piątek, 10 stycznia 2014

Jestem, jestem. Napisałabym wcześniej, ale niestety najpierw padł nam net (bo mamy LTE z limitem i jakimś cudem go wykorzystaliśmy, a zawsze nam zostawał), a później jakby tego było mało klawiatura odmówiła nam posłuszeństwa i dopiero dwa dni temu skołowaliśmy od kuzyna jakąś używaną- byle coś mieć na razie:) Tak, że złośliwość rzeczy martwych :P
A Święta?? Cóż, to nie to co kilka lat wcześniej, chodziło się chołotą po domach, wracało się "zawianym" i darło się kolędy na całą wieś, aż ksiądz na ambonie wspominał - cóż to za młodzież w tych dzisiejszych czasach mamy :D A z rana na kacu do kościoła chuchać księdzu przy komunii :p
A teraz? Teraz jest tak:
Kameleonka grzecznie upiekła 3 ciasta- bananowca, krówkę i sernika z brzoskwiniami (bo teść uwielbia) zrobiła sałatkę z kurczakiem, gyrosem i kapustą pekińską, ubrała choinkę, posprzątała TYLKO trochę, bo nie ukrywam, że z powodu braku mojego wolnego czasu teściowa odwaliła prawie całe sprzątanie, ja byłam zagrzebana razem z K. między światełkami, bombkami i łańcuchami choinkowymi. Na szczęście Kubę mieliśmy z głowy, bo miał gdzieś całe to świąteczne zamieszanie z ubieraniem drzewka włącznie i bawił się grzecznie nie przeszkadzając innym domownikom.

W Wigilię tradycyjnie zjedliśmy kolację u nas ( w tym roku brat K. wypiął się na nas i nie przyjechał na wieczerzę, był tylko u rodziców swojej żony, a ma do nas ok.40 min drogi, więc nie tak tragicznie, gdyby chciał to by był- teściowa nawet łezkę z tego powodu uroniła, szkoda mi jej było) i później pojechaliśmy do mojej Babci, gdzie już byli moi rodzice i reszta załogi, tzn. około 23 osób- jak zwykle było rodzinnie, świątecznie, gwarno i miło. Oczywiście, Jakub odreagował swoje w nocy i nie spał spokojnie- tak na marginesie strasznie wrażliwe to dziecko moje, tłum i huk niezbyt dobrze na niego wpływa. Zrobiłam mu prezent na Święta i 3 noce spał z nami, co by się czuł bezpiecznie (myślałam, że znów się przyzwyczai, ale nie wczoraj już spał sam i nawet całkiem znośnie, obudził się może tylko z 3 razy :)) Do rzeczy. Z Wigilii wróciliśmy ok. 22 i standardowo, szykowanie Syna do spania i my tez obżarci padliśmy jak kawki.

W Boże Narodzenie wstaliśmy na 8 do kościoła, a później znowu wielkie obżarstwo. Najpierw wpadł do nas brat K. z żoną (teściowa stwierdziła, że ta siedziała naburmuszona cały czas i prawdopodobnie to jej sprawka, że nie przyjechali na Wigilię, ale co my jej zrobiliśmy to do tej pory nie wiemy), posiedzieli chwilę i pojechali, a my wtedy też "na chałupy" ;) Byliśmy u Babci, a ta w momencie kiedy konsekwentnie odmawiałam picia wódki skomentowała to słowami: "nie chcesz czy nie możesz?";) A ja po prostu wiedząc jak Młody kiepsko śpi w nocy wolałam nie ryzykować i nie pić nawet najmniejszej ilości alkoholu. Wieczorem zostawiliśmy Syna na godzinę u Babci obskoczyliśmy jeszcze imprezę u kumpla i na same spanko wróciliśmy do domu. Oczywiście Kuba odreagował hałasy i tłum obcych twarzy niespokojną nocą :/

Szczepana spędziliśmy podobnie. Rano kościół, później impreza u kolejnego kolegi, tym razem Syn został w domu z dziadkami, był grzeczny więc zabalowaliśmy do 23 (kto jak kto, ja nie zabalowałam ;)) Na Jana wymęczeni Świętami zostaliśmy w domu, chociaż zaproszeń też było kilka, ale co za dużo to nie zdrowo :P Za to w sobotę nie mogliśmy odmówić kumplowi i zostawiając Bubka dziadkom pojawiliśmy się u niego na spotkaniu poświąteczno-pożegnalnym, bo następnego dnia "frunął:" do Anglii.. Pośmialiśmy (wypiłam nawet ze dwa piwa!), spotkaliśmy mnóstwo znajomych i bardzo miło spędziliśmy czas. Do Sylwestra daliśmy sobie siana z wyjściami :P

No właśnie Sylwester .Planów było mnóstwo, gorzej z realizacją, bo każdy chciał co innego, a postanowiliśmy go spędzić całą naszą paczką wspólnie. I wybrali najgorszą z możliwych opcji, tzn. domówka u kumpla, który wynajmuje mieszkanie 40 km od nas, w mieście, gdzie miały być koncerty, fajerwerki i ogólnie taka impreza jak w tych większych miastach. Ja mamy nie chciałam angażować w opiekę do Kuby (kobita też młoda, niech sobie spędza Sylwestra po swojemu) więc uznaliśmy, że spędzimy ten dzień rodzinnie w domu z Sylwestrem z Polsatem ;) Wszyscy nas ciągnęli. że może jednak się skusimy, że mama na pewno by się zgodziła zostać z Kubą (no wiem, że by się zgodziła!) i robili nam wodę z mózgu do tego stopnia, że K. już się dawał przekabacić i z tego tytułu się kłóciliśmy cały Sylwester, bo nie chciałam w ostatniej chwili dzwonić do mamy, głupio mi było. W rezultacie do tego miasta pojechało tylko 3 znajomych, a my wraz z jeszcze dwiema osobami spędziliśmy ten wieczór u nas w domu, bo teściowie poszli do sąsiadów, więc mieliśmy wolną chatę :) Było całkiem całkiem. Mogło być  lepiej, ale tak to jest jak się nie pomyśli nad organizacją dużo wczesnej. Na pewno w 2014 roku wezmę się za planowanie imprezy już w listopadzie :)

Tego posta zaczęłam pisać zaraz po Świętach, a skończyłam dzisiaj!!!!!! :)Więc przepraszam, za poślizg.

Co u nas na dzień dzisiejszy?? Grypa żołądkowa odpuściła. Zebrała żniwo w ludziach sztuk trzy, czyli najpierw wzięło mnie, po południu Małża, a w nocy teściową :P Na szczęście ominęło Bubusia i teścia . Wymęczyło cholerstwo i sobie poszło, a my egzystowaliśmy z bolącymi żołądkami i tyłkami jeszcze przez kilka dni po :p Ale już o tym zapomniałam i teraz tylko słyszę jak co drugi dom nawiedza i wszyscy wymiotują i mają za przeproszeniem sraczkę :P :D A my już po :D
Druga sprawa: dostaliśmy pismo z urzędu a propos tego pozwolenia na budowę, że niby ma być jakieś posiedzenie w celu wyjaśnienia jakiejś kwestii, ale ale uwaga!!! 31 LUTEGO 2014!! Nie wiem, może w kosmosie istnieje taka data, ale u nas się z nią nie spotkałam. Musimy jechać do urzędu i wyjaśnić te sprawę.

Reszta jutro, bo K. wrócił z pracy.

Buziunie :*

1 komentarz:

  1. czyli jednym słowem dużo fajnych chwil w te Święta było:)
    A co ta bratowa Twojego męża taka dziwna co ? wiesz co na ten temat bo przeważnie to się jednoczy siły po jednej stronie w ofensywie na teściową co ??
    A ten 31 luty to faktycznie kosmiczna data jest:D

    OdpowiedzUsuń