Jestem, żyję i mam się dobrze :) Ale do rzeczy. Tak jak pisałam na wizycie u mojej pani gin. ciśnieniomierz pokazał mi pomiar 170/80 więc nie było wyjścia, musiałam pokornie schylić głowę i poczłapać ze smutną miną na oddział ginekologii. Miała to być dwu- lub trzydniowa obserwacja a zrobiła się aż tygodniowa. Dostałam zastrzyki na przyspieszenie rozwoju płuc u Maleństwa, które cholernie bolały i tabletki na obniżenie ciśnienia. I sobie wczasowałam :) Leżałam na dwuosobowej sali z plazmą na ścianie, do której nie trzeba było wrzucać pieniążków żeby oglądnąć ulubiony serial czy wiadomości :P Do tego w każdej sali była łazienka z prysznicem i ogólnie czułam się jak w domu a nie jak w szpitalu :) Teraz z perspektywy czasu nawet cieszę się, że spędziłam tam kilka dni, bo przynajmniej poznałam jak to wszystko wygląda "od kuchni", co mi się przyda przy porodzie, a co mi zapewniają. Przez moją salę przewinęło się kilka rodzących, więc miałam tę "przyjemność" uczestniczenia w tych pierwszych skurczach, dopóki dana osoba nie została przewieziona piętro wyżej na porodówkę. I napiszęWam, że trochę się przeraziłam, bo często zdarzało się tak, że akcja porodowa jeszcze się tak na prawdę nie zaczęła, a dziewczyny już miały dość bólu, całe w kroplach potu. Okropnie im współczułam i w tych chwilach cieszyłam się, że prawdopodobnie będę mieć CC :) Wiem, że poród siłami natury jest lepszy, no ale...przeraża mnie jednak ten ból. Podczas pobytu na ginekologii miałam porobione różniaste badania, które wyszły idealne i nawet EKG przez to ciśnienie. USG pokazało, że z Synusiem wszystko w porządku, ważył 2520 g i był odpowiednio rozwnięty na swój 34 tydzień istnienia :) Nie musiałam leżeć w łóżku, więc zawierałam nowe znajomości i napiszę Wam, że moje nadciśnienie w porównaniu do problemów niektórych dziewczyn to pikuś. Leżały tam "ciężaróweczki", które w połowie ciąży miały już skróconą szyjkę macicy do 16 mm i groził im przedwczesny poród, była też dziewczyna mająca za mało wód płodowych i kobieta z bliźniętami (21 tydz. ciąży), która miała już miekką szyjkę i skurcze. Ja w porównaniu do nich to faktycznie byłam tam "na wakacjach", musiałam tylko mierzyć 3 razy dziennie ciśnienie i łykać tabletki na jego obniżenie- wtedy wszystko było OK. Krew i mocz jak to określił ordynator- rewelacyjne!! Dlatego w sumie trochę się dziwię, że tak długo mnie trzymali, ale widocznie bali się o te skoki ciśnienia. W ten czwartek też mam wizytę, tym razem kontrolną u mojej Pani gin. i zobaczymy co mi powie, jeśli się znowu nie będę odzywać to pewnie będzie "powtórka z rozrywki". Nasz Maniutek dalej leży pośladkowo, więc dalej CC jest realne, może porozmawiamy o jakimś konkretnym terminie?? Moja gin. ma dyżury na porodówce w piątki, to może wtedy? Wszystkiego się dowiem w czwartek.
Jest jeden plus tej mojej tygodniowej nieobecności. Narobiły mi się zaległości na blogach i czeka mnie dłuższa lektura, co mnie ogromnie cieszy!!! :D A i Aguś, cudownie, że wróciłaś :* :* Tęskniłam!!
A teraz całuję i lecę :*
a Ty myslisz,ze ja nie tęsknilam????musialam wrocic :)
OdpowiedzUsuńdobrze,ze juz jestes w domku, jednak w domu to w domu. odezwij sie czasem na gg jak bedziesz miec za :*:*
buziaki kochana
no nareszcie jakieś wiadomości martwiłam się:) ciesze się że u Was ok Malutki jeszcze chwilkę się pogrzeje u mamusi a potem już tylko chwilką i będziesz go tulić w ramionach:)
OdpowiedzUsuńA już myślałam, że wrócisz dopiero z maleństwem:) Daj znać czego się dowiedziałaś:)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się cieplutko :*
Natalia z tworzac-jednosc