Dzień dobry :) Ja tylko na krótko, bo zarobiona jestem :P A no, praca jest cudowna, jak na razie bo dyrektorka mnie nie nachodzi :D Czuję się właściwą osoba na właściwym miejscu, spełniam się w 1000 %. Tylko to pisanie konspektów zajęć mnie dobija, właśnie muszę zabrać się za ten czwartkowy dlatego coś więcej naskrobię dopiero w piątek po południu. Ale czytam na bieżąco co u Was ;) Aniu, nie mam zielonego pojęcia dlaczego nie możesz dodać komentarza, sprawdzałam w ustawieniach ale nie mam pomysłu jak to zrobić?? Może któraś z Dziewczyn mi doradzi jak mogłam coś spitolić, że nie możesz nic u mnie napisać.
Buźkuję
PS. Ciągle mi się spać chce. Tak to jest jak się spało do południa a teraz trzeba o 5 wstawać ;) Najgorszy pierwszy tydzień, później będzie lepiej. Mam nadzieję :P
wtorek, 20 marca 2012
sobota, 17 marca 2012
Praca, pracunia ;)
Trafiłyście:P Mam pracę!!!!!! Zaledwie dwa dni po zawiezieniu CV zadzwoniła do mnie Dyrektorka jednego z przedszkoli w okolicy i zapytała czy chciałabym pracować w zastępstwie do końca czerwca ;) No to jak mogłam odmówić?? Nie było mnie tu, bo cały czas latałam po lekarzach żeby podbić książeczkę zdrowia, od rana do wieczora na nogach... ale udało się :) Nawet szkolenie bhp zdążyłam odbębnić... Zaczynam od poniedziałku, ale tak cholernie się boję, że nie macie pojęcia!!!! Zaraz zabieram się za pisanie konspektów, bo muszę dać do zatwierdzenia Dyrektorce w poniedziałek. Dostałam nawet klucze do szkoły, bo jako, że będę najwcześniej ze wszystkich to muszę ją otworzyć. Szkoda, że tylko do wakacji ta praca, ale przynajmniej zdobędę jakieś doświadczenie do CV i moje konto wzbogaci się o co miesięczne pieniążki ;) I to nie małe jak na osobę zaczynającą swoją pierwszą pracę ;) Obszerniejsza relacja w poniedziałek po południu, bo będę pracować na dwie zmiany: od 7 do 12 i od 12 do 17 :) Nie jest źle:) Zaczynam tą poranną. Trzymajcie kciuki!!!!!
Buźki
Buźki
wtorek, 13 marca 2012
Niespodziewanka :D
Kochane mam dla Was niespodziankę ;) Coś baaaardzo fajnego mi się zdarzyło w życiu ;))
Która zgadnie??? Będę po 16 :P
Która zgadnie??? Będę po 16 :P
poniedziałek, 12 marca 2012
:)
Na wstępie chciałabym odnieść się do Waszych komentarzy pod poprzednim postem. Przeprowadzka chodzi mi po głowie już od kilku miesięcy, aj owszem ;) Spieprzyłabym gdzie pieprz rośnie :D Jest jedno ale... mój Małżon nie chce się przenosić, bo obawia się, że jego rodzice stwierdzą, że nie chcemy tu mieszkać i wobec tego przepiszą ten dom na jego brata. A nie oszukujmy się, w tych czasach bardzo mało osób jest stać na budowę swojego domu, dlatego trochę jesteśmy w tej kwestii materialistami i nie damy szwagrowi prezentu :P A wiem jedno, teściowa nie zrozumie naszej potrzeby mieszkania tylko we dwoje. Chcę też nadmienić, bo mogłyście źle zrozumieć :) Te relacje na linii ja- "kochana mamusia" są takie nie ze względu na to, że ona mnie nie lubi czy robi to wszystko, żeby mi dokuczyć, ale po prostu ona ma TAKI charakter i w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że robi mi czasami przykrość. A ja też nie jestem spokojna i wszystko mnie denerwuje, więc tak to jest :P Generalnie, sympatia jest tylko mnie wkurza okropnie tym wtrącaniem "w dobrej wierze" :P
No dobra to jedno, druga rzecz. Chciałabym poruszyć jeden bardzo ważny dla mnie temat, naszło mnie tak w nocy na niego ;) Jest to blog zamknięty dlatego się nie krępuję się o nim pisać :P Wiem, że Ty Aguś masz Gosiaczka, a Ty Madzia z racji starania się o Maluszka często odwiedzasz lekarzy, dlatego jesteście w tych sprawach doświadczone :P O co mi chodzi???? A no o depilację miejsc intymnych, czytałam wiele na ten temat i zdania są podzielone. Głównie chodzi mi o wizyty u ginekologa, no bo ja osobiście nie lubię być, że tak napiszę zarośnięta "tam na dole" i regularnie pozbywam się zbędnego owłosienia. Ale znam przypadek, gdzie lekarz ginekolog opitolił pacjentkę właśnie za depilację, bo według niego skoro ona tam jest to jest po coś (tu wymienił funkcje, już nie pamiętam dokładnie jakie). Więc już nie wiem czy się powinno depilowac przed wizyta czy nie, czy tylko troszkę czy całkiem :P A ważne to dla mnie jest, bo skoro planuję w niedalekiej przyszłości dzieci to nie chcę się skompromitować albo narazić się na ochrzan ze strony doktorka.... no bo to będą wizyty regularne a nie "od święta". Jakie jest Wasze zdanie???
No dobra to jedno, druga rzecz. Chciałabym poruszyć jeden bardzo ważny dla mnie temat, naszło mnie tak w nocy na niego ;) Jest to blog zamknięty dlatego się nie krępuję się o nim pisać :P Wiem, że Ty Aguś masz Gosiaczka, a Ty Madzia z racji starania się o Maluszka często odwiedzasz lekarzy, dlatego jesteście w tych sprawach doświadczone :P O co mi chodzi???? A no o depilację miejsc intymnych, czytałam wiele na ten temat i zdania są podzielone. Głównie chodzi mi o wizyty u ginekologa, no bo ja osobiście nie lubię być, że tak napiszę zarośnięta "tam na dole" i regularnie pozbywam się zbędnego owłosienia. Ale znam przypadek, gdzie lekarz ginekolog opitolił pacjentkę właśnie za depilację, bo według niego skoro ona tam jest to jest po coś (tu wymienił funkcje, już nie pamiętam dokładnie jakie). Więc już nie wiem czy się powinno depilowac przed wizyta czy nie, czy tylko troszkę czy całkiem :P A ważne to dla mnie jest, bo skoro planuję w niedalekiej przyszłości dzieci to nie chcę się skompromitować albo narazić się na ochrzan ze strony doktorka.... no bo to będą wizyty regularne a nie "od święta". Jakie jest Wasze zdanie???
sobota, 10 marca 2012
Dół, dołek, dołeczek
Ten blog miał być optymistyczny, taki wiosenny. No cóż, życie jest brutalne, a ja mam znowu doła. I znowu z tego samego powodu. Wczoraj wieczorkiem gdy siedzieliśmy we trójkę w kuchni (tzn. ja, K., i teściowa) po raz kolejny nasłuchałam się wypominania z jej strony. Generalnie rozmowa wyglądała tak, że jak poruszaliśmy temat znajomych z naszej wsi takich, którzy mają ładne, dobrze wyposażone domy, to ona twierdziła, że NA PEWNO mają kogoś za granicą albo, że dostali te pieniądze i to jest przyczyna ich dobrobytu. Nie dała się przekonać, że ludzie często biorą kredyty albo zaharowują się na śmierć i swoją ciężką pracą zarabiają na to co mają. Nie i już!!!! Bo i tu jej stałe motto: " Ja znam życie". Nie wie nic o ludziach, a wysnuwa swoje teorie, a co gorsza przyjmuje je za prawdziwe. Otwarcie dała do zrozumienia, że nas na nic nie będzie stać, a ona nam nie będzie wiecznie pomagać. A jak K. wspomniał o tym, że chcemy sobie wyremontować drugą część domu (oczywiście nie mówił nic, że pieniądze na ten cel mamy dostać od moich rodziców) to nas wyśmiała. Nawiążę jeszcze do naszej wymiany zdań po tym jak wróciłam do domu z tych szkół, do których składałam CV. Powiedziała mi, żebym się nawet nie łudziła, bo i tak tam nie znajdę zatrudnienia.
Zmierzam do tego, że kompletnie nie mamy wsparcia z jej strony, a wręcz przeciwnie w każdej sytuacji podcina nam skrzydła. A to tak dołuje, szczególnie mnie.
Już teraz wiem, że będzie mi się wtrącała do wychowywania dziecka, bo komentuje wszystko jak wracam od sąsiadki, u której opiekuję się Małą. Wczoraj chcąc być zrozumiana opowiedziałam jej o bezradności, bo Mała strasznie męczy się z zaparciami, płacze wniebogłosy jak ma zrobić kupę, podaję jej nawet laktulozę i karmię jogurtem naturalnym, ale to zupełnie nie pomaga, budziła się z płaczem nawet podczas drzemki, a ta mi na to, że to wina zupek ze słoiczka i jej zdaniem nie powinna ich jeść. A przecież ja robię to, co każe mi mama Małej i nie mam na to wpływu więc nie rozumiem po co mi to mówi. Potrzebowałam tylko kilka słów wsparcia.
Wracając do tej rozmowy wczorajszej. Skończyła się ona tak, że ja nie mogąc już tego słuchać powiedziałam mojemu K., że jak skończy temat to żeby mnie zawołał i wyszłam do pokoju, po czym się rozpłakałam. Pierwszy raz tak szczerze, bo coś we mnie pękło. Miałam ochotę iść się przejść z tego wszystkiego, ale K. mnie zatrzymał i tulił tak długo aż emocje ze mnie opadły. Najgorsze jest to, że on to wszystko olewa, wychował się w tym domu, zna swoją mamę i uznaje, że taki jej charakter. Ja z kolei nie mogę się z tym pogodzić i chyba się nigdy nie pogodzę, bo ciężko jest żyć z kimś, kto zawsze ma odmienne zdanie i ciągle robi jakieś wyrzuty. Ja w domu zawsze miałam wsparcie, jak coś mi się udało to byłam chwalona, a jak coś spieprzyłam to owszem krytyka była, ale potem zawsze znajdowaliśmy wspólnie wyjście z sytuacji. Nigdy nie miałam podcinanych skrzydeł.
Dobra kończę te swoje żale, nie wiem, może już teraz kieruję się uprzedzeniami do teściowej. Już wczoraj mówiłam K., że cholernie potrzebuję rozmowy z kimś bliskim, ale i obcym, z kimś kto mógłby popatrzeć na to z boku i podejść do tego obiektywnie. Niestety, nie mam tu w okolicy takiej osoby i będę musiała uporać się z tym sama. Najchętniej to bym się stąd wyprowadziła, ale K. nie chce, bo jak wiecie ten dom ma być na nas zapisany i mu go szkoda. No cóż, będę tu gniła do końca życia (mojego albo teściowej) i mam nadzieję, że wcześniej nie wyląduję w psychiatryku i K. nie będzie musiał do mnie jeździć z paczkami. Wiecie co?? Miało być optymistycznie na tym blogu, to napiszę coś dobrego na koniec: jedyny plus tej sytuacji to fakt, że może schudnę z tych nerwów i wrócę do moich gabarytów sprzed studiów ;)
Pa :*
Zmierzam do tego, że kompletnie nie mamy wsparcia z jej strony, a wręcz przeciwnie w każdej sytuacji podcina nam skrzydła. A to tak dołuje, szczególnie mnie.
Już teraz wiem, że będzie mi się wtrącała do wychowywania dziecka, bo komentuje wszystko jak wracam od sąsiadki, u której opiekuję się Małą. Wczoraj chcąc być zrozumiana opowiedziałam jej o bezradności, bo Mała strasznie męczy się z zaparciami, płacze wniebogłosy jak ma zrobić kupę, podaję jej nawet laktulozę i karmię jogurtem naturalnym, ale to zupełnie nie pomaga, budziła się z płaczem nawet podczas drzemki, a ta mi na to, że to wina zupek ze słoiczka i jej zdaniem nie powinna ich jeść. A przecież ja robię to, co każe mi mama Małej i nie mam na to wpływu więc nie rozumiem po co mi to mówi. Potrzebowałam tylko kilka słów wsparcia.
Wracając do tej rozmowy wczorajszej. Skończyła się ona tak, że ja nie mogąc już tego słuchać powiedziałam mojemu K., że jak skończy temat to żeby mnie zawołał i wyszłam do pokoju, po czym się rozpłakałam. Pierwszy raz tak szczerze, bo coś we mnie pękło. Miałam ochotę iść się przejść z tego wszystkiego, ale K. mnie zatrzymał i tulił tak długo aż emocje ze mnie opadły. Najgorsze jest to, że on to wszystko olewa, wychował się w tym domu, zna swoją mamę i uznaje, że taki jej charakter. Ja z kolei nie mogę się z tym pogodzić i chyba się nigdy nie pogodzę, bo ciężko jest żyć z kimś, kto zawsze ma odmienne zdanie i ciągle robi jakieś wyrzuty. Ja w domu zawsze miałam wsparcie, jak coś mi się udało to byłam chwalona, a jak coś spieprzyłam to owszem krytyka była, ale potem zawsze znajdowaliśmy wspólnie wyjście z sytuacji. Nigdy nie miałam podcinanych skrzydeł.
Dobra kończę te swoje żale, nie wiem, może już teraz kieruję się uprzedzeniami do teściowej. Już wczoraj mówiłam K., że cholernie potrzebuję rozmowy z kimś bliskim, ale i obcym, z kimś kto mógłby popatrzeć na to z boku i podejść do tego obiektywnie. Niestety, nie mam tu w okolicy takiej osoby i będę musiała uporać się z tym sama. Najchętniej to bym się stąd wyprowadziła, ale K. nie chce, bo jak wiecie ten dom ma być na nas zapisany i mu go szkoda. No cóż, będę tu gniła do końca życia (mojego albo teściowej) i mam nadzieję, że wcześniej nie wyląduję w psychiatryku i K. nie będzie musiał do mnie jeździć z paczkami. Wiecie co?? Miało być optymistycznie na tym blogu, to napiszę coś dobrego na koniec: jedyny plus tej sytuacji to fakt, że może schudnę z tych nerwów i wrócę do moich gabarytów sprzed studiów ;)
Pa :*
czwartek, 8 marca 2012
Maraton po szkołach....
Na wstępie chciałabym życzyć szanownym Paniom wszystkiego najpiękniejszego z okazji Dnia Kobiet :) Żebyście były zdrowe, a Wasze najskrytsze marzenia uległy spełnieniu w najbliższej przyszłości :* :* :* I abyście były nieustannie ze mną, bo bardzo bardzo dużo znaczy dla mnie Wasza obecność i wsparcie na moim blogu ;) To tyle słodzenia :P Uwielbiam Was po prostu!
Dzisiaj jak sam tytuł posta wskazuje ruszyłam w pościg po szkołach, dzierżąc w ręku CV i listy motywacyjne. Obskoczyłam 9 szkół i..... się "z deczka" podłamałam. W większości uśmiechnięte od ucha do ucha Panie prosto z mostu "waliły", że na dzień dzisiejszy nie ma braków w kadrze i żebym się nie łudziła!! A w ostatniej placówce Pani (chyba to była woźna albo kucharka) powiedziała mi w tajemnicy, że jak nie mam znajomości u wójta to na nauczanie początkowe nie mam co liczyć. To ja strzeliłam mój najpiękniejszy uśmiech i wypaliłam: "To ja się chyba z panem wójtem faktycznie na kawę muszę umówić"- mina Pani BEZCENNA ;) Tak, że Dziewuszki nie jest dobrze. Muszę mieć naprawdę wielkiego farta, żeby się gdziekolwiek dostać, a najgorsze jest to, iż te 9 szkół to wszystkie jakie są w mojej okolicy w promieniu 20 km :(
Wychodzi na to, że w dzisiejszych czasach liczą się tylko znajomości, a ja ich niestety nie mam :( Jestem jedyna w rodzinie po pedagogice i jest mi niezmiernie trudno znaleźć pracę w zawodzie, a lata lecą i nie mam nic w CV :/ Im więcej czasu upływa tym mam wrażenie, że mniej pamiętam i bardziej się stresuję przed uczeniem w szkole :/ Ja chcę do pracy, żeby móc spokojnie egzystować w tym popitolonym świecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;( Czy wymagam zbyt wiele????
Dzisiaj jak sam tytuł posta wskazuje ruszyłam w pościg po szkołach, dzierżąc w ręku CV i listy motywacyjne. Obskoczyłam 9 szkół i..... się "z deczka" podłamałam. W większości uśmiechnięte od ucha do ucha Panie prosto z mostu "waliły", że na dzień dzisiejszy nie ma braków w kadrze i żebym się nie łudziła!! A w ostatniej placówce Pani (chyba to była woźna albo kucharka) powiedziała mi w tajemnicy, że jak nie mam znajomości u wójta to na nauczanie początkowe nie mam co liczyć. To ja strzeliłam mój najpiękniejszy uśmiech i wypaliłam: "To ja się chyba z panem wójtem faktycznie na kawę muszę umówić"- mina Pani BEZCENNA ;) Tak, że Dziewuszki nie jest dobrze. Muszę mieć naprawdę wielkiego farta, żeby się gdziekolwiek dostać, a najgorsze jest to, iż te 9 szkół to wszystkie jakie są w mojej okolicy w promieniu 20 km :(
Wychodzi na to, że w dzisiejszych czasach liczą się tylko znajomości, a ja ich niestety nie mam :( Jestem jedyna w rodzinie po pedagogice i jest mi niezmiernie trudno znaleźć pracę w zawodzie, a lata lecą i nie mam nic w CV :/ Im więcej czasu upływa tym mam wrażenie, że mniej pamiętam i bardziej się stresuję przed uczeniem w szkole :/ Ja chcę do pracy, żeby móc spokojnie egzystować w tym popitolonym świecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;( Czy wymagam zbyt wiele????
środa, 7 marca 2012
O fiksowaniu mojego Męża słów kilka :D
Ostatnio w nocy, a ściślej pisząc w poprzednią noc, miało miejsce dziwne wydarzenie, na wspomnienie którego dalej nie mogę powstrzymać się od śmiechu :D Małż mój już od dwóch dni pracuje (bo temperatury na plusie) wobec tego wraca do domu z zakwasami i ogromnym zmęczeniem (nic dziwnego w końcu wstaje po 5).
W ową noc akurat ja nie mogłam zasnąć, bo się wsypałam do 13 ;) K. oczywiście śpi jak suseł ale nagle słyszę jak cmoka (on tak zawsze robi jak chce dostać buziaka), no to dałam mu tego buziaka wielce zdziwiona. No nic, po prostu przypływ miłości :P Ale na tym się nie skończyło, bo poczułam jak ściąga mi spodnie od piżamy i się wtula we mnie. I tu rozgrywa się pewna scenka rodzajowa :D
Ja: Misiek, co Ty robisz?? Dlaczego nie śpisz? Na miłości Ci się zebrało nagle??
K: A nie można tak spontanicznie??
Tu zaczęłam go całować, bo skoro byłam wyspana to czemu nie?? Aż tu nagle słyszę lekkie pochrapywanie i.....
K: Jesteś moją truskawkową księżniczką, siedzisz na truskawkowym rumaku, a ja jestem na Twojej truskawkowej przyczepce i zabierzesz mnie do Twojego truskawkowego królestwa.
I dalej chrapie. No myślałam, że umrę ze śmiechu :D :D :D!!!!! Aż się cała trzęsłam na tym łóżku :D :D Oczywiście K. zasnął w najlepsze, a ja z tymi ściągniętymi spodniami od piżamy zaśmiewałam się do rozpuku :D :D
Jak mu to wczoraj opowiedziałam to aż się popłakaliśmy ze śmiechu :D On twierdzi, że pamięta tylko jak mi te spodnie zdzierał, a oprócz tego nic.
Ale on tak czasami ma z tym gadaniem przez sen jak jest baaardzo zmęczony, a wiadomo, że pierwsze dni w pracy i to fizycznej są najgorsze. Stąd ta cała jazda :D
Jedni lubią dostawać kwiaty, inni czekoladki, jakieś drobne prezenty, a ja z kolei uwielbiam oryginalność :D Pamiętam jak na któreś Walentynki mój jeszcze wtedy narzeczony podarował mi kostkę brukową w kształcie serca, bo znalazł w pracy, wczoraj znowu ten jakże romantyczny wierszyk ;) Pewnie już na Dzień Kobiet :D No wprost cudownie :D
W ową noc akurat ja nie mogłam zasnąć, bo się wsypałam do 13 ;) K. oczywiście śpi jak suseł ale nagle słyszę jak cmoka (on tak zawsze robi jak chce dostać buziaka), no to dałam mu tego buziaka wielce zdziwiona. No nic, po prostu przypływ miłości :P Ale na tym się nie skończyło, bo poczułam jak ściąga mi spodnie od piżamy i się wtula we mnie. I tu rozgrywa się pewna scenka rodzajowa :D
Ja: Misiek, co Ty robisz?? Dlaczego nie śpisz? Na miłości Ci się zebrało nagle??
K: A nie można tak spontanicznie??
Tu zaczęłam go całować, bo skoro byłam wyspana to czemu nie?? Aż tu nagle słyszę lekkie pochrapywanie i.....
K: Jesteś moją truskawkową księżniczką, siedzisz na truskawkowym rumaku, a ja jestem na Twojej truskawkowej przyczepce i zabierzesz mnie do Twojego truskawkowego królestwa.
I dalej chrapie. No myślałam, że umrę ze śmiechu :D :D :D!!!!! Aż się cała trzęsłam na tym łóżku :D :D Oczywiście K. zasnął w najlepsze, a ja z tymi ściągniętymi spodniami od piżamy zaśmiewałam się do rozpuku :D :D
Jak mu to wczoraj opowiedziałam to aż się popłakaliśmy ze śmiechu :D On twierdzi, że pamięta tylko jak mi te spodnie zdzierał, a oprócz tego nic.
Ale on tak czasami ma z tym gadaniem przez sen jak jest baaardzo zmęczony, a wiadomo, że pierwsze dni w pracy i to fizycznej są najgorsze. Stąd ta cała jazda :D
Jedni lubią dostawać kwiaty, inni czekoladki, jakieś drobne prezenty, a ja z kolei uwielbiam oryginalność :D Pamiętam jak na któreś Walentynki mój jeszcze wtedy narzeczony podarował mi kostkę brukową w kształcie serca, bo znalazł w pracy, wczoraj znowu ten jakże romantyczny wierszyk ;) Pewnie już na Dzień Kobiet :D No wprost cudownie :D
wtorek, 6 marca 2012
Wprowadzenie ;)
Oto i jestem i to w nowej odsłonie :) Stwierdziłam, że i tak niewiele osób mnie czyta, więc nie zrobię nikomu krzywdy jak zaproszę do mojego światka tylko te osoby, którym ufam :)
Wiosna się zbliża i trzeba coś zmienić w swoim życiu, dlatego postanowiłam wprowadzić powiew świeżości i znalazłam się tutaj :D Będę pisać szczerzej, intymniej i prosto z mostu, na co nie mogłam sobie pozwolić na blogu otwartym.
Na "oną" chwilę nie mam za wiele czasu, więc zmykam. Chciałam się tylko przywitać i przesłać moc pozytywnej energii na resztę dzisiejszego dnia :*
Wiosna się zbliża i trzeba coś zmienić w swoim życiu, dlatego postanowiłam wprowadzić powiew świeżości i znalazłam się tutaj :D Będę pisać szczerzej, intymniej i prosto z mostu, na co nie mogłam sobie pozwolić na blogu otwartym.
Na "oną" chwilę nie mam za wiele czasu, więc zmykam. Chciałam się tylko przywitać i przesłać moc pozytywnej energii na resztę dzisiejszego dnia :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)