piątek, 28 listopada 2014

Żyję, żyję, ale prawie w ogóle nie siedzę w necie. Nie mam czasu, a jak już ten czas znajdę to piszę jedno zdanie z 10 minut, bo zawsze Kubuś upomina się o uwagę. No i się w końcu złoszczę, bo nie mogę się skupić, rzucam w cholerę pisanie i idę się z nim bawić. Tak zazwyczaj bywa.
Co u nas? A no w porządku :) Czas leci jak szalony, miesiąc ledwie się zacznie a już się kończy. Absorbuje mnie moja praca i wypełnia mi ona więcej czasu niż naprawdę powinna. Bo niby pracuję te 18 godzin tygodniowo, ale zawsze mam ochotę zostać dłużej w pracy i to robię ;) Wiem, że Kuba jest w dobrych rękach, więc mi się nie spieszy do domu. Uzupełniam sobie dziennik, kseruję materiały dla dzieciaków no i sobie gawędzę z koleżankami i kolegami z pracy :) Praca marzeń :) Umowę dostałam do końca przyszłych wakacji, ale mam nadzieję, że następną dadzą mi już na stałe :) Ludzie w pracy są przecudowni, wszyscy bez wyjątku, ale z dwojgiem z nich najbardziej się zakolegowałam i spotykam się też po pracy w celach towarzyskich przy piwku :) No i dzisiaj zorganizowaliśmy wieczór andrzejkowy dla całego Grona Pedagogicznego w pubie, nie spodziewamy się tłumów, ale grunt, że nasza trójka nie zawiedzie. Tak, że mąż z dzieckiem zostaje w domu, a ja idę na pijaństwo :P Wreszcie czuję się spełniona zawodowo, wybrałam właściwy kierunek studiów i moja praca sprawia mi wielką przyjemność. Chociaż w klasie mam jednego chłopca z wybuchami agresji i co za tym idzie bije on inne dzieci, ale lubię wyzwania i próbuję sobie wypracować metodę na niego, może w końcu znajdę sposób jak go "usadzić". Na razie wysyłamy go do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i zobaczymy jaka będzie opinia psychologa. Ale muszę dać radę- byłoby za prosto gdyby wszystkie dzieci były grzeczne. No to tyle o pracy.
Kubuś niedawno skończył 2 latka i to właśnie po nim najbardziej widzę upływający czas. Zaczyna już ładnie mówić, jest na etapie sikania na nocniku, ale niestety kupy jeszcze nie woła. Nie poganiam go, wszystko w swoim czasie. Jest cudowny, przekochany i dosyć ciężki :P Kocham Go niemiłosiernie i nadaje mojemu życiu sens. Jedynie co u mnie kuleje to moje małżeństwo. Jest jakoś letnio.... Rozmawialiśmy o nas, obydwoje postanowiliśmy się trochę starać. Widzę, że K. to robi, ale ja jestem jakaś dziwna. Oczekuje ode mnie normalnego życia małżeńskiego, a ja jestem oziębła. Nie pociąga mnie wcale, nie chce mi się uprawiać z nim seksu, chyba już całkiem wyciszyłam w sobie potrzebę seksu. Cały czas go zwodzę, aż sama siebie nie rozumiem. Jeżeli się nie zmienię to znajdzie sobie inną, która da mu to, czego ja nie chcę mu dać. Zdaję sobie sprawę, że zachowuję się nie tak jak trzeba, ale jakoś inaczej nie potrafię. Chyba skupiłam się na innych aspektach mojego życia a zapomniałam o swoim własnym mężu.
A mój mąż? Nie zakłada firmy, bo brakuje nam jednego poręczyciela, zdrowie mu szwankuje z papierosów, aż postanowił je rzucić (WRESZCIE!!!) no i próbuje pomalutku się odzwyczajać. Trzymam za niego kciuki. No i zadecydowaliśmy, że oszczędzamy na maksa na tę górę no i po podliczeniu wydatków, przychodów i rozchodów wyszło nam, że za 4 lata uzbieramy całą sumę. Więc odliczamy.... Nie ma innego wyjścia.
A tak to nic poza tym.
Kończę i idę się szykować na imprezkę... ;)
Buziaki

1 komentarz:

  1. No to faktycznie nie dziwię się, że brakuje ci czasu, u mnie za to tego czasu jest aż za dużo. :)

    OdpowiedzUsuń