Miałam problem z łączem, stąd ta moja nieobecność. Ale już wszystko OK i znowu wróciłam do świata blogosfery :) U nas bez zmian. W sumie nie, no trochę nowości jest, więc napisze w paru punktach, korzystając z tego, że moje dziecko na 5 minut zabawiło się samochodzikiem ;)
Po pierwsze- Kuba nabawił się okropnej wysypki i to spowodowało przesunięcie szczepienia. Ech. Przypuszczam, że to z proszku, bo skończył mi się dziecięcy i wyprałam w tym dla dorosłych. W efekcie Mały ma paskudna wysypkę na brzuchu, pleckach i mniejszą na rączkach i nóżkach. Byłam u Pani Doktor i wykluczyła chorobę zakaźną, więc to pewnie z tego nieszczęsnego proszku. Od razu kupiłam niemowlęcy i mam nadzieję, że w końcu przejdzie. Trwa to już około dwóch tygodni, dajemy sobie z K. czas do końca tygodnia, jeśli mu nie przejdzie to w poniedziałek idziemy z tym po skierowanie do dermatologa. Skóra jest wysuszona i po kąpieli to uczulenie robi się czerwone, smaruję cały czas oliwką, żeby natłuścić, Kuba ani nie jest marudny przez to ani się nie skrobie, więc nie dokucza mu to- całe szczęście. Ale i tak się martwię :(
Po drugie- budowa i papierologia z tym związana. Już Wam pisałam o tej kosmicznej dacie posiedzenia w Urzędzie (31.02), postanowiliśmy w końcu wyjaśnić tę sprawę i pojechaliśmy do Starostwa. I co się okazało?? Data datą, pojawiły się sto razy gorsze problemy!! I co najgorsze niby w liście było napisane, żeby w ciągu 7 dni się zgłosić do Urzędu w pilnej sprawie, ale ja w sumie nic takiego nie zauważyłam i gdyby nie ten błąd z datą to nie stawilibyśmy się tam w ogóle :/ A o co chodziło?? Bo my mieszkamy tak naprawdę w budynku gospodarczym. Kiedyś była to murowana stajnia, ale gdy teściowie zrezygnowali z prowadzenia gospodarstwa, wyremontowali ją i tam zamieszkali. My chcemy zmienić budynek gospodarczy na mieszkalny i zaadaptować go, czyli dobudować górę. Okazało się, że plac, na którym stoi budynek jest oznaczony na mapce jako pastwisko i niemożliwe jest uzyskanie pozwolenia na dobudowę czegokolwiek. Wyjścia są dwa: albo dobierzemy sobie pola do hektara i zostaniemy oficjalnie rolnikami i wtedy może być to pastwisko, albo zmienimy nazwę gruntu na budowlany, ale to wiąże się z podniesieniem i tak już horrendalnego dla nas podatku. Rolnikami nie zostaniemy, bo nie ma szans, żeby dokombinowac ponad 0,7 ha pola, więc żeby dalej ruszyć z tym koksem musimy zdecydować się na to drugie rozwiązanie, co owocuje zwiększeniem podatku o 120 zł na rok ( w całości daje to piękny wynik 520 zł podatku!! kur..!!!) Nie dość, że człowiek ma swoją ziemię to jeszcze trzeba płacić za to, że ja sobie na niej nogę postawię!!! Nie rozumiem tego :/
No i wszystko jest dalej w toku, ale potrwa to jeszcze dodatkowo dwa miesiące. Czekamy dalej wobec tego....
Po trzecie- coś się ruszyło w sprawie ewentualnego mojego zajęcia. To znaczy Urząd Pracy dostał pieniądze na staże i do tego górna granica wieku została zwiększona do "trzydziestki", więc się "łapię" ;) I byłam ostatnio w szkole zapytać czy byłby cień szansy, żebym się dostała właśnie tu na miejscu. Pani Dyrektor jest fajna więc dodałam, że mam małe dziecko i że to taki mój powrót do "świata żywych" i przecięcie pępowiny, że nie mam prawa jazdy, dlatego zależy mi, żeby być blisko domu, bo dziecko zostawiłabym teściom pod opiekę (nie wiem czy dobrze robię zostawiając właśnie im, ale trochę mi się włączył egoizm, mam nadzieję, że zdrowy, bo też mam prawo zrobić coś dla siebie!). Dyrektorka wysłuchała, pogadałyśmy od serca chyba z 40 minut, zapewniła mnie, że bierze mnie pod uwagę w pierwszej kolejności, gdyby się zwolniło miejsce pracy, bo mam wykształcenie zarówno do pracy z przedszkolakami jak i w klasach I-III i nic mi nie zagwarantuje w sprawie tego stażu, bo jest już kilka chętnych osób i dopiero po niedzielnym zebraniu zarządu (bo jest to szkoła społeczna a nie państwowa) się wszystko okaże. Zostawiłam nr telefonu i umówiłyśmy się, że czy się dostanę, czy nie i tak da mi znać, co bym mogła szukać gdzie indziej w razie odmowy. Czekam, po niedzieli się wszystko okaże. Trzymajcie kciuki Dziewczyny!!!`
A poza tym, dzień jak co dzień. Małż jeździ pomagać bratu na budowie, szpachluje, układa płytki i takie tam duperele, wyjeżdża przed 6 rano i wraca po 20, ale jeszcze kilka dni i będzie już z nami, bo zima. Czekam na ten staż jak na zbawienie, bo skoro on przestanie zarabiać przez zimę to czas, żebym ja zaczęła w końcu.
Lecę
no to super że z pracą może coś ruszy, ją czekam do wiosny bo wójt mi obiecał pracę w ramach robót publicznych na poprzednim miejscu zatrudnienia.
OdpowiedzUsuńCo do problemów z pracą budowa, to szkoda że teście nie dopilnowali wcześniej formalności mielibyście łatwiej :-)
A małego spróbuj kąpać. w jakimś emoliencie, szybciej mu przejdzie.