmy go zapisać do kancelarii parafialnej i ustalić datę chrztu. U nas ksiądz jest zaciekłym przeciwnikiem chrzczenia w soboty i jakiekolwiek inne dni, tylko niedziela na sumie i koniec!!! A ja, jako że wręcz nienawidzę robienia czegoś na pokaz, żeby inni mogli się napatrzeć i nagadać postanowiłam po ustaleniu z K. poprosić go czy by jednak nie odprawił nam tego sakramentu w sobotę. Ogólnie przyjęte u nas jest, że ksiądz robi wyjątki tylko z konkretnego powodu, więc ja razem z K. zrobiłam z siebie bardziej chorą niż jestem zwalając wszystko na to moje nadciśnienie, opowiedziałam mu, ze byłam z tego powodu w szpitalu i że na Świętach też się źle czułam, co było zgodne z prawdą. No i zgodził się, bez jakiegokolwiek ALE, nawet nie musieliśmy go przekonywać, pozwolił nam sobie jeszcze wybrać termin :) Chcieliśmy na spokojnie 19 stycznia, ale coś zażartował, że jak nie zdążę upiec placków to mi kupi i że zapisuje na 5 stycznia, czyli tydzień od tego naszego spotkania :P Byliśmy w szoku, ale tak nas zbałamucił, że wyszliśmy z taką właśnie datą ;) Na szybkiego prosiliśmy Chrzestnych i na rezerwację w restauracji nie było już czasu. W rezultacie domową imprezę na 18 osób uważam za udaną, nie napracowałam się, bo mama, ciocia i teściowa coś od siebie upichciły, ciasta kupiliśmy gotowe, więc do mnie należało tylko zrobienie dwóch sałatek :) W niedzielę po całej tej imprezie mama razem z ciocią wpadły z rana i ogarnęły kuchnię, do mnie należało tylko pakowanie umytej zastawy i sztućców ;D Takie chrzciny to ja mogę mieć co tydzień :p Nie żebym była materialistką, ale finansowo wyszliśmy super, bo straciliśmy ok. 800 zł a w restauracji wydalibyśmy ok. 2000 zł. Kubuś "zarobił" 1100 zł i dostał od Chrzestnego bardzo praktyczny fotelik do karmienia :) Za te jego pieniążki chcemy mu kupić matę edukacyjną i leżaczek-bujaczek ;) Macie jeszcze jakieś pomysły co by się mu jeszcze mogło przydać??
To może już tyle na dziś, bo notka długaśna ;) Bełchatowianko, jeśli mnie czytasz to zaproś mnie jeszcze raz do czytania Twojego bloga, bo gdzieś mi wcięło to zaproszenie i nie mam dostępu do postów!!
Buziaki
wtorek, 8 stycznia 2013
Dwumiesięczny Słodziak
Subskrybuj:
Posty (Atom)
