poniedziałek, 3 marca 2014

Tak krótko. Na razie jesteśmy u rodziców i jest mi dobrze, K. znosi to trochę gorzej, bo wiadomo, że mieszkanie to nie dom i jest większe zagęszczenie ludzi na mniejszej ilości metrów. Więcej go nie ma niż jest (przyjeżdża po pracy ok. 20 i wstaje o 5), dlatego nie słucham często jego narzekań :) A ja? Ja mogę spać ile chcę, bo rodzice przechwytują Kubę rano, czytam jak Mały ma drzemkę i mogę swobodnie gdzieś wyjść czy napisać posta bez wiszącego u nogi małego wyjca :) Jak posprzątam to posprzątam, a jak nie to nie, wreszcie mogę w pełni dogadać się a propo gotowania czy innych rzeczy z moją mamą i wreszcie czuję się super psychicznie. Jedyny minus, ale istotny to brak prywatności, a co za tym idzie i "posucha" w naszym życiu intymnym, bo jakoś tak głupiouprawiać seks mając rodziców w salonie obok naszej sypialni. Dlatego coraz częściej pojawia się myśl o wynajęciu małego mieszkanka niedaleko rodziców i szukania pracy, bo wtedy spokojnie moja mama mogłaby się zająć Kubą. Pomysł OK, gorzej z realizacją, bo codziennie patrzę na UP i ofert brak jak na razie. Zbliża się czas składania podań do szkół, poskładam tu w okolicach i zobaczymy co dalej. Aha dostałam staż od 1 maja do września i nawet nie potrafię się z tego cieszyć, bo nie wiem jak to pogodzić, znaczy się mieszkanie tutaj z tym stażem w miejscu gdzie wcześniej mieszkałam. Na pewno przez dwa miesiące będę stąd dojeżdżać i mama zostanie z Kubą, ale później na dwa miesiące wyjeżdża i wtedy zonk, nie mam opiekunki. Pozostają dwa wyjścia, albo przenieść się do babci albo wrócić tymczasowo do teściów. Babci się nie chcę zwalać na głowę, bo mieszka z ciocią, wujkiem i moim kuzynem i wiadomo, że prosto w oczy mi nie powiedzą, że im to nie na rękę, ale swoje pomyślą, a do teściów już nie chcę wracać. Mam ciężki orzech do zgryzienia :(
Co do sytuacji w domu. Od pamiętnego dnia nie byłam tam, K. cały czas jest wypytywany kiedy wrócimy i zapewniany, że tęsknią za Kubą i za mną. Ja mu powiedziałam, że owszem wrócę, bo to przecież już formalnie jest mój dom, ale w momencie jak będę miała swoją górę, ale nie chcę żeby oni mi podpisywali pożyczkę, bo prędzej czy później mi to wypomną. Poczekam ile się da, ale chcę kredyt wziąć na siebie i nie chcę ich łaski.
Generalnie, mamy z K. mętlik w głowie, bo z drugiej strony jak mamy płacić za wynajem to lepiej to władować w ratę, ale wtedy teście muszą podpisać ten pieprzony kredyt. K. twierdzi, że pewnie będą wypominać ale co nas to ochodzi jak już byśmy byli u siebie. Ja nie mam zdania.
 Na dzień dzisiejszy nie wiem nic, ale wiem jedno, muszę w końcu mieć swoje miejsce na ziemi. Kiedy to się stanie to wielka niewiadoma.

4 komentarze:

  1. Dobrze Kasiu że u was lepiej, co do tych Twoich teściów to ja myślę że może po tej wyprowadzce coś do nich dotarło. Zobaczysz z czasem, emocje opadną i może będzie lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. sama nie wiem co Ci doradzić ..... wiadomo musicie razem podjąć odpowiednią decyzje:*

    OdpowiedzUsuń
  3. dokladnie, lepiej placic kredyt na swoje jak placic komus na wynajem. ja wynajmowalam pare lat i wiem jak to jest...
    pozdrawiam Cię mocno Agnieszka. Mama Gosi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga daj mi namiary na Twojego bloga:) Aguś ja też jestem tego samego zdania, ale to wszystko zależy od tego czy rodzice podpiszą nam kredyt... a nie liczyłaby na wiele z ich strony...

      Kam.

      Usuń