Straciłam wiarę w moje małżeństwo. Jest źle- naprawdę :( Codzienne kłótnie i wyzwiska (kto by pomyślał, że tak gładko będą mi przechodzić przez gardło!) powodują, że już nie mam ochoty się dogadać, wygodniej jest mi zamknąć się w szczelnej skorupie i mieć wszystko gdzieś, a on niech robi co chce. Dzisiejszy dzień również zaczął się od kłótni. K. wstał o 5 do pracy, a ja widząc, że Kuba się wierci na jedzenie poprosiłam go, żeby zrobił mu kaszę- ot! nic wielkiego miał zaledwie wsypać dwie łyżki do butelki i zamieszać. Ale oczywiście nie!!, wielkie pretensje, bo on nie ma czasu. To się wkurzyłam, wzięłam Kubę na ręce i poszłam do kuchni, żeby jedna ręka przygotować mieszankę. A ja mu jeszcze głupia wieczorem kanapki do pracy zrobiłam :/ Już mu wczoraj powiedziałam, że nic od niego nie chce.
Źle mi z tym, jestem tym zmęczona i zrezygnowana, bo każda rozmowa i decyzja, że oboje się staramy pełznie na niczym. To może faktycznie nie da się już tego naprawić. Po co była ta przeprowadzka? Za dużo osób ma na nas wpływ, teściowa zza ściany, brat K., u którego ten pracuje, moja strona rodziny, którą K. przestał lubić, bo ją faworyzowałam (co dla mnie jest rzeczą normalna, w końcu zawsze będzie mi bliższa niż rodzina K.) i ogólnie otoczenie sprawia, że się wszystko chrzani. Namawiam K. na zmiany, ale on nie chce, bo mamy dom, o pracę nie jest tak łatwo, a zakładając swoją firmę (a namawiam go do tego gorąco, bo ma potencjał) boi się, że wypadnie blado na tle swojego brata, a porażki by nie zniósł- jak to facet. Do tego brak mojej pracy, brak moich pieniędzy i dziecko na utrzymaniu :/ Ech, ciężkie to życie.
Wiem, że tylko od nas zależy jak będzie, ale pytanie zasadnicze: "Czy już nie jest za późno?" Tak sobie myślę, że gdyby wyjechał za granicę do pracy to wcale bym nie miała nic przeciwko, jest mi obojętny.
Tak chciałam się wygadać tylko- bez ładu i składu.
może to tylko chwilowe??? może przestał się starać bo wie że dajesz sobie sama radę ze wszystkim?? Ale ja Cię doskonale rozumiem on ma odskocznie wychodzi z domu do pracy a ty jedno i to samo..... mam podobnie Kasiu czasem każda z nas ma gorszy dzień i wszystko jest na nie zwłaszcza nasza druga połówka:/
OdpowiedzUsuńmoże to faktycznie chwilowe, a może coś jest na rzeczy bo już nie pierwszy raz piszesz o i
OdpowiedzUsuńgorszych dniach u was. Głowa do góry, wiadomo codzienność przytłacza, ale czasem trzeba odpuścić. Porozmawiajcie jeszcze spokojnie jak opadną emocje i nie przejmuj się Kasiu tak wszystkim. Chętnie bym się kiedyś z Tobą zobaczyła, skąd jesteście? Pisz na maila jak coś :-)