poniedziałek, 5 listopada 2012

Wczoraj byliśmy u moich rodziców, bo chciałam się im ostatni raz pokazać z brzuszkiem :) Pogadaliśmy, pośmialiśmy, popytałam mamę o co nieco, naładowałam akumulatory i już mi lżej :) Trochę się też martwię, bo od wczoraj ciśnienie nieznacznie się podwyższyło i dzisiaj też mam takie, ale zwalam to na karb stresu i dopóki rozkurczowe nie będzie powyżej 100 to nie będę siać paniki. W końcu do piątku już niewiele dni zostało to spokojna nie będę- to jest oczywiste. Mamcia chce już w piątek być u mnie, ale jej to odradziłam, bo po pierwsze K. ze mną będzie, a po drugie przez 6 h będę leżeć plackiem z cewnikiem to ja się pytam po co mi  stado ludków, zwłaszcza, że nie będę na sali sama i pewnie ta druga osoba będzie się czuła skrępowana. Ale nie dała się tknąć i w sobotę już przyjedzie, bo jak to określiła "i tak nie wytrzyma" ;) W ogóle otrzymałam od niej tyle wsparcia i w razie czego jak będzie mi ciężko w domu przez te pierwsze dni  to mam spakować manatki i przyjechać do nich ( K. też oczywiście) i ona mi we wszystkim pomoże :) Ja bym tak z miłą chęcią zrobiła, zawsze to MAMA, a nie teściowa, ale widzę, że K. nie jest za bardzo za tym pomysłem, pewnie patrzy jakby to jego mama odebrała. Z drugiej strony go rozumiem, mieszkamy tu, a ja "spitalam" po porodzie na 2 tyg. do mamy, jeju nawet nie chcę myśleć jakie komentarze z jej ust by poleciały. Ale tak patrzę na to też w inny sposób, ja będę po cięciu, pierwsze dziecko, które nie jest lalką, a żywą istotą, zero doświadczenia i nie mam pewności czy teściowa mi pomoże, nigdy mi ani półsłowa na ten temat nie powiedziała, nie wiem na co mogę liczyć z jej strony, nie mam pewności czy jak o coś poproszę to nie usłyszę komentarza, że ona miała dwójkę dzieci rok po roku i sobie sama dawała radę. Ciężko wyczuć :)
Poza tym my nadal na ścieżce wojennej, którą w sumie rozpętałam ja. Jak pisałam w poprzednim poście na Wszystkich Świętych nie byłam na cmenatrzu, ale że wczoraj o 7 rano było już 10 stopni, a ja czułam się super, pojechaliśmy z K. do kościoła a później na cmentarz. Muszę wspomnieć jeszcze, że dwa lata temu kupiliśmy na groby 4 znicze jak ja to nazywam "popękane", które były wtedy na topie i kosztowały niemało, ale co będę żałować bliskim mi osobom. Z resztą takie znicze są opłacalne,bo później wymienia się tylko wkłady, a bardzo mi się one spodobały. No więc, wzięłam z samochodu 4 wkłady i ruszyliśmy. Najpierw na babcię i dziadka K., już proszę K. o zapalniczkę, już się przymierzam do włożenia wkładu do mojego "popękanego" znicza a tu proszę Państwa go nie ma!! Ukradli czy ki ciul- mówię do męża. Obeszliśmy dookoła pomnik i co widzimy?? Za nim leżą sobie nasze dwa znicze, upchane gdzieś na ziemi, samotne jak jakieś śmieci. Wzięłam, włożyłam wkłady i postawiłam na tych dwóch pomnikach. Przykro mi się zrobiło, że tylko one zostały odstawione gdzieś na bok, reszta była na płycie grobowca, a przecież zostało jeszcze tyle miejsca, że takich 10 by się zmieściło. A były naprawdę ładne, niezniszczone. Ja, jak to ja postanowiłam wyjaśnić sprawę i jak tylko weszłam do domu to zapytałam teściową dlaczego te znicze stały za pomnikiem a nie na nim, przecież nawet jakby nie było w środku wkłada to i może ktoś by włożył. Myślałam, że dostanę jakieś racjonalne wytłumaczenie, a ona zaczęła dosłownie krzyczeć na mnie, że ludzie oryginalne przynieśli i ona nie ma wkłada, a ja na to, że przecież kupiliśmy i są na regale, a ona, że to nasze i ona nie będzie ruszać (jakby nie mogła zapytać czy zapalić, przecież wiedziała, że nie byłam na cmentarzu na Święto Zmarłych). Skończyło się na tym, że ja podsumowałam, że nie po to nie żałowałam na nie pieniędzy, żeby się poniewierały gdzieś na ziemi, na co usłyszałam, że ona mnie nie prosiła, żebym cokolwiek kupowała i bez łaski. Żebyście mnie nie zrozumiały źle, mi nie chodzi o pieniądze, chociaż wtedy naprawdę było nam ciężko, ale o sam fakt, że na płycie pomnika jest miejsce na wszystkie znicze i nie widzę sensu, chować jakiegokolwiek gdzieś na uboczu. Trochę mi się przykro zrobiło, zwłaszcza, że liczyłam na normalną rozmowę, a nie na pyskówkę, no ale cóż. Przekonałam się, że jednak się nie dogadamy. Liczyłam na to, że mimo dzielących nas lat, jakiś szacunek istnieje, ale nie, wiem, że ona ma mnie za nic i tak już pozostanie. Ja nie mam odwagi "pyszczyć" jak ona mi zwraca uwagę i miałam nadzieję, że to będzie działać też i w drugą stronę, ale jednak nie, ja mam siedzieć cicho, a teściowa może mnie mieszać z błotem, bo ja jestem gówniara, a ona jak to określa "zna życie". Ja wiem, że powinnam się podporządkować, bo mieszkam pod jej dachem, ale bez przesady, jestem dorosła, swoje zdanie mam i przecież mogę je wypowiedzieć głośno. Ech! Szkoda gadać Dziewczyny i tak się już naprodukowałam :P Zrobiło się tak, że nie mam ochoty wychodzić w ogóle z pokoju, bo centralnie są drzwi do kuchni, w której ona siedzi cały dzień. Właściwie nie wiem dlaczego w ogóle nie przebywa w swoim pokoju, czy czyta książkę, czy rozwiązuje krzyżówki, czy pije kawę to zawsze w kuchni. Dlatego mamy zero prywatności, bo nawet do łazienki musimy przejść przez kuchnię. Dobra, kończę.
Buziunie

8 komentarzy:

  1. ach te teściowe.... mam nadzieję że nie będzie Ci się strasznie wtracac jak Mały będzie z Wami:)
    co do tych zniczy to faktycznie nie fajnie się zachowała ale chociaż tyle że nie wyrzuciła:/
    A jeśli chodzi o wyprowadzkę do mamy po porodzie to sama zobaczysz jak się będziesz czuła ale ja sama pamiętam że chciałam żeby wszyscy dali nam spokój żebyśmy się się mogli we dwójkę syneczkiem nacieszyć:) a tym czy sobie poradzisz się naprawdę nie zadręczaj dasz radę masz to we krwi zaufaj sobie i będzie dobrze buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  2. serdecznie Ci współczuję :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że świetnie sobie we doje poradzicie z dzieciątkiem, ja po powrocie do domu też chciałam właśnie spokoju i żeby nam nikt nie przeszkadzał, żebyśmy mogli na spokojnie oswoić się z dzieckiem. Teściowa jedynie pokazała jak małą kąpać, a później już radziliśmy sobie sami.
    Mi się teściowa nie wtrąca i zawsze zostanie z małą jak potrzeba, mam tylko ten problem, że czasem ciężko mi się do dziecka "dopchać" bo ona jest taka we wnuczce zakochana ;p Moja mama znowu jest zazdrosna, że teściowa ma ją codziennie, a ona tylko od święta. tak więc nikomu nie dogodzi, ale pamiętaj, że to Wasze dziecko i Wy macie tu decydujące zdanie :) Wiadomo, że pomoc na początku jest potrzebna, ale zobaczysz, że to nie takie trudne i że świetnie dacie sobie radę z mężem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teściowe to złooooo.
    Trzymam kciuki za cierpliwość i miłość do męża, bo bez tego będzie wam ciężko żyć wspólnie.

    Buziaki mamuśka :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wyobrażam sobie życia z teściową pod jednym dachem (mimo, że to wcale nie jest zła kobieta). Nie zadręczaj się niepotrzebnie :) W razie czego zawsze możesz uciec do mamy :) Jak teściowa Cię do tego sprowokuje to myślę, że i mąż to zrozumie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy już można gratulowac ? :)


    ja mieszkałam ze swoją teściową 4 miesiące.. i są to najgorsze 4 miesiące w moim życiu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. własnie!!!!!! nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń