wtorek, 27 listopada 2012

Dzisiaj co by nie być monotematyczną, nie będzie o Kubulku, ale o sentymentalizmie ;) Na pewno każda z Was ma w domu rzecz, bez której nie wyobraża sobie życia :) Dla mnie takim przedmiotem jest ten oto kubek :) Ot, taki zwyczajny, ale zabiłabym osobę, która by mi go zbiła, nawet niechcący :p Płakałabym rzewnymi łzami za nim! Mój mąż już wie, że jak robi poranną kawę dla nas to moja MUSI być w tym kubku, choćby się waliło czy paliło. Ostatnio mało co zawału nie dostałam, bo już byłam niemal pewna, że teść albo teściowa mi go potłukli. K. jeśli ma wolny dzień to standardowo zaraz po wstaniu z łóżka zajmuje się dostarczeniem do naszych organizmów kofeiny ;) Owego poranka dobiega mnie jego głos z kuchni, że mojego kubka nie ma na suszarce. Jak to usłyszałam to serce mało co nie wyskoczyło mi z piersi. Szukamy i szukamy, no zapadł się pod ziemię. W końcu jak narobiliśmy szumu to do kuchni zaglądnęła teściowa i wtedy wszystko się wyjaśniło. Przed momentem prasowała rzeczy i nalała do niego wody potrzebnej do żelazka i tam już został. Kamień spadł mi z serca!!! I może pomyślicie sobie, że jakaś stuknięta jestem, przejmuję się jakiś tam przedmiotem jakby ważniejsze rzeczy nie istniały, ale ja po prostu go kocham, towarzyszy mi już 9 lat :) Skąd go mam, że ma aż taką wartość sentymentalną dla mnie? Od pewnego kleryka :D Nie wspomniałam na blogu jeszcze o tym, że przez długich parę lat byłam w Oazie przy pewnej parafii. Zrobiłam nawet kurs na animatorkę i prowadziłam grupę dzieci w wieku wczesnoszkolnym, również i  na dwutygodniowym wyjeździe wakacyjnym. I wtedy to wśród prowadzących był ten kleryk, nie pamiętam jak miał na imię, ale chyba Marcin :P I na zakończenie dostałam od niego właśnie ten kubek. Nie wiem jakie było przesłanie z jego strony ("WIĘZIEŃ MIŁOŚCI")- nie wnikam :P Miałam wtedy 18 lat i ja na pewno się w nim nie zakochałam :P Ale od tamtej pory piję w tym kubku wszystko ;) Przeżył on i maturę, i moje studia, ślub, piękne chwile w wynajętej kawalerce zaraz po ślubie, przeprowadzkę do teściów, urodzenie dziecka i Bóg wie co jeszcze przetrwa :D Oby towarzyszył mi do samej starości :)

A Wy? Czy macie coś, co ma dla Was taką samą wartość sentymentalną jak dla mnie mój kubek?? Podzielcie się!! :D
Buziunie

3 komentarze:

  1. Nie, chyba nie mam nic takiego, chociaż różne pierdółki z dzieciństwa trzymam w specjalnym kartonie staroci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama nie mam, ale kiedyś stłukłam siostrze taki kubek:( co Tata go jeszcze z "zagranicy" przywiózł, straszny płacz był, do dziś mi wypomina:))

    OdpowiedzUsuń
  3. ja raczej nie jestem sentymentalna i z rezerwą podchodze do takich rzeczy ostatnio nawet ulubine spodnie wrzuciłam do pieca:D

    OdpowiedzUsuń