Tak sobie myślę o czym mogę napisać i mam pustkę w głowie. Jest 19.35 K. jeszcze nie wrócił z pracy, Bubek śpiący marudzi i wyżera wszystko z podłogi i jakoś taka zła jestem. Chciałabym wrócić do normalnego życia, pracować, spotykać ludzi- ostatnio jak o tym myślę to jednocześnie chciałabym i się boję . Jestem zamknięta w tych ścianach i jedyną rozrywką jest spacer lub pojechanie z K. na zakupy gdzieś dalej. No i obawiam się, że z powodu, że tak to określę "wypadnięcia z obiegu" pierwsze zetknięcie ze światem jak już pójdę do pracy będzie baaardzo stresujące. Ostatnio jak byłam podpisać się w Urzędzie Pracy to pan zaproponował mi skorzystanie z dofinansowania i "zrobienie" sobie studiów podyplomowych- całkowicie za darmo, jeszcze dopłaciliby mi stypendium w wysokości 180 zł miesięcznie. Może się skuszę? Już patrzyłam na kierunki i w sumie lipa, bo tam gdzie ja chcę na Uniwersytecie nie ma logopedii (bo takową chcę sobie zrobić i później pracować z dziećmi z wadami wymowy) tylko zarządzanie placówkami oświatowymi, który to kierunek biorę pod uwagę jako awaryjny. Myślę, że logopedia będzie bardziej przydatna, bo na dyrektora to raczej znajomości w dzisiejszych czasach trzeba mieć :) A ona jest tylko na uczelni prywatnej, a wiadomo jakie opinie mają takie szkoły- tak, że nie wiem co robić. Jeszcze mam czas na zastanawianie się, bo studia ruszają od października :) Do tego pan z urzędu powiedział mi, że mają zmienić się przepisy i staże by przysługiwały do 30 roku życia, więc bym się załapała, ale sęk w tym, że w swoim zawodzie nie mogę, bo mam już ponad półroczne doświadczenie i to mnie dyskwalifikuje. Jeżeli te zmiany faktycznie będą to mam nadzieję, że uda mi się dostać na ten staż, szkoda tylko, że nie do przedszkola albo szkoły :(
W sobotę za namową znajomych postanowiliśmy się do nich dołączyć i wybrać się na imprezę. K. załatwił z rodzicami, żeby zostali z Młodym, my się wyszykowaliśmy i wszyscy ( sztuk 10 ;) ruszyliśmy na podbój parkietu.Wszystko byłoby ok, gdyby nie telefon od siostry koleżanki, że moja cudowna teściowa wydzwania do nich do domu, że Kuba płacze i żebyśmy szybko oddzwonili do nich.K. zadzwonił i kazali wracać. Jak tylko weszłam do domu od razu wiedziałam o co chodzi, bo Bubek chodził okrakiem. Powąchałam i faktycznie- kupa jak nic (na marginesie dodam tylko, że rzadkie kupy są, bo zęby mu idą). Szybko go rozebraliśmy i prosto do wanny, żeby go umyć. Syn cały się trząsł, nie chciał zamoczyć tyłka, tak go piekło :( Ale zrobiliśmy letnią wodę, umyłam go i wysmarowałam porządnie sudocremem i wreszcie przestał płakać. Ale byłam strasznie zła, bo jak można nie sprawdzić pieluchy tylko wydzwaniać po ludziach, jakbym była wyrodną matką, zostawiła syna i pojechała imprezować :/ Nosz kurde, skoro dziecko nie jest głodne to kolejna naturalną rzeczą jest sprawdzenie czy nie zrobił kupy! No proste i logiczne!!!!!! Kobieta, która wychowała trójkę dzieci tego nie wie??!!? Maly musiał narobić w gacie niedługo po tym jak wyszliśmy skoro miał na pupie jedną ranę !!!!!! :/ Mam nauczkę- już nigdy nie zostawię syna pod ich opieką dłużej niż na godzinę :/
Kończę, bo więcej mi marudzące dziecko nie da napisać :/
o matko, to ja aż tak źle nie mam z teściową, ale jakbym miała iść na imprezę to i tak wolałabym zostawić małą z moimi rodzicami. A co do powrotu do ludzi to ja poszłam do pracy po ponad 2 latach siedzenia w domu i nie było tak źle ale teraz znów siedzę w domu :-(
OdpowiedzUsuń