sobota, 7 lipca 2012

Żal i chandra :P

Dzisiaj nie będzie tylko o ciąży i dzieciątku, bo pewnie niektórym już się to nudzi :P Dzisiaj będzie o upływającym czasie, a naszło mnie na taki temat, bo jutro idziemy na kolejne wesele. Kurcze, ten czas leci nieubłaganie, dopiero byliśmy nastolatkami, którzy potrafili się zebrać w kupę i iść 4 km na imprezę, po czym się zbierało grupę i  w takim samym składzie się wracało, bo nikt nie miał prawa jazdy ani samochodu. Dopiero randkowaliśmy na placach zabaw i z wypiekami na twarzy opowiadaliśmy sobie o naszych "miłostkach", pamiętam jak dziś mój pierwszy pocałunek na ławce pod szkołą pod rozgwieżdżonym niebem i zachwyt K. nad moimi długimi włosami dotykającymi ziemi jak kładłam mu głowę na kolanach. Pierwsze, wstydliwe spotkanie moje z jego rodzicami i jego z moimi, pierwsze wspólne spanie na jednym łóżku z motylami w brzuchu i niesamowitymi emocjami i w końcu pierwsze wspólne pomieszkwanie jak studiowałam w Krakowie i K. do mnie przyjeżdżał. Magiczny dzień- 24 lutego zaręczyny, maj- ustalenie daty ślubu, lipiec 2010 ślub i pierwsze przecudowne miesiące poślubnego mieszkania tylko we dwoje, gdzie każde śpieszyło się do domu, żeby już być z mężem/żoną. A dzisiaj? Dzisiaj już tego nie ma :( Jest inaczej, dojrzalej, czasem rutynowo, mechanicznie, gdzie motyle w brzuchu zastąpiła kalkulacja co do domowego budżetu, nieustanne szukanie pracy i chęć posiadania własnego kąta zajęła miejsce koncetracji na małżeńskich uczuciach, a pogoń za pieniądzem spowodowała brak czasu na zatrzymanie się i spędzenie ze sobą wolnego wieczoru, bo człowiek śpi na stojąco. Taka jest niestety prawda! I widzę jak kolejne pary z naszej paczki biorą ślub i wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszego życia, kontakty się sypią, a jak już się odnowią to jest inaczej, nie ma tej beztroski, tego blysku w oczach, a jedynie zmęczenie.
Strasznie mnie dołuje ten upływający czas, wiem, że jak będę mieć dzieciątko to będę mu potrzebna, w zasadzie moim zadaniem życiowym jest wychowanie go i odejście z tego świata, zrobienie miejsce nastepnym pokoleniom. Jakie to jest smutne. I pewnie nic nie zobczę, nie nacieszę życiem, bo mieszkamy tu, gdzie mieszkamy i zarabiamy tyle, ile zarabiamy, a to jest żałosne. Staram sie podchodzić do tego tak, że każdy etap życia ma swoje uroki, ale jak widzę, że mam mieszkać z teściową całe życie i mam czuć się stłamszona przez cały czas to nie potrafię się cieszyć z niczego. Wkurza nas to, że w tym domu o mojej ciąży się nie rozmawia, jak poleciałam pochwalic się, że czuję pierwsze kopniaczki do teściowj to olała sprawę, a ja poczułam, że jestem z tym wszystkim sama. Zadzwoniłam do mojej mamy, która ma świra na punkcie wnuka/wnuczki i od razu wrócił mi uśmiech na twarz. Zmierzam do tego, że czas ucieka między palcami, a my w większości nie możemy żyć jak chcemy, nie potrafimy cieszyć się z prostych rzeczy, bo zawsze jest coś co nas przytłacza. A życie mamy tylko jedno :( Każdemu do pełni szczęścia brakuje coś innego, a mi najbardziej potrzeba własnego kąta i świętego spokoju.- wtedy mogę napisać, że jestem w pełni szczęśliwa. No i oczywiście teraz priorytetem jest Maluszek, żeby zdrowo przyszedł na ten świat.
Tyle!

PS. Dzisiaj mija mi półmetek!!!! :D W czwartek mam USG połówkowe to okaże się, kto tam mieszka w środku ;) Aha i chciałabym sie Wam pochwalić moim szczęściem: Wójt zgodził się zmienić mi umowę na czas określony i będę mogła iść na zwolnienie!!!!!!!!!!!!!! A pisałam Wam, że jestem na umowie o zastępstwo i nic mi się nie należy, to teraz po zmianie będę miała co miesiąc pieniążki :D A po macierzyńskim umowa normalnie wygaśnie i wszyscy będą zadowoleni:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz